Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie kontrowersje budzi projekt nowelizacji ustawy hazardowej, dotyczący lootboxów, złożony przez wiceministra cyfryzacji?
- Czym są lootboxy oraz jakie mechanizmy ich działania sprzyjają zachowaniom o charakterze hazardowym?
- Jakie konkretne zmiany w regulacji i dostępie do lootboxów proponuje omawiany projekt legislacyjny?
- Dlaczego Totalizator Sportowy zarzuca projektowi stworzenie luki prawnej, mogącej umożliwić omijanie monopolu państwa w obszarze gier hazardowych?
- W jaki sposób wiceminister Gramatyka komentuje krytykę i jakie działania planuje podjąć w celu dalszego procedowania projektu?
- Jak niezależny ekspert ocenia argumentację obu stron sporu oraz szerszy kontekst szczelności przepisów hazardowych?
Projekt ustawy w sprawie tzw. lootboksów wniosła w grudniu wyjątkowo jak na polski Sejm ponadpolityczna grupa 62 posłów: od Konfederacji, przez PiS po Lewicę. Lootboksy to wirtualne skrzynki, w których znajdują się losowo wirtualne przedmioty, umożliwiające graczowi np. przejście kolejnych poziomów gry. Można je kupić za pieniądze prawdziwe bądź wirtualne. Wprowadzenie zmian zainicjował Michał Gramatyka z Polski 2050, który choć jest wiceministrem cyfryzacji, postanowił złożyć projekt jako poselski.
„Kilku posłów wycofało poparcie dla projektu ustawy, ale pod projektem jest wciąż wystarczająca lista podpisów umożliwiających jego dalsze procedowanie” – informuje nas Biuro Obsługi Medialnej Kancelarii Sejmu. – Zgłoszę autopoprawkę do tego projektu – deklaruje w rozmowie z „Rzeczpospolitą” wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka z Polski 2050.
Czytaj więcej
Platformy handlowe dla graczy, mikropłatności czy lootboxy stają się kluczowymi filarami dla rozwoju segmentu gier mobilnych i komputerowych. Tymcz...
Lootboksy sprzyjają zachowaniom hazardowym
Projekt Gramatyki przewiduje, że lootboksy staną się formalnie „grami o wirtualne dobra”, których organizowanie w internecie zostanie ograniczone do osób dorosłych i będzie wymagało zgłoszenia albo – w zależności od wartości puli wygranych – zezwolenia. Powód? Jak tłumaczą wnioskodawcy w uzasadnieniu, „różne mechanizmy stosowane przez twórców gier, które promują i zachęcają graczy do kupowania większej liczby skrzynek, mogą sprzyjać rozwojowi zachowań o charakterze hazardowym”.
Michał Gramatyka opiera się na opiniach ekspertów, których zdaniem lootboxy są formą uzależnienia najmłodszych od hazardu
I rzeczywiście, na ten problem od lat zwracają uwagę eksperci. Alarmują, że lootboxy opierają się na tym samym mechanizmie, co klasyczny hazard: ekscytacji i oczekiwania na nagrodę. – Dzieci i nastolatkowie są stymulowani przez system, który może, ale nie musi, prowadzić do uzależnienia. Problem zaczyna się wtedy, gdy ten mechanizm utrwala się jako sposób regulowania emocji – mówił kilka tygodniu temu w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Tomasz Prosiński, szef Fundacji Mentalnie Równi.
„Badania Dixona z 2014 r. udowodniły, że dołączanie efektów dźwiękowych do automatów do gry zwiększało podniecenie i przyjemność grającego, przyczyniało się również do mylnego przeliczania liczby wygranych obstawień. Otwieraniu lootboksa towarzyszą bardzo podobne bodźce – animacje bogate w żywe kolory, eksplozje, głośne efekty dźwiękowe” – ostrzegał z kolei w 2020 r. raport na temat lootboksów, opracowany przez Katolicki Uniwersytet Lubelski.
Z tego powodu pojawiają się regularnie inicjatywy mające ograniczyć dostęp do lootboksów. Np. europejski system klasyfikacji gier PEGI planuje, że od czerwca 2026 r. przyznawane oznaczenia wiekowe będą uwzględniać nie tylko przemoc, wulgaryzmy czy nagość, ale również właśnie lootboksy.
Czytaj więcej
Michał Gramatyka, wiceminister cyfryzacji i poseł Polski 2050, chce kandydować na prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej, ale sprzeciwia się tem...
Michał Gramatyka mówi „Rzeczpospolitej”, że nie ma przeszkód technicznych, by producenci gier oferowanych w Polsce zrezygnowali z lootboksów albo skierowali je tylko do osób dorosłych. – Tak, jak oferta Netfliksa różni się w zależności od kraju, tak samo można zmodyfikować grę. Projekt ustawy jest pod tym względem wykonalny w 100 proc. – tłumaczy.
Jego propozycja wzbudziła za to kontrowersje innego rodzaju. Gwałtownie zaprotestował przeciw niej Totalizator Sportowy, który choć znany głównie jako właściciel marki Lotto, jest też właścicielem jedynego w Polsce legalnego kasyna internetowego: Total Casino. I zdaniem Totalizatora Sportowego projekt Michała Gramatyki jest próbą otwarcia w Polsce możliwości działania kasyn internetowych, omijających przepisy.
Zdaniem Totalizatora Sportowego głównym ukrytym celem projektu jest wpuszczenie do Polski internetowych kasyn
Powodem jest głównie jeden z artykułów w projekcie: wyłączający gry o dobra wirtualne spod kontroli państwa nad grami hazardowymi w internecie. Projekt formalnie nie zmienia przepisu kluczowego z punktu widzenia kasyn internetowych: „urządzanie gier hazardowych przez sieć Internet, z wyjątkiem zakładów wzajemnych i loterii promocyjnych, jest objęte monopolem państwa”. Mimo to, zdaniem Totalizatora Sportowego, ten monopol mógłby być łatwo omijany, w ten sposób, że kasyna działałyby właśnie pod płaszczykiem gier o dobra wirtualne.
Czytaj więcej
Nie jesteśmy przedsiębiorstwem, któremu zależy na zysku za wszelką cenę – wręcz przeciwnie, zostaliśmy powołani do realizacji misji, którą traktuje...
Taka argumentacja znalazła się w piśmie, które prezes Totalizatora Sportowego Beata Stelmach skierowała do posłów, podpisanych pod projektem. „Projektowane zmiany umożliwią powstanie nowej kategorii kasyn internetowych, z jedną różnicą – zamiast pieniędzmi będą operować dobrami wirtualnymi. Jednak finalnie dobra te będą mogły być kupowane i wymieniane na realne pieniądze, z przelewem na rachunki bankowe graczy włącznie. (...) Tego rodzaju kasyna w Stanach Zjednoczonych funkcjonują pod nazwą »sweepstakes casinos« i służą do obchodzenia zakazu działalności internetowych kasyn, obowiązującego w większości stanów” – napisała w piśmie, w którym prosi, by „rozważyć wycofanie swojego poparcia dla projektu”.
Zapewne składając pod projektem swój podpis nie miała Pani pełnego oglądu konsekwencji proponowanych zmian. Wiem, że używano argumentu ochrony dzieci przed negatywnymi skutkami hazardu.
Pismo Beaty Stelmach do posłów jako pierwszy ujawnił portal Interplay, zajmujący się rynkiem gier hazardowych. List do parlamentarzystów podpisanych pod projektem zawiera jednak nie tylko chłodną analizę propozycji Michała Gramatyki, ale też mocne zarzuty. Beata Stelmach zawarła w nim dość czytelną sugestię, że projekt został złożony pod wpływem lobbingu „międzynarodowych grup hazardowych, działających w Polsce nielegalnie, prowadzących swoje operacje z terytorium innych krajów członkowskich Unii Europejskiej lub spoza UE”.
„Lobbing ten ma wiele różnych form i dociera do decydentów poprzez różne kanały komunikacji z fałszywymi danymi oraz błędnymi interpretacjami. Szczególnie jaskrawe są przypadki, gdy monopol państwa atakowany jest pod płaszczykiem troski o ochronę dzieci i młodzieży przed uzależnieniem od hazardu” – napisała Stelmach. „Proszę pamiętać – w istocie nie chodzi tu o bezpieczeństwo dzieci, lecz o dochody podmiotów, które próbują podważyć status quo na rynku, uderzając w dochody budżetu państwa” – dodała. Zarzuciła też Gramatyce, że jego projekt „tworzy doskonałe warunki do działań takich, jak pranie pieniędzy, finansowanie terroryzmu i działalności przestępczej, omijanie sankcji oraz ukrywanie dochodów”.
Wiceminister Gramatyka twierdzi, że jego celem była wyłącznie ochrona dzieci
Podobne zarzuty prezes Stelmach sformułowała też w grudniu podczas posiedzenia sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki. Czy rzeczywiście prawdziwym celem projektu Gramatyki jest wpuszczenie na rynek kasyn internetowych, pod pozorem dbania o dobro dzieci? Wiceminister cyfryzacji zapewnia, że nie. – Pomysł projektu zrodził się podczas posiedzenia Komisji Dzieci i Młodzieży, poświęconego uzależnieniom od lootboksów. Jedynym moim celem jest ograniczenie ekspozycji dzieci na tę formę hazardu, który dziś znajduje się obecnie poza jakąkolwiek kontrolą – mówi.
Zgłoszę autopoprawkę do tego projektu
Nie ukrywa też, że jest zaskoczony ostrymi działaniami Totalizatora Sportowego. – Jeśli spółka miała wątpliwości odnośnie do projektu, powinna skontaktować się ze mną, by skorygować dyskusyjne przepisy w formie dialogu, zamiast robić z tego polityczną aferę. Jestem w kontakcie z Ministerstwem Finansów. Stanowiska tego resortu, jak również Totalizatora Sportowego, uwzględnię w autopoprawce, którą zgłoszę na samym początku prac nad projektem – zapowiada.
Póki co, podpisy spod kontrowersyjnego projektu wycofało siedmioro posłów, głównie z PSL, w tym wiceminister sportu i turystyki Ireneusz Raś. – Uważam, że zabrakło analiz, którymi powinno być poprzedzone złożenie projektu dotyczącego tak drażliwej kwestii – mówi Raś „Rzeczpospolitej”. Projekt i tak będzie procedowany, bo liczba podpisanych posłów wciąż jest nie mniejsza niż wymagane 15. W ostatnich dniach nadano mu numer druku sejmowego.
Czytaj więcej
Rozmowa z Rafałem Porzezińskim, wykładowcą UKSW, ekspertem ds. terapii uzależnień, dyrektorem Programu 1 Polskiego Radia
Jednak czy rzeczywiście projekt jest tak niebezpieczny, jak przedstawia to Totalizator Sportowy? Piotr Palutkiewicz, dyrektor generalny Warsaw Enterprise Institute i specjalista od przepisów dotyczących hazardu, twierdzi, że obie strony sporu posługują się nieścisłą argumentacją.
– Totalizator Sportowy przedstawia się jako monopolista w dziedzinie kasyn internetowych. Tymczasem posiada on 60 proc. rynku, a pozostałe 40 proc. to nielegalne kasyna funkcjonujące poza przepisami prawa. Z drugiej strony Michał Gramatyka twierdzi, że znalazł remedium na lootboksy, tymczasem nikt nie może zagwarantować, że zaprojektowane przez niego przepisy nie będą obchodzone, tak jak w przypadku e‑kasyn – zauważa Piotr Palutkiewicz. – Mamy duży problem ze szczelnością przepisów hazardowych, a częścią tego problemu są lootboksy. Jednak zajęcie się tylko lootboksami nie sprawi, że znikną inne absurdy, nieścisłości prawne i niedostosowanie przepisów do realiów rynkowych – dodaje.