Hołownia powiedział, że „rzeczywiście czas na zmianę przywództwa w Polsce 2050 nastąpił”, dlatego we wrześniu zdecydował ustąpić. Tłumaczył jednak, że „kampania wyborcza przyniosła bardzo wiele złego”. – Ta kampania strasznie nas podzieliła, zniszczyła więź zaufania, która była w naszych strukturach. Patrząc na to mówiłem: „Słuchajcie, jeszcze jest czas, możemy na spokojnie usiąść i spróbować to poskładać, nie robi się wyborów w czasie wojny, moje odejście jest postanowione, ale zastanówmy się, jak przejść do kolejnego przywództwa suchą stopą, bez kolejnych podziałów” – tłumaczył Hołownia.
Czytaj więcej
Wiadomo już, kiedy Polska 2050 przeprowadzi II turę wyborów na przewodniczącego partii, w której...
„Nie dam sobie wmówić, że chodzi o moją władzę”
Jak tłumaczył, „bezsensem jest, jeszcze w takiej sytuacji zewnętrznej, jaką mamy dziś w Polsce” robić wojnę domową w jednej z koalicyjnych partii. – Nie dam sobie wmówić, że chodzi o moją władzę, bo ja akurat jestem jedynym, który z tej władzy ustąpił, zrobił krok do tyłu, powiedział: „OK, teraz jest wasz czas”. Natomiast chaos, który powstał (...) kazał powiedzieć mi: „Słuchajcie, może czas na drugi krok” – tłumaczył Hołownia.
Na pytanie o to, czy odejdzie z partii, Szymon Hołownia odrzekł, że „zobaczymy, co wydarzy się w związku z drugą turą wyborów”. – Mamy nowe narzędzie do głosowania, wierzę, że to narzędzie (...) tym razem okaże się szczelne, sprawne i bezpieczne, a po tym, co wydarzy się w II turze, podejmę decyzję co do tego, czy to nadal jest Polska 2050 Szymona Hołowni, bo moje nazwisko wciąż jest w nazwie i byłem pierwszym, który ten ruch zakładał (...), czy też nie – powiedział.
„Nie wydaje mi się, żebym odszedł sam”
W odpowiedzi na słowa prowadzącej program, że Paulina Hennig-Kloska zapowiedziała, że to już nie będzie partią Szymona Hołowni, gość odpowiedział, że „Szymon Hołownia z partii odejdzie i nie ma najmniejszego problemu”. – Jeśli Paulina Hennig-Kloska chce Polski 2050 Pauliny Hennig-Kloski, to będzie miała Polskę 2050 Pauliny Hennig-Kloski. Nie jest to pierwszy raz w historii polityki, gdy drogi ludzi dotąd współpracujących rozejdą się – oświadczył. Na pytanie, czy odejdzie sam, odpowiedział: „Nie wydaje mi się, żeby sam, ale też nikogo do niczego nie będę zmuszał”. Pytany o to, ile osób odparł, że będzie to „znaczna grupa”.