Reklama

Wybór USA: NATO albo Grenlandia

Podniecony sukcesem porwania Nicolása Maduro, Donald Trump grozi aneksją duńskiej wyspy. Sojusz Atlantycki mógłby się z tego nie podnieść.

Publikacja: 08.01.2026 04:30

Wybór USA: NATO albo Grenlandia

Foto: REUTERS/Kevin Lamarque

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie dylematy stoją przed Polską w kontekście gróźb aneksji Grenlandii przez USA?
  • Dlaczego Grenlandia stała się przedmiotem zainteresowania Stanów Zjednoczonych?
  • Jakie były reakcje międzynarodowe na plany administracji Trumpa dotyczące Grenlandii?
  • Jakie argumenty przedstawiane są przez USA w sprawie przejęcia Grenlandii?
  • Na jakich fundamentach opiera się obecna relacja między Grenlandią a Danią?
  • Jakie są nastroje i oczekiwania mieszkańców Grenlandii dotyczące możliwości uzyskania niepodległości?

To był szczególnie trudny wybór dla Polski. Jednak mimo kluczowego znaczenia Ameryki dla powstrzymania rosyjskiego zagrożenia, rząd Donalda Tuska ostatecznie zdecydował się na otwarte wsparcie Kopenhagi. We wtorek na szczycie koalicji chętnych w Paryżu premier przyłączył się do przywódców Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch i Hiszpanii i podpisał deklarację, w której zapowiedziano, że wolna Europa będzie broniła zasady nienaruszalności granic w Arktyce. A dzień później do francuskiej stolicy poleciał szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski, aby w formacie Trójkąta Weimarskiego opracować plan przeciwstawienia się groźbom Trumpa. W Warszawie uznano, że jeśli po raz pierwszy od drugiej wojny światowej dojdzie do przejęcia siłą terytorium jednego z krajów zachodniej Europy przez USA, zawali się cała architektura bezpieczeństwa, na jakiej oparta jest i polska suwerenność. 

Czytaj więcej

Grenlandia bogata nie tylko w zasoby naturalne

Ameryka wycofała swoje wojsko z Grenlandii, bo nie widzi dla niej zagrożenia

Ten dylemat w bardzo otwarty sposób przedstawiła już na początku tygodnia premier Danii Mette Frederiksen. Jednak ledwie parę godzin później Trump oświadczył, że Ameryka „potrzebuje” Grenlandii z powodów bezpieczeństwa. Jak zwykle dając upust alternatywnej rzeczywistości, ostrzegł, że wyspa jest „pełna” rosyjskich i chińskich aktywów wojskowych. I w pogardliwy sposób odniósł się do planów wzmocnienia obrony przez Duńczyków zmyślając, że chodzi o dodatkowe sanie z psim zaprzęgiem. 

Prawda jest zupełnie inna. Zgodnie z obowiązującym od przeszło 75 lat porozumieniem między USA i Danią, Ameryka ma właściwie nieograniczone możliwości rozbudowy swojej obecności wojskowej. W okresie Zimnej Wojny stacjonowało tam nawet 15 tys. amerykańskich mundurowych. Dziś jest to ledwie 200. To więc póki co sami Amerykanie uważają, że przeszło sześciokrotnie większa od Polski wyspa nie wymaga jakiegoś szczególnego zabezpieczenia. 

Reklama
Reklama

Na wzmocnienie obrony Grenlandii zdecydowali się natomiast Duńczycy. W październiku duński parlament przyjął wart 6,5 mld dol., 4-letni plan przewidujący m.in. zakup okrętów, samolotów, systemów obserwacji satelitarnych czy floty dronów. Ma też powstać nowy sztab generalny i dwie jednostki wojskowe. 

Czytaj więcej

Dania szuka sposobu, jak uchronić Grenlandię przed Donaldem Trumpem

Nie wytrzymują starcia z rzeczywistością także inne argumenty Trumpa. Jednym z nich jest zapowiedź, że przejęcie Grenlandii otworzyłoby przed amerykańskim biznesem możliwość eksploatacji wielkich pokładów surowców. Taką możliwość od dawna proponują władze w Nuuk, stolicy autonomicznego terytorium. Amerykanie do tej pory nie wykazują jednak większego zainteresowania podobną perspektywą, bo skrajnie trudne warunki klimatyczne i brak infrastruktury transportowej powodują, że wydobycie grenlandzkich surowców nie jest opłacalne. 

Główne szlaki morskie w Arktyce

Główne szlaki morskie w Arktyce

Foto: PAP

Podobnie nie ma pokrycia w rzeczywistości zapowiedź Trumpa, że USA zapewnią niespełna 60 tys. Grenlandczykom niezwykłe prosperity. Już dziś to społeczeństwo należy bowiem do najbogatszych na świecie. Co roku Kopenhaga przekazuje ok. 500 mln dol. dotacji, co stanowi ok. połowy budżetu Grenlandii (kolejne 25 proc. daje Bruksela) i 1/5 jej dochodu narodowego. Niezależnie od tego Duńczycy finansują projekty infrastrukturalne, np. porty. 

Absurdalność gróźb Trumpa jest widoczna w amerykańskim Senacie. Tu w imieniu demokratów i republikanów Jeanne Shaheen i Thom Tillis wydali oświadczenie, w którym podkreślają, że Stany Zjednoczone muszą wypełniać swoje zobowiązania sojusznicze. Mimo to Stephen Miller, doradca ds. wewnętrznych prezydenta, który odegrał kluczową rolę w akcji porwania Maduro, powiedział w CNN, że „Grenlandia musi być częścią USA”. 

Reklama
Reklama

Grenlandczycy nie chcą być częścią Stanów Zjednoczonych

W Kopenhadze panuje przekonanie, że Trump jednak nie posunie się do aneksji. To samo usłyszał od sekretarza stanu USA Marca Rubia, szef francuskiej dyplomacji Jean-Noël Barrot. Jednak duńskie źródła dyplomatyczne przyznają „Rzeczpospolitej”, że choć pozostają w kontakcie z otoczeniem prezydenta USA, to przecież w ostatecznym rachunku to on sam podejmuje decyzje. A te są nieprzewidywalne. 

Bardziej prawdopodobna taktyka amerykańskiej administracji polega na podsycaniu grenlandzkiego ruchu niepodległościowego i nawiązaniu bezpośrednich negocjacji z władzami w Nuuk z pominięciem Kopenhagi. W tym celu na wyspie pojawili się agenci CIA. Temu też zapewne ma służyć mianowanie przez Trumpa specjalnego wysłannika ds. grenlandzkich. Został nim gubernator Luizjany Jeffrey Landry. Zgodnie z tą samą logiką w marcu ubiegłego roku bez zgody duńskich władz wiceprezydent JD Vance poleciał wraz z żoną do amerykańskiej bazy wojskowej w Pituffik na północnym zachodzie wyspy. Zapowiedział wówczas, że Amerykanie będą prowadzili bezpośrednio rozmowy z Grenlandczykami. 

Czytaj więcej

Dania szuka sposobu, jak uchronić Grenlandię przed Donaldem Trumpem

Nastroje secesjonistyczne są co prawda w Grenlandii silne. To efekt wielu dekad, kiedy Duńczycy traktowali wyspę jako swoją kolonię i bezwzględnie ją eksploatowali. Dlatego każda z pięciu partii, które dostały się do parlamentu, chce budowy niezależnego państwa. Jednak tylko jedna, populistyczna Naleraq, chce takiej niepodległości natychmiast.

- Jeśli większość Grenlandczyków opowie się za niepodległością, następnego dnia parlament duński ją uzna - zapewniają „Rzeczpospolitą” źródła dyplomatyczne w Kopenhadze. 

Grenlandia - największa wyspa świata

Grenlandia - największa wyspa świata

Foto: PAP

Reklama
Reklama

Tyle że taka perspektywa wydaje się trudna do realizacji. Grenlandia po prostu nie ma wystarczającej liczby ludności, aby udźwignąć podstawowe funkcje niezależnego państwa. Niepodległość oznaczałaby też natychmiastowe odcięcie duńskich i unijnych dotacji. 

Jedno jest pewne: miejscowa ludność wcale nie chce, aby na miejsce Danii  kontrolę nad Grenlandią przejęli Amerykanie. 85 proc. Grenlandczyków odrzuca perspektywę przyłączenia wyspy do Stanów Zjednoczonych. Jens-Frederik Nielsen, premier Grenlandii, w równie twardych słowach co szefowa duńskiego rządu Mette Frederiksen odrzucił groźby Trumpa. 

Tyle że logika działania prezydenta USA zdaje się wymykać racjonalnemu rozumowaniu. Wielu uważa, że aneksja Grenlandii miałaby przede wszystkim zaspokoić jego gigantyczne ego. Dzięki tej operacji przeszedłby on do historii jako pierwszy od zakupu w 1867 r. Alaski od Rosji prezydent, który znacząco powiększył terytorium USA. Podobnie jak w przypadku Wenezueli po porwaniu Maduro, Trump nie zastanawia się, co miałoby dalej stać się z Grenlandią, Danią i Sojuszem Atlantyckim.  

Polityka
Trump wycofał USA z agencji ONZ. Guterres: Ale musi płacić składki
Polityka
Kirył Dmitriew spotkał się z doradcami Trumpa w Paryżu. Dzień po szczycie koalicji chętnych
Polityka
Bunt w Partii Republikańskiej? Pięciu senatorów zagłosowało za ograniczeniem uprawnień Trumpa
Polityka
Wsparcie Donalda Trumpa dla Marine Le Pen budzi niepokój w jej obozie
Polityka
USA wycofują się z 66 organizacji międzynarodowych. Trump ogranicza globalną współpracę
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama