Z tego artykułu się dowiesz:
- Jakie dylematy stoją przed Polską w kontekście gróźb aneksji Grenlandii przez USA?
- Dlaczego Grenlandia stała się przedmiotem zainteresowania Stanów Zjednoczonych?
- Jakie były reakcje międzynarodowe na plany administracji Trumpa dotyczące Grenlandii?
- Jakie argumenty przedstawiane są przez USA w sprawie przejęcia Grenlandii?
- Na jakich fundamentach opiera się obecna relacja między Grenlandią a Danią?
- Jakie są nastroje i oczekiwania mieszkańców Grenlandii dotyczące możliwości uzyskania niepodległości?
To był szczególnie trudny wybór dla Polski. Jednak mimo kluczowego znaczenia Ameryki dla powstrzymania rosyjskiego zagrożenia, rząd Donalda Tuska ostatecznie zdecydował się na otwarte wsparcie Kopenhagi. We wtorek na szczycie koalicji chętnych w Paryżu premier przyłączył się do przywódców Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch i Hiszpanii i podpisał deklarację, w której zapowiedziano, że wolna Europa będzie broniła zasady nienaruszalności granic w Arktyce. A dzień później do francuskiej stolicy poleciał szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski, aby w formacie Trójkąta Weimarskiego opracować plan przeciwstawienia się groźbom Trumpa. W Warszawie uznano, że jeśli po raz pierwszy od drugiej wojny światowej dojdzie do przejęcia siłą terytorium jednego z krajów zachodniej Europy przez USA, zawali się cała architektura bezpieczeństwa, na jakiej oparta jest i polska suwerenność.
Czytaj więcej
Wierzę, że na banknotach, które wypuści kiedyś suwerenna już wyspa, będą twarze Adolfa Erika Nord...
Ameryka wycofała swoje wojsko z Grenlandii, bo nie widzi dla niej zagrożenia
Ten dylemat w bardzo otwarty sposób przedstawiła już na początku tygodnia premier Danii Mette Frederiksen. Jednak ledwie parę godzin później Trump oświadczył, że Ameryka „potrzebuje” Grenlandii z powodów bezpieczeństwa. Jak zwykle dając upust alternatywnej rzeczywistości, ostrzegł, że wyspa jest „pełna” rosyjskich i chińskich aktywów wojskowych. I w pogardliwy sposób odniósł się do planów wzmocnienia obrony przez Duńczyków zmyślając, że chodzi o dodatkowe sanie z psim zaprzęgiem.
Prawda jest zupełnie inna. Zgodnie z obowiązującym od przeszło 75 lat porozumieniem między USA i Danią, Ameryka ma właściwie nieograniczone możliwości rozbudowy swojej obecności wojskowej. W okresie Zimnej Wojny stacjonowało tam nawet 15 tys. amerykańskich mundurowych. Dziś jest to ledwie 200. To więc póki co sami Amerykanie uważają, że przeszło sześciokrotnie większa od Polski wyspa nie wymaga jakiegoś szczególnego zabezpieczenia.