„Zamach stanu” – to stwierdzenie było na moment najbardziej komentowane na krajowej scenie politycznej. Wszystko za sprawą Bogdana Święczkowskiego, który ogłosił, że w Polsce trwa właśnie zamach stanu i złożył nawet w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Od razu można było postawić pytanie, czy to wpłynie na kampanię prezydencką. Dzięki sondażowi IBRiS dla „Rzeczpospolitej” jesteśmy bliżej odpowiedzi.
Czytaj więcej
Prokurator generalny nie miał prawa zawiesić mnie jako zastępcy prokuratora generalnego, bo przecież tutaj jest w pewnym sensie wkroczenie w kompet...
Sondaż: Tylko wyborcy PiS blisko tezy Święczkowskiego
Badanie IBRiS dla „Rz” przeprowadzone w dniach 7–8 lutego pokazuje, że tylko 25,7 proc. wyborców zgadza się ze stwierdzeniem, że tenże zamach stanu trwa w Polsce. Mniej niż połowa spośród nich, czyli 11,5 proc. wszystkich ankietowanych, „zdecydowanie” tak twierdzi, a 14,2 proc. ankietowanych odpowiada, że „raczej tak”. Przeciwnego zdania jest za to aż 57,9 proc. wyborców. To wskazuje, że działanie Bogdana Święczkowskiego nie ma politycznego paliwa. Zgadzają się z tym też nasi rozmówcy. – Nawet część wyborców PiS nie zgadza się z tym, że trwa zamach stanu – zauważa dr Bartosz Rydliński z UKSW i Centrum im. Daszyńskiego. – Uważam, że cała ta teza została fatalnie zakomunikowana i jeszcze w złym momencie. Prezes Trybunału Konstytucyjnego ogłosił swoje zamiary w chwili, gdy jedna trzecia Polaków była w drodze na ferie zimowe. Gdyby mierzyć polityczny potencjał dwóch spraw: tezy o zamachu stanu i np. kwestii cen energii, to dla średnio zaangażowanego wyborcy dużo mniej abstrakcyjna jest kwestia tego, ile będzie płacił za prąd. Moim zdaniem długoterminowo sprawa podniesiona przez Święczkowskiego nie będzie w ogóle się liczyć – dodaje w rozmowie z „Rz” dr Rydliński. Na dodatek kiedy spojrzymy w wyniki badania głębiej, to okaże się, że 74 proc. wyborców PiS z 2023 r. zgadza się z tezą o zamachu – czyli nawet nie wszyscy.
W kampanii prezydenckiej od zamachu stanu ważniejszy portfel i bezpieczeństwo
Dominacja tematów „portfelowych” nad czysto politycznymi to jedna z rzeczy, które są istotne dla wszystkich sztabów w kampanii prezydenckiej. PiS szybko podchwyciło tezę o zamachu stanu (zrobił to Jarosław Kaczyński w specjalnym oświadczeniu), ale jak widać rezonuje to tylko w twardym elektoracie tej partii. Łatwo też zauważyć, że inicjatywy, które podejmuje Karol Nawrocki – jak ta o obniżeniu cen prądu – raczej kierowane są do szerszego grona wyborców. I nie są obliczone tylko na mobilizację elektoratu PiS. Z kolei Rafał Trzaskowski przedstawia swojee pomysły i inicjatywy, siłą rzeczy, zgodnie z własnym planem kampanii, nie wchodząc w narrację oponentów. Przykładem wypowiedź o weteranach i ich „zagospodarowaniu” po czasie służby.
Politycy Koalicji Obywatelskiej w nieoficjalnych rozmowach zacierają ręce i przyznają, że ich zdaniem debata o Święczkowskim i jego tezach jest dla PiS mocno problematyczna, bo odciąga właśnie od innych tematów. Politycy Prawa i Sprawiedliwości po oświadczeniu Kaczyńskiego szybko przeszli do swoich własnych tematów czy np. do kontrowania „gospodarczego” wystąpienia Donalda Tuska na forum Giełdy Papierów Wartościowych z poniedziałku. To najlepiej pokazuje, jak sztabowcy poważnie traktują ten temat – jako szkodliwe dla ich kampanii odwracanie uwagi i stratę cennego czasu.
Czas na rejestrację upływa 4 kwietnia o godz. 16 – a czas na utworzenie komitetów wyborczych kończy się 24 marca.
Wyborczy kalendarz: Do kiedy możliwe zmiany kandydatów?
O ile można założyć, że hasło „zamachu stanu” będzie pojawiać się w przyszłości tylko w ramach mobilizacji wyborców PiS, o tyle na obecnym etapie zmagań o Pałac Prezydencki wciąż pojawia się temat ewentualnych zmian kandydatów. Czas na rejestrację upływa 4 kwietnia o godz. 16 – a czas na utworzenie komitetów wyborczych kończy się 24 marca. Aby się zarejestrować, komitet kandydata lub kandydatki musi zebrać co najmniej 100 tys. podpisów. To wszystko oznacza, że teoretycznie aż do początku kwietnia jest czas na podmianę kandydata.
Od dawna pojawiają się sondaże wskazujące, kto – zdaniem ankietowanych – powinien wycofać się z wyścigu. Teza o „podmiance” jest wykorzystywana jako broń polityczna przez wszystkie strony z różną intensywnością i potrwa to aż do ostatecznej rejestracji kandydatów. Wtedy zacznie się też kolejny etap kampanii.