- Wysoki, łysy mężczyzna. Przyjechał kiedyś swoim samochodem na niemieckiej rejestracji. Wszedł do magazynu, gdzie sortowaliśmy cebulę – opisywał wizytę niemieckiego właściciela aresztowany Białorusin pracujący na plantacji.
„Polityczni” wysyłani do zbierania niemieckiej cebuli
Rozmówca niezależnego portalu Reformation został aresztowany w lutym i skazany na 15 dni aresztu za to, że w jednej z sieci społecznościowych postawił lajk pod postem krytykującym Łukaszenkę. Innych łapano na demonstracjach, czy przy pokazywaniu pomocy wcześniej aresztowanym.
Z aresztu w Lidzie trafiali na niemiecką plantację cebuli.
Deputowany z AfD posiada 1,5 tys. ha ziemi na Białorusi
Nie zważając na miażdżenie przez Łukaszenkę sprzeciwu wobec fałszowania wyniku wyborów prezydenckich deputowany Jörg Dornau w październiku 2020 roku założył pod Lidą spółkę Cybulka-BEL. Wspólnikiem został białoruski biznesmen Jurij Kunickij, który mieszka w Niemczech. Dornau jest znanym w Saksonii hodowcą cebuli. Sam mieszka w pobliżu Lipska, od 2016 roku należy do skrajnie prawicowej AfD, i z jej ramienia jest deputowanym saksońskiego parlamentu.
Czytaj więcej
AfD wbrew sondażom nie wygrała w Brandenburgii. Zwycięstwo SPD w tym landzie ma dla socjaldemokratycznego kanclerza smak słodko-gorzki.
Administracja powiatu lidzkiego przekazała jego spółce w sumie aż 1,5 tys. ha ziemi pod hodowlę cebuli. Urzędnicy szacują, że wartość tej inwestycji wynosi ok. 1,5 mln dolarów. „Mniej więcej co piąta cebula z uprawianych w naszym kraju będzie lidzka” – cieszyła się w 2021 roku łukaszenkowska gazeta „SB.Biełaruś siewodnia” (dawniej „Sowiecka Biełaruś”).
Białorusini nie chcą pracować na plantacjach Niemca
Prawicowemu radykałowi w interesach nie przeszkodziła napaść Rosji na Ukrainę. „Ukraina będzie zdenazyfikowana” – zapewniał w Facebooku po wybuchu wojny, ale wkrótce usunął wpis.
Urzędnicy z Lidy szacowali, że niemieckie plantacje dadzą pracę 45 osobom. Ale najwyraźniej nie udało się znaleźć chętnych do pracy „u Niemca”, bo Dornau podpisał umowę z zarządem lidzkiego aresztu i zaczął zatrudniać pozbawionych wolności.
10 godzin pracy bez jedzenia, picia i jakichkolwiek przerw
- Luty, paskudna piwnica (w magazynie), odzież każdy ma taką sobie, dlatego ręce i nogi marzną. Śniadanie o siódmej. Potem praca do 18 bez przerwy, bez jedzenia i picia – wspomina Białorusin w rozmowie z Reformation. Zastrzega, że praca nie była przymusowa, dlatego codziennie więźniowie musieli podpisywać zgodę na jej wykonanie.
Ale płaca też nie była „przymusowa” – brygadziści decydowali, czy i kto dostanie pieniądze. Więźniowie mogli zarobić do 20 białoruskich rubli za dzień pracy, ale pieniądze szły na ich utrzymanie w areszcie. Za to sam areszt dostawał dziennie za jednego pracującego 30 rubli.
Czytaj więcej
Jedyny sposób na niedopuszczenie do władzy w trzech wschodnich landach AfD, to utworzenie koalicji tradycyjnych partii - CDU i SPD - z antysystemow...
Mimo wyjątkowo podłych warunków więźniowie szli tam do pracy. Dlatego, że do aresztu, z którego ich przywożono, nie wolno było w paczkach przekazywać m.in. warzyw i owoców, za to w magazynie Dornaua była cebula. – A cebulka była smaczna – uśmiecha się były więzień.
Grzywna w Saksonii za ukrywanie majątku
Dornau musiał wiedzieć, że jego białoruski biznes jest podejrzany (przede wszystkim z powodu zatrudniania więźniów), dlatego nie chwalił się nim. Dyskrecję zachowywał do tego stopnia, że informacji o lidzkiej spółce nie dołączył do obowiązkowego dla deputowanego zeznania podatkowego w Landtagu.
Szefostwo saksońskiego parlamentu jednak jeszcze w sierpniu dowiedziało się o nim i ukarało prawicowego radykała grzywną ponad 20 tys. euro – ale tylko za ukrywanie informacji o spółce Cybulka-BEL.