5 czerwca ruszyły prace 11-osobowej komisji do spraw badania wpływów rosyjskich i białoruskich, a jej pierwszy cząstkowy raport ma powstać już za trzy tygodnie. Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, jej przewodniczący – gen. Jarosław Stróżyk, szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego – podzielił komisję na cztery zespoły problemowe: ds. bezpieczeństwa, którego przewodniczącą jest prof. Irena Lipowicz, była rzecznik praw obywatelskich, ds. dezinformacji (szefuje jej prof. profesor UMCS w Lublinie, zajmująca się przeciwdziałaniem dezinformacji Agnieszka Demczuk), a także zespół ds. ekonomicznych z przewodniczącym profesorem Cezary Banasińskim (to m.in. były prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów), i ds. polityki zagranicznej (szefuje jej były ambasador w Estonii i na Słowacji i szef NATO w Moskwie Tomasz Chłoń). Komisja zajmuje się okresem 20 lat – 2004–2024 rok.
Dziesięciu członków komisji ds. wpływów rosyjskich i białoruskich bez certyfikatu
Członkowie komisji muszą mieć dostęp do informacji niejawnych o klauzuli „ściśle tajne”, a certyfikat po rozszerzonym postępowaniu sprawdzającym szefowie służb – ABW lub SKW – muszą im wydać „w terminie nie dłuższym niż miesiąc od dnia otrzymania informacji o wyznaczeniu tej osoby w skład Komisji” (tak mówi zarządzenie premiera z 21 maja).
Czytaj więcej
- Ja jestem zwolennikiem tego typu komisji: nie komisji specjalnej, śledczej w Sejmie, bo to jest polityka, przestrzeń retoryki medialnej - mówił w...
W przypadku odmowy osoba taka musi zostać odwołana ze składu komisji. To znaczy, że 13 członków komisji powinno posiadać certyfikat od 6 lipca. Tak się jednak nie stało – przyznaje w odpowiedzi dla „Rz” Ministerstwo Sprawiedliwości. „Poświadczenia bezpieczeństwa do informacji niejawnych o klauzuli »zastrzeżone« posiadają wszystkie osoby wchodzące w skład Komisji. Dostęp do informacji niejawnych o klauzuli »ściśle tajne« posiadają 3 osoby. W zakresie pozostałych 10 osób prowadzone są poszerzone postępowania sprawdzające. Żadna z osób wchodzących w skład Komisji nie została odwołana” – odpisuje na nasze pytania Joanna Bogiel-Jażdżyk z wydziału prasowego resortu.komi
Miesięczny termin na wydanie certyfikatu ABW gwarantującego rękojmię zachowania tajemnicy jest praktycznie nierealny. – PiS, owszem, w ciągu miesiąca wydał członkom swojej komisji ds. rosyjskich wpływów certyfikaty, ale przecież każdy, kto miał do czynienia z postępowaniem, wie, że to niemożliwe. Albo robimy to zgodnie ze sztuką, albo idziemy drogą PiS – mówi nam były funkcjonariusz ABW. Poszerzone postępowanie sprawdzające trwa wiele miesięcy – badane są sprawy majątkowe, uzależnień, wyjazdów, związków nawet dalszej rodziny.
Świadczy o tym przykład członków sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa. Po blisko pół roku poświadczenie w ubiegłym tygodniu otrzymała jak na razie tylko jej przewodnicząca Magdalena Sroka.
Tajne prace komisji do spraw badania wpływów rosyjskich i białoruskich
Jak pisała „Rz”, komisja ds. wpływów będzie pracować w dużej części na materiałach po audycie w służbach (wszystkie są klauzulowane), który przeprowadzono po zmianie rządów. Wiemy, że w części archiwalnych materiałów, które otrzymała komisja, klauzule są zdjęte.
Członkowie komisji w swojej pracy posługują się niejawnym systemem teleinformatycznym Ministerstwa Sprawiedliwości
Ministerstwo Sprawiedliwości (to formalnie przy nim działa państwowa komisja) wyjaśnia, że „członkowie Komisji będą zapoznawać się z dokumentami niejawnymi w miejscach do tego przeznaczonych, zgodnie z wytycznymi zawartymi w Planie ochrony Ministerstwa Sprawiedliwości, który jest dokumentem niejawnym”.
Członkowie komisji w swojej pracy posługują się niejawnym systemem teleinformatycznym Ministerstwa Sprawiedliwości. „W związku z tym informacje nie mogą zostać upublicznione” – tłumaczy resort.
Wiadomo, że komisja będzie badać m.in. niewyjaśnioną do dziś aferę mailową ministra KPRM Michała Dworczyka (atak hakerski na prywatną pocztę, z której maile publikowane są do dziś na Telegramie) i umowy gazowe Polski z Rosją.