Zacznijmy od pierwszego podsumowania środowej konferencji Donalda Tuska i jego ministrów. Powinien być pan chyba zadowolony, bo premier Tusk ogłosił kontynuację budowy lotniska centralnego.
Jestem z tego zadowolony, chociaż na tym moja lista zadowoleń się zaczyna i kończy. Jestem na pewno zadowolony z tego, że nie była to konferencja pt. „Zaoramy CPK”, jak by to było jeszcze parę miesięcy temu. To przede wszystkim wielki sukces ruchu społecznego, który taką deklarację uzyskał. Ale na drugą nóżkę: konferencja wyglądała tak, jakby uznano, że nie można powiedzieć, że kontynuujemy CPK i PiS robił to dobrze, więc pozmieniajmy metodą króla Juliana: „szybko szybko, zanim dotrze to do nas, że to bez sensu”.
W takim razie co pana zdaniem było w tej konferencji bez sensu?
Bardzo wiele rzeczy. Z jednej strony zapowiedź bardzo poważnych inwestycji w Okęcie, rozbudowy nawet do 30 mln pasażerów. To się zresztą raczej nie uda, ale zostawmy te trudności na razie. Jednocześnie obok budowane ma być z opóźnieniem CPK, które ma być na 34 mln pasażerów. Cały ambaras dwóch procesów legislacyjnych, by uzyskać zaledwie 4 mln dodatkowej przepustowości. I to w sytuacji, gdy port Chopina tej inwestycji nie zwróci. To bez sensu. Usunięcie tego braku sensu może wyglądać tak: nie inwestujemy poważnie w lotnisko Chopina, dociskamy pedał gazu na maksimum z CPK. Albo jest też druga wersja: inwestowanie w Okęcie, a CPK pozostanie w sferze opowieści.
Cały ambaras dwóch procesów legislacyjnych, by uzyskać zaledwie 4 mln dodatkowej przepustowości. I to w sytuacji, gdy port Chopina tej inwestycji nie zwróci
A co z megalopolis? Z otoczką komunikacyjną konferencji premiera?
Faktycznie to fajnie brzmi. Megalomania nie, megalopolis już tak. Ale gdy spojrzymy w szczegóły, to w wersji przedstawionej przez Donalda Tuska (i widocznej na mapce) wycięte są wszystkie inwestycje kolejowe poza linią Y, a na linii Y ma zostać podniesiona prędkość. Co oznacza, że nowa dobra oferta będzie tylko dla mieszkańców czterech dużych miast, i koniec. Według naszego projektu największymi beneficjentami byliby np. mieszkańcy Brzezin, Sieradza, Kalisza – oczywiście Wrocławia i Poznania też. Na innych szprychach: Włocławek, Płock, Jastrzębie-Zdrój. Tymczasem np. wycięto też szprychę na Podkarpacie. W ogóle to wszystko nie wygląda na przemyślaną koncepcję.
Czytaj więcej
- Premier nie powiedział nic, czego nie wiedzieliby wszyscy, którzy śledzą dyskusję branżową od l...