Hiszpania wstrzymała oddech. Czy Pedro Sanchez zrezygnuje z polityki?

W poniedziałek premier Pedro Sanchez ogłosi, czy z powodu zarzutów korupcyjnych przeciw swojej żonie odchodzi z polityki. Jeden ze scenariuszy zakłada, że mógłby zostać nowym przewodniczącym Rady Europejskiej.

Publikacja: 28.04.2024 14:09

Pedro Sanchez i jego żona Begona

Pedro Sanchez i jego żona Begona

Foto: AFP

W środę pod wieczór na osobistym koncie szefa rządu na platformie X pojawił się czterostronicowy list do Hiszpanów. Został napisany przez samego Sancheza, bez konsultacji z doradcami. I nie zawierał znaku urzędu premiera, Palacio de la Moncloa.

"Często zapominamy, że za politykami kryją się prawdziwi ludzie. Nie chcę ukrywać, że jestem człowiekiem głęboko zakochanym w mojej żonie, który musiał bezsilnie przyglądać się, jak każdego dnia jest ona obrzucana błotem” - napisał Sanchez. I zapowiedział, że na pięć dni wycofuje się ze swoich obowiązków publicznych.

Od tego czasu pozostaje zamknięty w siedzibie rządu.

- Nie miałam z nim kontaktu od środy — przyznaje Maria Jesus Montero, wicepremiera i ministra finansów. XX Niezwykły ruch Pedro Sancheza został spowodowany decyzję sędziego Juana Carlos Peinado o otwarciu wstępnego śledztwa przeciwko żonie premiera Begoni Gomez. Od czterech lat kieruje ona Instytutem Afrykańskim prywatnego Uniwersytetu IE w Segowii. Zdaniem powiązanej ze skrajną prawicą organizacją „Manos Limpios” („Czyste ręce”) otrzymała ona dwa darmowe bilety lotnicze na konferencję w Londynie od biura turystycznego Globalia powiązanego z linią lotniczą Air Europa, która dostała parę lat temu 475 mln euro wsparcia od socjalistycznego rządu aby uniknąć bankructwa w czasie pandemii (inne hiszpańskie towarzystwa powietrzne też otrzymały wsparcie Madrytu). Zdaniem Manos Limpios Globalia rozważała też wsparcie Instytutu 40 tys. euro.

Zarzuty wobec żony Pedro Sancheza są naciągane. Dlaczego więc premier sięga do tak dramatycznego gestu?

W czwartek okazało się, że zarzuty są naciagane. Samo „Manos Limpios” przyznało, że zarzuty opierają się na doniesieniach medialnych (głównie portalu „El Espanol”), które niekoniecznie muszą być prawdziwe. O porzucenie zarzutów wystąpiła też prokuratura.

W piątek barceloński dziennik „La Vanguardia” opublikował nagranie z 2014 roku, na którym słychać, jak jeden z ministrów ówczesnego konserwatywnego rządu Partii Ludowej (PP) i były komisarz policji Jose Manuel Villarejo dyskutują, jak poprzez zarzuty korupcyjne wobec Begoni Gomez „zabić politycznie Sancheza”. Podkreślają też, że „mają pod pełną kontrolą” nad „Manos Limpios”.

Cała Hiszpania zadaje sobie więc pytanie, czemu rządzący od sześciu lat premier sięgnął po tak dramatyczny gest. W sobotę przed siedzibą socjalistycznej PSOE przy ulicy Ferraz w Madrycie zebrało się tysiące manifestantów wspierających szefa rządu.

- Nie możesz nam tego zrobić, Pedro! Nie w chwili, gdy hiszpańska demokracja jest zagrożona — można było usłyszeć.  W kraju, który nawet jak na polskie standardy jest niezwykle spolaryzowany, na Sanchez wylała się też rzeka pomyj. Sanchez chce wprowadzić tylnymi drzwiami dyktaturę - uznała wywodząca się z PP przewodniczące regionu Madrytu Isabel Diaz Ayuso.

Sanchez jest mistrzem pokerowych zagrywek. W maju zeszłego roku gdy okazało się, że PSOE poniosło porażkę w szeregu wspólnot autonomicznych rozpisał przedterminowe wybory do parlamentu (Kortezy). Słusznie uznał, że Hiszpanie przestraszą się sojuszy, jakie PP zaczął zawiązywać z post-frankistowskim ugrupowaniem Vox. 

Nie da się więc wykluczyć, że i tym razem Sanchez chce wzmocnić swoją pozycję występując w roli ofiary nieuzasadnionej nagonki prawicy. Według tego scenariuszy mógłby on wystąpić o wotum zaufania w Kortezach. To postawiłoby w trudnej sytuacji przed wyborami lokalnymi w Katalonii 12 maja lidera secesjonistycznego ugrupowania Junts Carlesa Puigdemonta. Jego siedmiu deputowanych w Madrycie zapewnia Sanchezowi większość w zamian za szykowaną amnestię za organizację w 2017 roku nielegalnego referendum niepodległościowego. Poparcie ekipy Sancheza na kilka dni przed głosowaniem mocno osłabiłoby nacjonalistyczną kampanię Puigdemonta. Sondaże podają, że PSC, lokalna frakcja PSOE, i tak wygrałaby te wybory uzyskując 39 deputowanych w 135-osobowym parlamencie, ale musiałaby sobie szukać sojusznika, aby zebrać większość 68 posłów. Znalezienie takiego alianta łatwe dziś dla socjalistów by nie było bo do parlamentu w Barcelonie weszłyby poza Junts (32 deputowanych) i innym ugrupowaniem nacjonalistycznym (Republikańska Lewica Katalonii, 28) także PP (13) i Vox (9).

Pedro Sanchez nie ma szans na karierę w NATO. Ale w Unii Europejskiej już zdecydowanie tak

Ale całkiem prawdopodobne jest też, że Sanchez faktycznie chce odejść i znalazł dobry pretekst, aby zrobić to w glorii skrzywdzonego polityka trzymającego się wyśrubowanych reguł etycznych. Zgodnie z tą interpretacją premier stale uzależniony od poparcia Puigdemonta nie ma wystarczająco dużej swobody manewru. Odchodząc teraz oddałby władzę jednej z trzech pań: wspomnianej już Montero, ministrze środowiska Teresie Ribera albo rzeczniczce rządu Pilar Alegria. W ten sposób królestwo miałoby po raz pierwszy w historii kobietę: rzecz bardzo istotna dla Sancheza. 

Ale jest też całkiem możliwe, że szef rządu uznał, iż nadszedł dla niego idealny moment dla rozwinięcia kariery międzynarodowej. Co prawda w kraju, który wydaje ledwie 1,3 proc. PKB na obronę nie ma większych szans na objęcie po Jensie Stoltenbergu stanowiska sekretarza generalnego NATO. Ale sprawa wygląda już zupełnie inaczej w Unii. Tu, jeśli wierzyć sondażom, klub socjalistów (S&D) uzyska w Europarlamencie najwięcej deputowanych po umiarkowanej prawicy (EPP). I będzie mógł uzyskać drugie najważniejsze (po przewodniczącym Komisji Europejskiej) stanowisko w Unii: przewodniczącego Rady Europejskiej. W obozie socjalistów Sanchez ma za konkurenta byłego premiera Portugalii Antonio Costa, który także podał się niedawno do dymisji z powodu jak się okazało niesłusznych zarzutów korupcyjnych oraz kanclerza Niemiec Olafa Scholza. Costa pochodzi jednak ze znacznie mniejszego kraju a słabością Scholza są fatalne notowania SPD. Poza premierami Węgier Viktorem Orbanem i Włoch Giorgii Meloni zapewne nie byłoby wielu przywódców UE, którzy sprzeciwili się więc nominacji dla Sancheza.  

W środę pod wieczór na osobistym koncie szefa rządu na platformie X pojawił się czterostronicowy list do Hiszpanów. Został napisany przez samego Sancheza, bez konsultacji z doradcami. I nie zawierał znaku urzędu premiera, Palacio de la Moncloa.

"Często zapominamy, że za politykami kryją się prawdziwi ludzie. Nie chcę ukrywać, że jestem człowiekiem głęboko zakochanym w mojej żonie, który musiał bezsilnie przyglądać się, jak każdego dnia jest ona obrzucana błotem” - napisał Sanchez. I zapowiedział, że na pięć dni wycofuje się ze swoich obowiązków publicznych.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Król Karol III odwołuje oficjalne wyjścia. Pałac Buckingham podał powód
Polityka
Bloomberg: Joe Biden nie pojedzie na Szczyt Pokojowy w Szwajcarii. Chce dogonić Trumpa
Polityka
Krytykujesz wojnę? Nie lubisz Putina? Gdzie trafiają rosyjscy "polityczni"
Polityka
Wybory do PE. Chadecja skręca w prawo
Polityka
Niemiecka prawicowa AfD wykluczona z grupy w Parlamencie Europejskim
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy