Marek Kozubal: Defilada jak manewry przy granicy z Białorusią

Cel związany z organizacją defilady wojskowej w Warszawie został osiągnięty. Nic bardziej nie przemawia do Rosjan i Białorusinów niż demonstracja siły. Można postawić tezę, że wygraliśmy bitwę w przestrzeni informacyjnej.

Publikacja: 18.08.2023 15:50

Defilada Wojska Polskiego w Warszawie

Defilada Wojska Polskiego w Warszawie

Foto: MON

Wielkie defilady wojskowe organizują państwa, które chcą przestraszyć potencjalnego przeciwnika: komunistyczne Korea i Chiny, Rosja czy Iran. Armię pokazują też na defiladach Francuzi i Brytyjczycy. Od lat robi tak też Polska. Celem tych wszystkich państw jest pokazanie siły i nowoczesności armii.

W przypadku państw demokratycznych chodzi też o to, aby wskazać na co idą pieniądze podatników. I tak pewnie też myślał polski rząd, mając w pamięci niejasności wokół zakupów uzbrojenia, brak transparentności i wyjaśnienia dlaczego akurat ta, a nie inna broń jest niezbędna. Polski rząd w przeciwieństwie do innych nie dzieli się opiniami czy analizami o tym, co decyduje o wyborze danego produktu. Dlatego – opozycja słusznie wytyka mu dowolność w podejmowaniu decyzji, albo wręcz chaos zakupowy.

Czytaj więcej

Abramsy i HIMARS-y na ulicach Warszawy. Obchody Święta Wojska Polskiego

Jakie uzbrojenie pokazano w Warszawie

W Warszawie rząd PiS starał się pokazać sprzęt nowoczesny – kupiony w ostatnich latach m.in. czołgi Abrams, K2, koreańskie haubice samobieżne K9, samoloty pozyskane od azjatyckiego partnera FA – 50, czy amerykańskie zestawy obrony powietrznej Patriot. Pokazano nawet nowe bojowe wozy piechoty Borsuk, które dopiero będą wchodziły na wyposażenie armii.

Czytaj więcej

Artur Bartkiewicz: Defilada wojskowa w Warszawie. Łyżka dziegciu w kotle grochówki

Trzeba zastrzec, że część tego uzbrojenia trafiła do Polski w ostatnich miesiącach, żołnierze na nim się dopiero szkolą. Zatem obraz pokazywany w telewizji, który oglądało około 3 mln widzów jest złudny. To, że wojsko ładnie defiluje nie oznacza jeszcze, że potrafi skutecznie wykorzystywać taki sprzęt. To wymaga wielu miesięcy szkolenia i zgrywania. I ten proces jest dopiero przed żołnierzami.

Istotny wymiar miał fakt, że defiladę nie tylko oglądali Polacy, niewątpliwie zaniepokojeni sytuacją na Wschodzie, i oczekujący potwierdzenia, że nie spotka ich los Ukrainy.

Co o defiladzie napisały zagraniczne media

Na defiladzie jak podało właśnie Ministerstwo Obrony Narodowej akredytowało się 350 dziennikarzy, operatorów kamer, realizatorów dźwięku oraz pozostałych członków zespołów reporterskich z 30 największych polskich i zagranicznych agencji informacyjnych, stacji telewizyjnych i radiowych. Dzięki temu obraz maszerującego wojska poszedł w świat.

Czytaj więcej

Michał Płociński: Komu przeszkadza defilada

Defilada była szeroko komentowana przez zagraniczne media. Większość z nich zwraca uwagę, że była to największa demonstracja od zakończenia zimnej wojny. Dziennikarz Ukraińskiej Prawdy podkreślał, że „pełnowymiarowa inwazja Rosji na Ukrainę sprawiła, że wzmocnienie sił zbrojnych stało się dla władz polskich priorytetem. Polska zapowiedziała podwojenie liczebności armii do 300 tysięcy żołnierzy i zwiększenie wydatków na obronę do około 4 procent PKB”. Doskonałym zabiegiem socjotechnicznym stało się zestawienie przez stację Nexta TV nagrania Warszawy z 15 sierpnia, z defiladą na Placu Czerwonym w Moskwie 9 maja.

„Polska chce odstraszyć Rosję wielką defiladą wojskową” - głosi nagłówek na portalu Deutsche Welle. Dalej można było przeczytać : „Polska chce mieć największą armię w Europie”. „Upamiętnia ona polskie zwycięstwo nad armią bolszewicką w 1920 roku. Obecnie Polska udziela silnego wsparcia militarnego sąsiedniej Ukrainie w powstrzymywaniu rosyjskiej inwazji na ten kraj” – napisał dziennikarz BBC.

Czytaj więcej

Ostatnia defilada wojskowa ministra obrony Mariusza Błaszczaka?

CNN zwracał uwagę, że wtorkowa defilada w Warszawie odbyła się w cieniu rosnących napięć na granicy między Polską - członkiem NATO - a kluczowym sojusznikiem Rosji - Białorusią. „W ostatnich latach, po zainwestowaniu miliardów w nowy sprzęt wojskowy, Polska stała się jedną z wiodących potęg wojskowych w Europie” – komentowała stacja CNN.

Polski pokaz siły

Jak zwrócił uwagę cytowany przez CNN Edward Arnold z brytyjskiego think tanku RUSI, takie defilady są typowymi formami demonstrowania swojej siły w Rosji, na Białorusi, w Korei Północnej czy w Iranie. „Postrzegają one je jako pokaz siły, więc Polska odpowiada pokazem siły” - stwierdził ekspert.

Zatem założony cel został osiągnięty – defilada miała odegrać przede wszystkim rolę odstraszającą potencjalnego przeciwnika. Przekaz do białoruskiego satrapy i rezydenta Kremla miał być prosty: w przypadku agresji odpowiedź będzie twarda.

Wielkie defilady wojskowe organizują państwa, które chcą przestraszyć potencjalnego przeciwnika: komunistyczne Korea i Chiny, Rosja czy Iran. Armię pokazują też na defiladach Francuzi i Brytyjczycy. Od lat robi tak też Polska. Celem tych wszystkich państw jest pokazanie siły i nowoczesności armii.

W przypadku państw demokratycznych chodzi też o to, aby wskazać na co idą pieniądze podatników. I tak pewnie też myślał polski rząd, mając w pamięci niejasności wokół zakupów uzbrojenia, brak transparentności i wyjaśnienia dlaczego akurat ta, a nie inna broń jest niezbędna. Polski rząd w przeciwieństwie do innych nie dzieli się opiniami czy analizami o tym, co decyduje o wyborze danego produktu. Dlatego – opozycja słusznie wytyka mu dowolność w podejmowaniu decyzji, albo wręcz chaos zakupowy.

Pozostało 84% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Sondaż: Kto faworytem w drugiej turze wyborów prezydenckich. Złe informacje dla Morawieckiego
Polityka
Sondaż: Kto jest największym przegranym wyborów do Parlamentu Europejskiego?
Polityka
Jacek Nizinkiewicz: Giertych pozywa media. Czy taka będzie praktyka posłów KO?
Polityka
Maciej Wąsik musi zrzec się mandatu posła? Kancelaria Sejmu wyjaśnia
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Polityka
Dobromir Sośnierz: Konfederację z AfD dużo więcej łączy, choć sporo nas też dzieli
Polityka
Wybory wygrał jednym głosem. Jest podejrzany o „podstępne pozyskanie wyborców”