Pucz w Nigrze. Francuskie imperium do wzięcia

Starcie na tle porachunków korupcyjnych między frakcjami armii Nigru przekształciło się w rozgrywkę geopolityczną.

Publikacja: 07.08.2023 22:12

W niedzielę ok. 30 tys. osób wzięło udział w manifestacji poparcia junty w Niamey. Widziano rosyjski

W niedzielę ok. 30 tys. osób wzięło udział w manifestacji poparcia junty w Niamey. Widziano rosyjskie flagi

Foto: AFP

Gen. Abdourahmane Tchiani udaje głupiego. Przez lata był podporą najpierw reżimu Mahamadou Issoufou, a potem jego następcy Mohameda Bazouma, którzy ściśle współpracowali z Francją. Ale teraz były dowódca gwardii prezydenckiej, a od 26 lipca szef junty wojskowej, która przejęła władzę w kraju, sięga po coraz bardziej radykalną retorykę antyfrancuską.

– To jest sposób na zdobycie legitymizacji w kraju, gdzie nastroje wrogie wobec Paryża są żywe u znacznej części ludności. Ruszył w ten sposób mechanizm zwrotny, bo im bardziej Tchiani uderza w interesy Francji, tym mocniejsze kroki przeciw niemu podejmuje Emmanuel Macron – mówi „Rz” Andrew Lebovich, znawca regionu Sahelu w Holenderskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (Clingendael) w Hadze.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Władimir Putin przeliczył się w Afryce

Francja nie wycofała wojsk

Niger nabrał dla Paryża szczególnego znaczenia w zeszłym roku, gdy po przejęciu władzy przez wojskowych w Czadzie, Gwinei, Mali i Burkina Faso oraz ulokowaniu się w tych dwóch ostatnich krajach najemników z powiązanej z Kremlem Grupy Wagnera, stał się on ostatnią ostoją w walce z Al-Kaidą i tzw. Państwem Islamskim, a także obroną wpływów Francji przed Rosją, Chinami czy Turcją.

Ale w podobny sposób rolę Nigru widzi i Ameryka. Jeszcze w grudniu zeszłego roku na szczycie USA–Afryka w Waszyngtonie Bazoum, który pozostaje w areszcie domowym, stał na honorowym miejscu obok prezydenta Bidena. Dlatego jest coraz bardziej prawdopodobne, że kryzys w Niamey przekształci się w konflikt zbrojny o wymiarze kontynentalnym.

Na zmianę władzy w Mali czy Burkina Faso Zachód i jego afrykańscy sojusznicy nie zareagowali. Teraz jednak zebrani w stolicy Nigerii Abudży przedstawiciele 15 krajów Wspólnoty Gospodarczej Afryki Zachodniej (Ecowacs) zażądali przywrócenia władzy legalnie wybranemu Bazoumowi do północy minionej niedzieli. Ostrzegli, że w przeciwnym wypadku mają gotowe szczegółowe plany interwencji zbrojnej.

Czytaj więcej

Junta zamyka przestrzeń powietrzną nad Nigrem. Dojdzie do wojny?

Junta nie tylko żądania nie spełniła, ale zamknęła przestrzeń powietrzną. Wsparcie dla Nigru ogłosiły Mali i Burkina Faso, które choć należą do Ecowacs, to po obaleniu demokratycznych władz zostały zawieszone w prawach członka. Także Algieria uznała interwencję za niedopuszczalną.

Ze swojej strony mocarstwa zachodnie nie wypełniły żądania generała Tchianiego wyprowadzenia swoich wojsk z Nigru. Francuzi mają w kraju 1,5 tys. ludzi pod bronią, Amerykanie 1,1 tys. Są tu też Niemcy i Włosi. To spadek po zakończonej w listopadzie francuskiej operacji wojskowej Barkhane, która miała wyrwać region Sahelu spod wpływów organizacji islamskich.

Izolowany reżim Nigru z każdym dniem pali kolejne mosty. Bazoum wraz z żoną i synem od początku puczu był osadzony w zespole Pałacu Prezydenckiego, dawnych budynkach francuskiej administracji kolonialnej w centrum Niamey. Mógł jednak komunikować się ze światem: rozmawiał m.in. przez telefon z Macronem. Teraz jednak zostało mu to uniemożliwione. Wojskowi odcięli też dostęp dla ludności do francuskich mediów, w tym radia RFI i telewizji France24. Francja, ale także Bank Światowy wstrzymały pomoc dla Nigru, jednego z najbiedniejszych państw świata.

Czytaj więcej

Czego w afrykańskim Nigrze szukają najemnicy Władimira Putina z Grupy Wagnera

W kraju działa około 30 czołowych francuskich spółek, w szczególności potentat energetyczny Orano, do którego należą trzy kopalnie uranu. Jednak w Mali i Burkina Faso firmy z Francji kontynuują działalność.

– To nie jest przypadek Rosji, gdzie wiele z francuskich inwestycji zostało upaństwowionych – mówił „Le Monde” Etienne Gisas, który reprezentuje francuski biznes w Afryce.

Wystraszeni wizją interwencji sąsiednich państw puczyści z Nigru zwrócili się podobno do rosyjskich najemników z Grupy Wagnera z prośbą o pomoc.

Daleko nie musieli ich szukać, Rosjanie od 2021 roku stacjonują w sąsiednim Mali. Różne źródła podają ich liczebność od 1 tys. do 1,6 tys. Do sąsiedniego kraju miał udać się szef sztabu nigerskiej armii, gen. Salifou Mody. Nie wiadomo, z kim tam rozmawiał, prawdopodobnie był to dowódca tamtejszych najemników Iwan Masłow, objęty amerykańskimi sankcjami za przesyłanie broni do Rosji.

Miny w zwłokach

Pozarządowa grupa ACLED podliczyła, że od grudnia 2021 do czerwca obecnego roku wagnerowcy byli zaangażowani w Mali w 298 „przypadków przemocy na tle politycznym”, zwykłe mordy.

„Grupa Wagnera zapoczątkowała używanie min-pułapek, poprzednio niestosowanych przez żadne z malijskich ugrupowań. Wraz z upływem czasu (Rosjanie w operacjach antypartyzanckich – red.) dodawali nowe elementy: zakładanie min-pułapek w ciałach zabitych, wyrzucanie więźniów z lecących helikopterów czy niszczenie wszystkich anten telekomunikacyjnych w swojej strefie działań” – opisuje ACLED taktykę najemników.

Dzięki takiemu postępowaniu Rosjanie cieszą się w regionie zachodniej Afryki opinią znacznie skuteczniejszych w zwalczaniu islamskich radykałów niż np. stacjonujące tam wojska francuskie, przestrzegające międzynarodowych konwencji i praw wojny.

Jednak Bazoum twierdzi, że to w jego kraju (gdzie nie było rosyjskich najemników) „sytuacja z bezpieczeństwem polepszała się”, a w Mali i Burkina Faso pogarszała. Oficjalnie władze Mali nie przyznały, że stacjonują tam najemnicy. W przeciwieństwie do Moskwy, która zrobiła to po puczu ich właściciela Jewgienija Prigożyna. Szef MSZ Siergiej Ławrow zapewnił wtedy, że „pomoc w zakresie bezpieczeństwa” będzie kontynuowana, szczególnie w Mali i Republice Środkowoafrykańskiej.

Kreml jednak nie wie, co ma robić z puczystami w Nigrze, którzy proszą go o pomoc. – Tendencja, by afrykańskie problemy rozwiązywane były przez samych Afrykanów (…) nabiera siły, i okazuje się znacznie efektywniejsza niż ingerencja państw zachodnich czy jakichś innych – sądzi rosyjski afrykanista Jewgienij Kordeniasow, wskazując na szykującą się interwencję wojskową państw regionu w Nigrze.

Niezależnie od tendencji Kreml nie chciałby wspierać jawnych rebeliantów. Co prawda w Mali pomaga juncie, ale sama ona oficjalnie nazywa się „rządem przejściowym” – do czasu wyborów.

Ludzie Prigożyna – forpoczta Kremla w Afryce – zaangażowani byli w co najmniej 16 krajach kontynentu. Głównie jako najemnicy. Ale Prigożyn wysyłał na ten kontynent również „doradców politycznych” czy propagandystów, którzy mieli pomagać politykom utrzymywać władzę czy wygrywać wybory (np. na Madagaskarze w 2018 r.).

Założył też sieć organizacji pozarządowych, a nawet telewizję (Media Afrique w Kamerunie). Najtrwalsze zdobycze posiada jednak tam, gdzie są najemnicy. Państwa uzależnione od pomocy wojskowej w sumie ok. 5 tys. ludzi Grupy Wagnera tworzą pas, prawie przecinający kontynent ze wschodu na zachód.

„Prigożyna interesowało dosłownie wszystko. W Republice Środkowoafrykańskiej jego ludzie szkolili wojskowych, a za to dostał koncesję na wydobycie diamentów i złota. Ale pewnego razu, po rozmowie z miejscowym prezydentem, „kucharz” postanowił, że musi tam koniecznie zająć się produkcją kawy” – opisują rosyjscy dziennikarze, na czym w Afryce zarabia właściciel najemników.

Polityka
Unia Europejska w obliczu dwóch wojen. Bruksela szuka porozumienia ws. Ukrainy i Strefy Gazy
Polityka
Wybory na prezydenta Litwy. Gitanas Nausėda znów pokonał Ingridę Šimonytė
Polityka
Wszystkie drogi republikanów prowadzą do Trumpa
Polityka
Miedwiediew komentuje słowa Sikorskiego. "Amerykanie są ostrożniejsi niż Polacy"
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Polityka
Donald Trump wygwizdany i wybuczany na konwencji
Materiał Promocyjny
Jak sztuczna inteligencja może być wykorzystywana przez przestępców cybernetycznych?