Skrajna prawica zatrzymana w Hiszpanii. Zaskakujący wynik wyborów

Socjaliści pod wodzą Pedra Sáncheza z szansami na utrzymanie władzy.

Aktualizacja: 25.07.2023 06:24 Publikacja: 25.07.2023 03:00

Partia Ludowa pod wodzą Alberta Núñeza Feijóo (z lewej, obok sekretarz generalna partii Cuca Gamarra

Partia Ludowa pod wodzą Alberta Núñeza Feijóo (z lewej, obok sekretarz generalna partii Cuca Gamarra i liderka z Madrytu Isabel Díaz Ayuso) wygrała wybory, ale raczej nie jest w stanie utworzyć większościowego rządu

Foto: AFP

Ryzykanckie zagrania są znakiem rozpoznawczym premiera Pedra Sáncheza. Po raz drugi ogłosił przedterminowe wybory, gdy sondaże wskazywały na wyraźną przegraną socjalistów. I po raz drugi wychodzi z nich, jeśli nawet nie jako oczywisty zwycięzca, to na pewno nie przegrany. Prowadzona przez niego PSOE zajęła co prawda drugie miejsce, za centroprawicową Partią Ludową (PP). Ale w kontekście fatalnych dla socjalistów wyborów regionalnych w maju uzyskany wynik należy uznać za sukces.

Wybory w Hiszpanii. Siedem mandatów do większości

Bo po pierwsze, PSOE zdobyło 122 mandaty, co oznacza uzyskanie dwóch dodatkowych miejsc w parlamencie, po dziewięciu latach rządów.

169 mandatów

ma w sumie prawica

Po drugie, faworyzowana PP co prawda wygrała, ale tylko ze 136 mandatami. A jeszcze niedawno sondaże mówiły o zwycięstwie na poziomie nawet 150 mandatów.

Po trzecie, przegrała skrajnie prawicowa, sięgająca korzeniami czasów frankistowskich partia Vox. Dostała 33 mandaty, co daje jej zgodnie z przewidywaniami trzecie miejsce. Ale liczba mandatów jest aż o 20 mniejsza niż obecnie, co jest głównie mechanicznym efektem hiszpańskiej ordynacji.

Santiago Abascal, lider Vox, miał rozdawać karty po wyborach. Wydawało się, że koalicja PP i Vox będzie miała większość – i to mniejsza populistyczna partia będzie w tej koalicji dyktować warunki. Okazało się inaczej. Prawica ma w sumie 169 mandatów, poniżej wymaganej większości 176.

Dlaczego tak się stało? Zaskoczenie jest mniejsze, jeśli wczytać się dokładnie w sondaże przedwyborcze oraz w wyniki wyborów regionalnych w maju. Bo choć prawica przejęła władzę w wielu miejscach Hiszpanii, to jednak często jej przewaga była minimalna, a procenty poparcia złożone w skali całego kraju nie dawały jej aż takiej przewagi.

Czytaj więcej

Hiszpańska prezydencja w Unii Europejskiej z pomocą dla Ukrainy

Po drugie, lewica zawsze wypada gorzej regionalnie, bo w wyborach lokalnych niektórzy Hiszpanie głosują na partie regionalne, a w krajowych wybierają jednak PSOE. Niezależnie od tych czynników faktem jest jednak, że prawica wypadła nieco gorzej niż oczekiwano.

– Zagranie Sáncheza, który ogłosił wybory przedterminowe na czas tworzenia władz lokalnych, się opłaciło. Ludzie zobaczyli, że PP idzie rządzić z Vox i dla części elektoratu umiarkowanego okazało się to jednak nie do przyjęcia na poziomie krajowym – mówi „Rzeczpospolitej” Ignacio Jurado, profesor politologii na Uniwersytecie Karola II w Madrycie.

Ponadto, zdaniem eksperta, kampania prawicy była w gruncie rzeczy wielką platformą anty-Sánchez. Ta taktyka nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Również dlatego, że Sánchez znów zagrał va banque. Zamiast chować się, żeby utrudniać ataki opozycji, niesłychanie się w tę kampanię zaangażował, występował w wielu debatach telewizyjnych. I okazało się, że mimo dwóch kadencji na stanowisku premiera nie jest politykiem zużytym czy niepopularnym. Znaczna część umiarkowanych wyborców jest jednak zadowolona z jego dokonań.

– Sánchez stał na czele koalicji mniejszościowej, dla której musiał zyskiwać poparcie różnych małych, często nacjonalistycznych ruchów. Musiał zawsze szukać szerokiego kompromisu. Metody mogły się nie podobać, ale rezultaty okazały się akceptowalne dla szerszej grupy wyborców – uważa Jurado.

Zdolność koalicyjna

Alberto Núñez Feijóo jako lider zwycięskiej PP dostanie misję stworzenia rządu. I wygląda na to, że – inaczej niż jego poprzednik Mariano Rajoy w 2015 r. – podejmie się tego zadania. Będzie ono jednak skrajnie trudne – musiałby pozyskać dodatkowych sojuszników wśród mniejszych partii lub zapewnić sobie, że PSOE wstrzyma się od głosu w momencie zaprzysiężenia nowego rządu. Bardziej prawdopodobne jest, że misja Feijóo skończy się fiaskiem i PSOE pozostanie przy władzy. Może liczyć na swojego naturalnego sojusznika Sumar, czyli koalicję partii lewicowych, w tym wchodzący w skład obecnego rządu Podemos.

Czytaj więcej

Le Pen kochała Putina. Kłopot dla Morawieckiego

Ten blok dostał 31 głosów, co razem z PSOE daje 153 głosy. Dużo poniżej 176 mandatów, ale PSOE ma lepsze zdolności koalicyjne niż Partia Ludowa i Vox. W przeciwieństwie do nich może bowiem współpracować z partiami regionalnymi z Katalonii i Kraju Basków, niekoniecznie zapraszając je do rządu, ale uzyskując ich poparcie w parlamencie. W przypadku PP i Vox taka współpraca nie jest możliwa, bo Vox opowiada się za odebraniem autonomii regionom.

Eksperci wskazują, że tym razem Sánchez potrzebowałby poparcia Carlesa Puigdemonta, który stał za jednostronną deklaracją niepodległości Katalonii ogłoszoną w 2017 r., za rządów premiera Rajoya. Groziło mu za to więzienie, więc salwował się ucieczką do Belgii. Na wygnaniu kandydował – z sukcesem – do Parlamentu Europejskiego, ale został pozbawiony immunitetu, postawiony przed hiszpańskim sądem, ostatecznie jednak uwolniony.

O ile inne partie katalońskie nie mają problemu z cichym poparciem dla Sáncheza, bo uważają, że socjalistyczny rząd zawsze jest dla Katalonii lepszy niż prawicowy, o tyle optyka Puigdemonta jest inna. – Dla niego nie ma mniejszego zła. Złe jest po prostu pozostawanie Katalonii w Hiszpanii – wyjaśnia Jurado.

To oznacza, że Sánchez musiałby tym razem zapłacić wyższą cenę poparcia dla swojego rządu niż w 2019 r. Jeśli mu się to nie uda, to w ciągu dwóch miesięcy od pierwszego głosowania nad rządem odbędą się kolejne wybory.

Polaryzacja

Teoretycznie jest jeszcze jedna możliwość – wielka koalicja między centroprawicą, czyli PP, i socjalistami z PSOE. W wielu krajach europejskich dochodzi do takiej współpracy, ale w Hiszpanii nikt takiej opcji nie bierze pod uwagę.

Kraj jest bardzo spolaryzowany, co już tylko częściowo można wyjaśnić historią i krwawym konfliktem między frankistami i republikanami. Dziś ważniejszą linią podziału, niespotykaną w takiej skali w innych państwach europejskich, są tendencje separatystyczne. Lewica zgadza się na autonomię regionów, prawica chciałaby jej ograniczenia.

Ryzykanckie zagrania są znakiem rozpoznawczym premiera Pedra Sáncheza. Po raz drugi ogłosił przedterminowe wybory, gdy sondaże wskazywały na wyraźną przegraną socjalistów. I po raz drugi wychodzi z nich, jeśli nawet nie jako oczywisty zwycięzca, to na pewno nie przegrany. Prowadzona przez niego PSOE zajęła co prawda drugie miejsce, za centroprawicową Partią Ludową (PP). Ale w kontekście fatalnych dla socjalistów wyborów regionalnych w maju uzyskany wynik należy uznać za sukces.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Wybory na prezydenta Litwy. Gitanas Nausėda znów pokonał Ingridę Šimonytė
Polityka
Wszystkie drogi republikanów prowadzą do Trumpa
Polityka
Miedwiediew komentuje słowa Sikorskiego. "Amerykanie są ostrożniejsi niż Polacy"
Polityka
Donald Trump wygwizdany i wybuczany na konwencji
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Polityka
Czy Netanjahu zostałby aresztowany w Niemczech?
Materiał Promocyjny
Jak sztuczna inteligencja może być wykorzystywana przez przestępców cybernetycznych?