Korespondencja z Brukseli

Bruksela czeka na ostateczną wersję raportu Komisji Weneckiej (KW) i na wyjaśnienia Polski w sprawie Trybunału Konstytucyjnego.

– Komisja Wenecka ciągle debatuje, ściśle z nią współpracujemy. Oczekujemy oficjalnej opinii. Do sprawy wrócimy w połowie marca. W tym czasie liczymy na odpowiedź Polski na list wiceprzewodniczącego Timmermansa z początku lutego – powiedziała Mina Andreeva, rzeczniczka Komisji Europejskiej.

Bez scenariusza

Z naszych informacji wynika, że w KE nie ma jeszcze dokładnego planu działania na spotkanie 16 marca (cotygodniowe posiedzenie Komisji, na którym ma się pojawić temat Polski). Bo nie wiadomo, jak Polska zareaguje na opinię Komisji Weneckiej i do jakich jeszcze spotkań czy ewentualnie wymiany listów dojdzie w najbliższych dwóch tygodniach.

Przypomnijmy, że 13 stycznia Bruksela wdrożyła wobec Polski mechanizm ochrony praworządności w związku z podejrzeniem, że rząd paraliżuje działalność Trybunału Konstytucyjnego. Pierwszym, trwającym właśnie etapem jest wyjaśnianie sytuacji poprzez wymianę korespondencji, spotkania, a także zbieranie opinii zainteresowanych organizacji, w tym przede wszystkim raportu Komisji Weneckiej oceniającego ustawę o TK.

Na jego podstawie Komisja Europejska sformułuje swoje rekomendacje, prawdopodobnie zbieżne z tymi przedstawionymi przez KW. Jeśli Polska ich nie wypełni, nastąpi etap trzeci, czyli rekomendacja do Rady UE (unijnych rządów) o zajęcie się sprawą Polski i ewentualne pozbawienie jej prawa głosu w UE.

Projekt opinii KW, który w ostatnią sobotę pojawił się w serwisie wyborcza.pl, jest bardzo krytyczny wobec Polski. Medialny przeciek skrytykował prezydent Andrzej Duda. – Gdyby się okazało, że Komisja Wenecka jest źródłem przecieku, to muszę powiedzieć, że ogromnie nad tym ubolewam. Bo pytanie w związku z tym jest takie: jaka jest intencja tego, że raport w wersji nieoficjalnej znajduje się w gestii mediów, a nie dopiero wtedy, gdy oficjalnie zostaje przesłany do polskiego rządu – powiedział prezydent.

Kto miał projekt

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Trudno jednak w tym wypadku mówić o przecieku. Bo dokument nie jest ostateczny, ale w miarę łatwo dostępny. Dysponuje nim ponad 120 osób oraz kilkadziesiąt rządów. Zgodnie z zasadami działania Komisji Weneckiej dwa tygodnie przed planowaną sesją, na której ma być przyjmowany dany dokument, jego projekt jest wysyłany wszystkim członkom KW (122 osób plus kilka o statusie obserwatora) oraz krajom należącym do KW, których obecnie jest 60. Konkretnie dokument dostają stałe przedstawicielstwa tych krajów przy Radzie Europy w Strasburgu.

Ponieważ dwudniowa sesja plenarna, na której będzie dyskutowana sprawa Polski, rozpoczyna się 11 marca, to od końca ubiegłego tygodnia projekt o polskiej opinii jest już szeroko dostępny. Sprawa jest zaplanowana do dyskusji na samym początku sesji: rano 11 marca. Nie jest jedna przesądzone, czy szybko poznamy wersję ostateczną. Bo KW stara się zawsze przyjmować opinie jednomyślnie, oczywiście bez możliwości zablokowania przez oceniany kraj. – Jeśli więc nie będzie od razu konsensusu, to dyskusja będzie trwała dalej, przy kawie, lunchu, może kolejnego dnia. Tak, aby w końcu doprowadzić jednomyślności – mówi „Rzeczpospolitej" Andrew Cutting, rzecznik prasowy Rady Europy. Co jeśli jakiś kraj (poza Polską) będzie jednak przeciwny? – Procedury przewidują możliwość głosowania większościowego. Ale to zdarza się niezwykle rzadko, tak było zaledwie pięć razy w ciągu 25 lat istnienia Komisji Weneckiej. Celem jest, poprzez zmiany w dokumencie, osiągnięcie konsensusu – tłumaczy Cutting.

KW jest ciałem doradczym Rady Europy ds. konstytucyjnych, ale jej członkami są także kraje spoza naszego kontynentu, np. USA, Brazylia, Chile, Peru, Meksyk, Izrael, Algieria, Maroko czy Tunezja. Opinie KW są szanowane na świecie, ale to nie znaczy, że zawsze wprowadzane w życie.

Komisja Wenecka nie ma realnej władzy. Stała się natomiast sojusznikiem KE. Gdy kilka lat temu Bruksela miała zastrzeżenia do pogarszania się standardów państwa prawa na Węgrzech, nie potrafiła znaleźć w unijnym prawie zbyt wielu paragrafów. Traktaty zakładają bowiem, że członkami UE są demokracje szanujące zasady państwa prawa. Nie było w nich więc procedur na wypadek ich łamania. Natomiast Rada Europy dba właśnie o poszanowanie zasad państwa prawa i ochronę praw człowieka we wszystkich, nie tylko należących do UE, krajach Europy. KE skorzystała więc w przypadku węgierskim z kilku opinii Komisji Weneckiej i na ich podstawie zaapelowała do Budapesztu o zmiany w prawie. W niektórych wypadkach prośba została spełniona, w innych węgierski rząd gra na zwłokę.