Rzecznik niemieckiego MSZ potwierdził w środę (05.10.2022), że do Berlina dotarła nota dyplomatyczna Polski dotycząca reparacji za straty w trakcie II wojny światowej. – Nota wpłynęła do MSZ i ją przeanalizujemy – powiedział na konferencji prasowej.

– To, w jakiej formie nastąpi odpowiedź, będzie rezultatem tej analizy. Można zakładać, że nastąpi to w przewidzianej formie dyplomatycznej – dodał Christofer Burger, przypominając, że stanowisko Niemiec w sprawie polskich żądań reparacji jest znane. We wtorek w Warszawie stanowisko te po raz kolejny powtórzyła szefowa niemieckiej dyplomacji Annalena Baerbock: Berlin uważa, że z prawnego punktu widzenia sprawa reparacji jest zamknięta.  

Czytaj więcej

Berlin nie będzie rozmawiać o reparacjach

Zastępczyni rzecznika niemieckiego rządu Christiane Hoffmann zastrzegła w środę, że rząd federalny „jest w pełni świadomy tego, jak niezmierzonych cierpień  przysporzyły Polsce nazistowskie Niemcy w czasie II wojny światowej”, za co dzisiejsze Niemcy poczuwają się do „moralnej odpowiedzialności”.

– Nie chodzi w żadnym razie, o czym powiedziała także minister spraw zagranicznych, o oddzielenie historii grubą kreską. To nie jest możliwe z niemieckiego punktu widzenia – powiedziała Christiane Hoffmann.

– Jednocześnie w sprawie reparacji są traktaty, które po raz ostatni zostały potwierdzone przy okazji wejścia Polski do UE – dodała.

Grecja wciąż czeka na rozmowy

Mimo powtarzanego przez Niemcy od lat stanowiska w tej sprawie, szef polskiej dyplomacji Zbigniew Rau wyraził nadzieję, że Berlin jednak podejmie dialog z Polską. Doświadczenia Grecji, która już w 2019 roku oficjalnie wystąpiła do Niemiec o podjęcie rozmów o reparacjach za straty w wyniku niemieckiej okupacji, sugerują, że szanse na podjęcie przez Berlin takich rozmów są nikłe.

Jak dowiedziała się Deutsche Welle w niemieckim MSZ, „nie ma w tej sprawie żadnych negocjacji między Niemcami a Grecją”. Tak jak wobec Warszawy, tak i wobec Aten Berlin podkreśla, że z prawnego i politycznego punktu widzenia sprawę uważa za zamkniętą i zaznacza jednocześnie, iż poczuwa się do „moralnej odpowiedzialności” za pamięć i rozliczenie niemiecko-greckiej przeszłości.

Grecja domaga się od Niemiec 289 mld euro. Na taką kwotę grecka komisja parlamentarna oszacowała sumę wszystkich strat spowodowanych w tym kraju przez nazistowskie Niemcy. Uwzględnia ona także pożyczkę, którą hitlerowskie władze wymusiły na greckim banku centralnym w celu pokrycia kosztów okupacji.

Władze niemieckie powołują się w przypadku greckich żądań na argument, że Traktat o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec, tzw. traktat zjednoczeniowy „2+4" z 1990 roku zawiera „ostateczną regulację kwestii prawnych powstałych w związku z II wojną światową”.

Ekspertyza Bundestagu

Tymczasem nawet służba naukowa Bundestagu uznała w opublikowanej w lipcu 2019 roku ekspertyzie, że w przypadku greckich roszczeń stanowisko niemieckiego rządu jest „dopuszczalne z punktu widzenia prawa międzynarodowego”, ale nie jest niepodważalne. Bowiem w traktacie „2+4" zawartym między Republiką Federalną Niemiec, Niemiecką Republiką Demokratyczną oraz czterema byłymi mocarstwami okupacyjnymi USA, Wielką Brytanią, ZSRR i Francją w ogóle nie ma wzmianki o reparacjach wojennych. Grecja nie uczestniczyła też w rozmowach na ten temat i nie można uznać, że miała tu miejsce „milcząca zgoda” na zamknięcie tej kwestii. Ponad to, Grecy nigdy też nie zrzekli się swoich roszczeń wobec Niemiec.

W tej samej opinii eksperci Bundestagu podzielają z kolei argumentację niemieckiego rządu w sprawie polskich żądań reparacyjnych, wskazującą, że zrzeczenie się w 1953 roku przez PRL dalszych reparacji od Niemiec, potwierdzone w 1970 roku, jest nadal skuteczne i wiążące także dla obecnych rządów polskich. Polski rząd tymczasem uważa tamte deklaracje za nieważne, argumentując, że do ich złożenia doszło pod naciskiem ZSRR.