W atmosferze skandali korupcyjnych i gdy kryzys finansowy uderzał z całą siłą we włoskie państwo, musiał przed jedenastu laty odejść ze stanowiska premiera. Potem była operacja na otwartym sercu, pokonanie raka, ciężki przypadek covidu i wizyty w szpitalach, których liczby nikt już chyba nie zna. Były też niekończące się procesy i zarzuty molestowania seksualnego. Ale ten, którego we Włoszech zwykło się nazywać „il cavaliere” („rycerz”), znów znajdzie się w tę niedzielę w centrum gry.

Pozorny umiar

Jego Forza Italia, która na początku tego wieku zbierała 30 proc. poparcia i była największym ugrupowaniem kraju, jest co prawda tylko cieniem samej siebie: może liczyć w sondażach na około 8 proc. głosów. To zdecydowanie mniej niż dwa pozostałe ugrupowania, na które będzie składała się koalicja skrajnej i populistycznej prawicy przejmująca władzę w Rzymie: Fratelli d’Italia (25 proc.) Giorgi Meloni i Liga (13 proc.) Matteo Salviniego.

Czytaj więcej

Berlusconi buduje wizerunek „umiarkowanego” polityka. Prawda przed niedzielnymi wyborami jest jednak bardziej złożona

Jednak potencjał wyborczy Silvio Berlusconiego jest wystarczająco duży, aby nic w tym trójkącie nie mogło się wydarzyć bez jego udziału.

W styczniu założyciel koncernu Mediaset chciał zostać nowym prezydentem kraju. Operacja się jednak nie udała, bo w poczuciu obowiązku wobec państwa 81-letni Sergio Mattarella zdecydował się w końcu na drugą kadencję i uzyskał stosowne poparcie w parlamencie.

Z Rzymu, a raczej Mediolanu, skąd kieruje swoim imperium biznesowym i politycznym, dochodzą słuchy, że Berlusconi chciałby zostać teraz przewodniczącym Senatu. Nie odrzuciłby jednak też ważnej teki ministerialnej albo jakiejkolwiek innej funkcji, która dawałaby mu realny wpływ na państwo.

28 lat

temu Berlusconi po raz pierwszy został premierem Włoch

Rządził wówczas przez 8 miesięcy

Co prawda przed upadkiem ekipy Maria Draghiego, jego Forza Italia wchodziła w skład koalicji jedności narodowej. Jednak były prezes Europejskiego Banku Centralnego (EBC) trzymał żelazną dyscyplinę i nikt poza nim nie miał tu wiele do powiedzenia. To latem była jedna z przyczyn jego upadku, do którego Berlusconi wymiernie się przyczynił.

Aby wykuć sobie znaczącą pozycję, miliarder buduje wizerunek „umiarkowanego” polityka, który będzie tonował dwójkę reprezentantów populistycznej skrajnej prawicy. Liczy, że w ten sposób stanie się uprzywilejowanym partnerem czołowych polityków zachodnich.

Prawda jest jednak bardziej złożona. Jak zwykle, aby przyciągnąć wyborców, Berlusconi oferuje szerokie dotacje socjalne, w tym podniesienie minimalnej emerytury do 1 tys. euro miesięcznie. Chce też wprowadzić podatek liniowy na poziomie 23 proc. Propagowaniem tych reform od wielu tygodni zajmują się kanały Mediaset, które dominują w pejzażu telewizyjnym kraju.

Jednak państwa, którego dług sięga 150 proc. PKB, na taką hojność nie stać. Gdy więc idzie o odpowiedzialność za finanse, paradoksalnie rynki bardziej liczą na Meloni (Salvini też forsuje drastyczne obniżenie podatków i wprowadzenie pełnego wymiaru emerytur dla wszystkich, którzy przepracowali 41 lat, co kosztowałoby budżet państwa 57 mld euro rocznie, odpowiednik 3,3 proc. PKB). Przyszła premier doskonale wie, że jeśli EBC zbyt mocno podniesie stopy procentowe i przestanie skupywać włoski dług, Rzym może stanąć wobec groźby bankructwa.

Pierwowzór Trumpa

Berlusconi nie jest też zbyt wiarygodny, gdy idzie o politykę zagraniczną. Przez lata utrzymywał zażyłe stosunki z Putinem i dziś puszcza oko do 51 proc. Włochów, którzy uważają, że należy znieść sankcje nałożone na Rosję. I tu Meloni jest o wiele bardziej konsekwentna: od początku rosyjskiej inwazji opowiada się za wsparciem dla Ukrainy i utrzymaniem silnych relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Wraz z nadejściem zimy i podniesieniem cen energii głosy na rzecz wyjścia naprzeciw Kremlowi mogą się jednak jeszcze bardziej umocnić.

Czytaj więcej

Fanka Mussoliniego na drodze do władzy

Berlusconi, który po raz pierwszy został premierem niemal 30 lat temu i pełnił trzykrotnie tę funkcję, pozostaje mimo wszystko fenomenem włoskiej polityki, gdzie po upadku Chrześcijańskiej Demokracji i partii komunistycznej, partie polityczne mają charakter raczej sezonowy.

Aby umocnić swoją pozycję i zdobyć poparcie w młodszym elektoracie miliarder właśnie otworzył konto na TikToku. Problemem Forza Italia jest jednak to, że kręci się ona wokół Berlusconiego i gdy go zabraknie, i ta partia zapewne zniknie. Brakuje w niej innych, mocniejszych osobowości. Antonio Tajani, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego i od wielu lat jeden z polityków najbardziej lojalnych wobec miliardera, zarządza ugrupowaniem na co dzień, ale do roli charyzmatycznego przywódcy się nie nadaje.

Czytaj więcej

Dziś Szwecja, za tydzień Włochy. „Prawicowi populiści idą po władzę”

Być może największą spuścizną Berlusconiego będzie wprowadzenie do polityki nowego trendu: występowanie w opozycji do establishmentu. Wielu uważa, że Berlusconi był pierwowzorem Trumpa: miliardera, który pokazuje innym drogę do zdobycia fortuny. Jak wszystko na tym świecie i taki model najwidoczniej jednak się opatrzył.