Czytaj więcej

"Rzeczpospolita" o katastrofie ekologicznej na Odrze: Najnowsze informacje i komentarze

Czy poda się pan do dymisji?

To nie jest czas na rozmawianie o personaliach, tylko czas na działanie. Zakres działań, które podejmujemy, jest bardzo szeroki. Już 3 sierpnia zostało wydane polecenie od głównego inspektora ochrony środowiska. Niestety, jak widać, nie wszyscy wykonali to polecenie. Główny inspektor ochrony środowiska nie miał informacji o skali ani o zagrożeniu. Gdyby nie media, to sądzę, że reakcja nie byłaby tak stanowcza. Od dłuższego czasu zwracam uwagę, że nie jestem zadowolony z pracy wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska na Dolnym Śląsku. Ta sytuacja pokazała, że musi tam dojść do pewnych zmian.

Chciał pan dymisji marszałek województwa lubuskiego Elżbiety Polak za to, że mówiła o rtęci...

Nic nie mówiłem o dymisji.

Czytaj więcej

Minister Moskwa: W wodach Odry są złote algi. Mogły zabić ryby i małże

Przedstawiciele rządu chcieli dymisji i uważali, że powinny się nią zająć służby, a pan przecież też mówił o rtęci.

Ten fake news utrudnił pracę Centralnego Laboratorium Badawczego. Spowodował także reakcję wewnętrzną i wymusił zmianę działań, przez co państwo polskie poniosło gigantyczne koszty związane np. z nastawieniem aparatury badawczej na wykrywanie metali ciężkich. Rtęć występuje w środowisku w sposób naturalny, co pokazują parametry związane z wodami powierzchniowymi. Natomiast w województwach zachodniopomorskim, lubuskim, dolnośląskim nie było potwierdzonego występowania rtęci. Tak samo jak nie była ona potwierdzona po stronie niemieckiej. Pani marszałek wiedziała, że próbka może być niewłaściwa. Dyrektor po stronie niemieckiej powiedział, że znaczne przekroczenia normy dotyczą skali pH. Mówił, że rtęć jest potwierdzona, ale nie wiadomo, czy jej norma jest przekroczona. Precyzyjne badania na obecność rtęci trwają do trzech godzin. Organ samorządowy mógł więc poczekać do potwierdzenia tych wyników. Na podstawie stanu organizmów, w których doszło do śnięcia lub śmierci, można ocenić, że rtęć nie była przyczyną. Rtęć została wykluczona pod względem badań toksykologicznych na rybach oraz pod względem badań zawartości w wodzie. Później pobrano próbkę ze starorzecza po stornie niemieckiej, w której potwierdzono obecność rtęci. Równie dobrze można powiedzieć, że mamy do czynienia ze straszną sytuacją, bo chlorek sodu znajduje się w wodzie. Nie mam powodu nie wierzyć pani marszałek i kiedy informuje o tym, że jest rtęć, to przede wszystkim powinna powiadomić odpowiednie służby, a tego nie zrobiła. Tak samo minister po stronie niemieckiej nie poinformował nas o problemie przy Odrze. Gdy spojrzymy na europejską mapę zawartości rtęci w wodzie, to Niemcy są na dość niechlubnym miejscu, co jest wynikiem ich geologii, historii i zakładów przemysłowych.

Podobno Mateusz Morawiecki domaga się pańskiej dymisji.

Nic mi na ten temat nie wiadomo. Oczywiście pozostaję do dyspozycji, ponieważ to moi przełożeni – w tym pan premier Morawiecki – decydują o tym, czy dalej będę zajmował swoje stanowisko. Razem z prokuraturą podejmujemy bardzo szeroko zakrojone działania wyjaśniające. Musimy się dowiedzieć, czy przyczyna zanieczyszczenia była związana z naturalnym zjawiskiem, czyli niskim poziomem wody i trzema czynnikami, które potwierdziła aparatura – nadtlenowość, pH, przewodność. W 2009 r. mieliśmy bardzo dużo śniętych ryb, ale było to zjawisko naturalne. Jeżeli zawinił czynnik ludzki, to oczywiście mowa także o administracji. Należy prześledzić cały łańcuch decyzji, żeby sprawdzić, kto je podjął i kto był kompetentny. Sądzę jednak, że ta dekonstrukcja zdarzeń jest błędna, ponieważ wojewódzki inspektorat ochrony środowiska i inne służby podlegają wojewodzie, a nie GIOŚ.

Dymisja głównego inspektora ochrony środowiska była błędem?

Sytuacja była dynamiczna i trudno było ocenić wszystkie fakty.

Ministrowie nie mają urlopów. Dopóki jestem ministrem, nie oddalam się i jestem cały czas pod telefonem

Jacek Ozdoba, wiceminister środowiska i klimatu

Premier dymisjonował na oślep, kogo popadnie?

Do głównego inspektora – zgodnie z całą procedurą – informacja niestety nie wpłynęła. Inspektor na podstawie informacji medialnych powiadomił wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska oraz wojewodę, że wydał polecenie. To polecenie nie zostało niestety wykonane. Dzisiaj najważniejsze powinno być działanie i minimalizowanie skutków oraz wyjaśnienie przyczyny zanieczyszczenia. Stąd pani minister Moskwa – na polecenie pana premiera Mateusza Morawieckiego – przewodniczy zespołowi, który analizuje tę sytuację. Jeśli było to spowodowane działaniem ludzkim, to przecież nie jest to wina rządzących.

Czy nie zareagował pan za późno? Nie za późno wrócił pan z urlopu?

Ministrowie nie mają urlopów. Dopóki jestem ministrem, nie oddalam się i jestem cały czas pod telefonem. Jak dowiedziałem się o tej sytuacji, to byłem w ciągu czterech godzin na miejscu. Do mnie informacja o ponadregionalnej skali zagrożenia nie dotarła. Zgodnie z procedura Rządowego Centrum Bezpieczeństwa organ dowiaduje się o zagrożeniu, a następnie działania prowadzi Inspekcja Ochrony Środowiska i Inspekcja Weterynaryjna, a więc służby wojewody. One zbierają informację, a następnie powiadamiają Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, premiera i radę ministrów.

Państwo zadziałało odpowiednio?

Zbyt późno powiadomiono pana premiera. Dlatego przedstawię zmiany w funkcjonowaniu Inspekcji Ochrony Środowiska, które będą dotyczyć skuteczniejszej walki z przestępcami środowiskowymi. Zmiany będą także dotyczyć zarządzania w zakresie łączenia wszystkich kompetencji służb, które zajmują się środowiskiem. Dzisiaj jedna osoba bada wody, druga ryby, ale jak wojewoda czegoś nie podejmie, to widzimy, że może być problem. Wojewodowie zachodniopomorski i lubuski wykonali swoje zadania znakomicie, a na Dolnym Śląsku zabrakło takiego elementu. Na przyszłość musimy to zmienić, dlatego zaprezentuję zmianę przepisów. Pan prezydent podpisał największą nowelizację – od lat 90. – kodeksu karnego, którą przygotował pan minister Michał Mistrzak, a która zakłada zaostrzenie kar.

Mimo wszystko pan premier nadal mówi o zaostrzeniu kar, a przed chwilą już to zrobiliście. Co pan premier chce jeszcze zaostrzać?

Uważam, że chodzi o procedury i mapowanie zagrożeń, to jest intencją tej wypowiedzi.

Mówił pan w czwartek, że do laboratorium w Puławach dotarły próbki ryb wyłowionych z Odry, a w piątek szef instytutu w Puławach twierdził, że nic nie dotarło. Czy próbki ryb są z lipca czy już po 10 sierpnia?

Na konferencji dostałem informację, że próbki zostały wysłane, ale nie powiadomiono mnie, czy dotarły do budynku. Te próbki są badane pod kątem typowej morfologii przez specjalistów po to, żeby uzyskać informację, co mogło być przyczyną śnięcia. Ważne jest to, że strona niemiecka nie potwierdza na razie żadnej hipotezy związanej z czynnikiem ludzkim. Profilaktycznie wysłaliśmy próbki wody do Czech, Holandii i Wielkiej Brytanii.

Próbki z sierpnia czy lipca?

Próbki wysłane do tych laboratoriów dotyczą ostatniego poboru. Kzywdzące jest mówienie, że państwo nic nie zrobiło. Odra jest przebadana wzdłuż i wszerz – nie ma drugiej tak zweryfikowanej rzeki.

Dlaczego w dalszym ciągu nie wiemy, jaka jest przyczyna jej zatrucia?

To jest pytanie, na które powinien odpowiedzieć nam świat nauki. Musimy wykluczyć czynnik ludzki, stąd działania prokuratury. Należy także wykluczyć czynniki związane z naturą. Pojawiły się teorie z szeroką paletą życia w wodzie, chemikaliami, solą, tlenem i położeniem geograficznym.

Dodatkowe posiedzenie Sejmu, na którym odpowiecie na pytania o działania rządu podczas katastrofy, nie zostanie zwołane?

Nie mam takiej informacji.

Takie posiedzenie jest potrzebne?

Wczoraj była komisja, a dzisiaj jest komisja senacka. Z przykrością stwierdzam, że opozycja zadała pytanie, narobiła krzyku, okrzyczała urzędników i wyszyła. Rozumiem prowadzenie kontroli poselskich, bo jest to ich prawo, ale mam prośbę, żeby nie paraliżować w ten sposób urzędów. Posłowie mogą przyjść do mnie i politycznie się spierać, ale urzędnik jest apolityczny i nie będzie odpowiadać na tematy związane z „rtęcią Tuska”. Chodzi o szacunek do państwa i ludzi, którzy są specjalistami i wiele lata pracują w ministerstwie.

Stan klęski żywiołowej nie zostanie wprowadzony?

Na tym etapie byłoby to zbyt daleko idące posunięcie. Na razie poczekajmy na wyjaśnienie przyczyn.

Czytaj więcej

Biolog dr Łukasz Sługocki: Katastrofy na Odrze mogliśmy się spodziewać

Dariusz Matecki, radny Solidarnej Polski chce pociągnąć do odpowiedzialności wędkarzy, którzy informowali o zatruciu Odry, słusznie?

Wypowiedź pana radnego była spolaryzowana na osobach, które podawały nieprawdziwe informacje.

Wędkarze powinni ponieść konsekwencje?

Nie zajmuje się tym.

Czy rząd pomaga firmom, które ucierpiały w wyniku skażenia Odry?

Na pewno trzeba to przeanalizować i możliwości zmian wziąć to pod uwagę. Sądzę, że jest to pomysł, który powinien zostać przedyskutowany.

Jarosław Kaczyński interesuje się zatruciem Odry?

Wiem, że prezes jest osobą, która wyjątkowo wnikliwie analizuje sytuację. To polityk, któremu leży na sercu dobro Polski, więc nie mam wątpliwości, że jest  to temat, który jest brany na tapetę przez pana prezesa.