Reklama

Macron daruje Polsce flirt z Le Pen

Mateusz Morawiecki atakował w kampanii wyborczej Emmanuela Macrona. Ale jego zwycięstwo nie spowoduje załamania stosunków z Paryżem. Wojna na to nie pozwala.
Mateusz Morawiecki nie brał pod uwagę tak wyraźnego zwycięstwa Emmanuela Macrona

Mateusz Morawiecki nie brał pod uwagę tak wyraźnego zwycięstwa Emmanuela Macrona

Foto: AFP

Podobną sekwencję zdarzeń już przeżywaliśmy jesienią 2020 r. Wówczas Andrzej Duda liczył, że z wyborów w USA zwycięsko wyjdzie Donald Trump i zwlekał z uznaniem za prezydenta Joe Bidena. To otworzyło okres chłodu w relacji z Waszyngtonem, tym bardziej że Amerykanie widzieli w PiS zagrożenie dla demokracji.

Tym razem na złego konia postawił Mateusz Morawiecki. Przyjmował Marine Le Pen, a u progu pierwszej tury wyborów atakował Macrona. Ten zrewanżował się, nazywając szefa polskiego rządu „antysemitą ze skrajnej prawicy, który prześladuje osoby LGBT”. Jednak francuskie źródła dyplomatyczne sygnalizują, że choć na razie nie ma zaplanowanych żadnych wzajemnych wizyt przedstawicieli obu krajów, to nie należy się spodziewać impasu w dwustronnych stosunkach. Wojna w Ukrainie na to nie pozwala.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama