Keiko Fujimori w pierwszym wystąpieniu w parlamencie w Limie zaapelowała o pojednanie narodowe. Ale mówiła do pustych ław opozycji. Chwilę wcześniej deputowani lewicy opuścili zgromadzenie na znak protestu przeciw temu, co nazywają ponowną militaryzacją kraju. W rękach mieli zdjęcia ofiar zmarłego dwa lata temu prezydenta z lat 1990-2000.
O pojednanie będzie tym trudniej, że kandydat lewicy Roberto Helbert Sánchez nie uznał wyniku wyborów. Jego zdaniem doszło do wielu naruszeń zasad głosowania. Faktem pozostaje, że Fujimori, która już trzy razy walczyła o najwyższy urząd w państwie, tym razem wygrała różnicą zaledwie 50 tys. głosów (przy 18 milionach wrzuconych kart do głosowania). Co więcej, o ostatecznym rozstrzygnięciu przesądziło poparcie Peruwiańczyków mieszkających za granicą.