Reklama

Tusk mówi o trudnej sytuacji budżetówki. Postuluje podwyżki rzędu 20 proc.

Nie mam żadnych wątpliwości, że mamy wszystkie argumenty, aby przekonać ludzi do głosowania na nas, kiedy przyjdzie próba wyborcza - mówił w czasie konwencji Nowoczesnej Donald Tusk. W sobotę Nowoczesna, wchodząca w skład Koalicji Obywatelskiej, wybiera nowe władze partii.
Donald Tusk

Donald Tusk

Foto: PAP/Tomasz Gzell

arb

- Nie ma takiego miejsca w Polsce, regionu, powiatu, grupy społecznej, do której nie można dotrzeć, jeśli mówi się rzeczy uczciwe, prawdziwe, kiedy ma się otwarte uszy i oczy na ich problemy, ich wrażliwości - mówił lider PO.

Czytaj więcej

GUS: Inflacja przebiła w marcu 10 procent

- Trzeba poważnie potraktować to zadanie i bardzo poważnie potraktować obywateli - dodał przewodniczący Platformy Obywatelskiej.

- Staram się dużo jeździć po Polsce i będę to robił coraz więcej, intensywniej. W Zduńskiej Woli spotkałem ludzi zależnych od państwa, w tym sensie, że państwo jest płatnikiem ich wynagrodzenia. Ludzi, którzy nie czekają na żadną wersję socjalnej opieki. To są ludzie, którzy pracują ciężko od rana do nocy. W jednej z rodzin nauczycielka, pracująca z dziećmi w oddziałach specjalnych, po czterech kierunkach, nauczyciel mianowany, ma na rękę 2,3 tys. zł z groszami. Musimy to głośno powiedzieć: dzisiaj tzw. sfera budżetowa jest w szczególnie trudnej sytuacji,  bo tarcze w okresie pandemii dotyczyły przede wszystkim przedsiębiorców. W ciągu ostatnich kilku lat ci, którzy naprawdę ciężko pracują, ci którzy są państwem, są dzisiaj w najtrudniejszej sytuacji - przekonywał Tusk.

Nie wyobrażam sobie państwa polskiego, które pozostanie na głodowych wynagrodzeniach przez te 2-3 lata tragedii drożyźnianej-inflacyjnej

Donald Tusk, przewodniczący PO

Reklama
Reklama

- Część z tych grup zawodowych nie widziała podwyżki od kilku lat. W sektorze przedsiębiorstw za zeszły rok to było 12 proc. Też za mało, jak się pomyśli o tym jak rosną koszty utrzymania, ale pomyślmy o tych wszystkich, którzy są zupełnie bezradni - dodał.

- Jeśli bazowe wynagrodzenie podnieślibyśmy sferze budżetowej, co będę postulował, o 20 proc. - mówię o tych, którzy na dole ciężko harują, od rana do wieczora - ta nauczycielka ze Zduńskiej Woli będzie miała raptem 2,8 tys. zł. W czasie, gdy prezes Adam Glapiński dostaje 600 tys. zł premii i funduje Polakom 11-procentową inflację - zauważył Tusk dodając, że podwyżka wynagrodzeń w budżetówce o postulowanej przez niego skali kosztowałaby budżet ok. 30 mld zł rocznie. 

- Musimy przekroczyć czasami własne uprzedzenia i przyzwyczajenia. Nie wyobrażam sobie państwa polskiego, które pozostanie na głodowych wynagrodzeniach przez te 2-3 lata tragedii drożyźnianej-inflacyjnej, dramatu związanego z wojną i uchodźcami. Żebyśmy zostawili tych, którzy wzięli na siebie największy ciężar zadań państwa, żebyśmy zostawili ich samych - mówił przewodniczący PO.

Tusk mówił następnie, że "nie ma alternatywy" dla podwyżek dla nauczycieli, urzędników czy ludzi kultury.

- Musimy szukać rozwiązania, które da szansę przeżyć tym ludziom, polskiej inteligencji pracującej - podsumował Tusk.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Polityka
Dlaczego Jarosław Kaczyński wybrał Przemysława Czarnka? „Rzeczpospolita” zajrzała za kulisy
Polityka
Prezes PiS o ugrupowaniu Grzegorza Brauna: Samoobrona do sześcianu
Polityka
Konwencja PiS w Krakowie. Jarosław Kaczyński ogłosił: kandydatem na premiera jest Przemysław Czarnek
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama