- Nie ma takiego miejsca w Polsce, regionu, powiatu, grupy społecznej, do której nie można dotrzeć, jeśli mówi się rzeczy uczciwe, prawdziwe, kiedy ma się otwarte uszy i oczy na ich problemy, ich wrażliwości - mówił lider PO.
Czytaj więcej
W marcu po raz pierwszy w tym stuleciu inflacja w Polsce przekroczyła 10 proc. Przyspieszyła do 10,9 proc. rok do roku z 8,5 proc. w lutym. To efek...
- Trzeba poważnie potraktować to zadanie i bardzo poważnie potraktować obywateli - dodał przewodniczący Platformy Obywatelskiej.
- Staram się dużo jeździć po Polsce i będę to robił coraz więcej, intensywniej. W Zduńskiej Woli spotkałem ludzi zależnych od państwa, w tym sensie, że państwo jest płatnikiem ich wynagrodzenia. Ludzi, którzy nie czekają na żadną wersję socjalnej opieki. To są ludzie, którzy pracują ciężko od rana do nocy. W jednej z rodzin nauczycielka, pracująca z dziećmi w oddziałach specjalnych, po czterech kierunkach, nauczyciel mianowany, ma na rękę 2,3 tys. zł z groszami. Musimy to głośno powiedzieć: dzisiaj tzw. sfera budżetowa jest w szczególnie trudnej sytuacji, bo tarcze w okresie pandemii dotyczyły przede wszystkim przedsiębiorców. W ciągu ostatnich kilku lat ci, którzy naprawdę ciężko pracują, ci którzy są państwem, są dzisiaj w najtrudniejszej sytuacji - przekonywał Tusk.
Nie wyobrażam sobie państwa polskiego, które pozostanie na głodowych wynagrodzeniach przez te 2-3 lata tragedii drożyźnianej-inflacyjnej
- Część z tych grup zawodowych nie widziała podwyżki od kilku lat. W sektorze przedsiębiorstw za zeszły rok to było 12 proc. Też za mało, jak się pomyśli o tym jak rosną koszty utrzymania, ale pomyślmy o tych wszystkich, którzy są zupełnie bezradni - dodał.
- Jeśli bazowe wynagrodzenie podnieślibyśmy sferze budżetowej, co będę postulował, o 20 proc. - mówię o tych, którzy na dole ciężko harują, od rana do wieczora - ta nauczycielka ze Zduńskiej Woli będzie miała raptem 2,8 tys. zł. W czasie, gdy prezes Adam Glapiński dostaje 600 tys. zł premii i funduje Polakom 11-procentową inflację - zauważył Tusk dodając, że podwyżka wynagrodzeń w budżetówce o postulowanej przez niego skali kosztowałaby budżet ok. 30 mld zł rocznie.
- Musimy przekroczyć czasami własne uprzedzenia i przyzwyczajenia. Nie wyobrażam sobie państwa polskiego, które pozostanie na głodowych wynagrodzeniach przez te 2-3 lata tragedii drożyźnianej-inflacyjnej, dramatu związanego z wojną i uchodźcami. Żebyśmy zostawili tych, którzy wzięli na siebie największy ciężar zadań państwa, żebyśmy zostawili ich samych - mówił przewodniczący PO.
Tusk mówił następnie, że "nie ma alternatywy" dla podwyżek dla nauczycieli, urzędników czy ludzi kultury.
- Musimy szukać rozwiązania, które da szansę przeżyć tym ludziom, polskiej inteligencji pracującej - podsumował Tusk.