Zełenski wypowiedział się po tym, jak prezydent Władimir Putin oświadczył, że USA i NATO nie odniosły się w pisemnych odpowiedziach udzielonych Rosji do głównych żądań w zakresie gwarancji bezpieczeństwa, jakie przedstawiła Moskwa. Putin dodał jednak, że Moskwa jest nadal gotowa do dialogu.

Rosja domaga się, by USA i NATO zadeklarowały w sposób prawnie wiążący, że Sojusz nie będzie rozszerzać się na wschód, co w szczególności oznacza, że jego częścią nie zostanie Ukraina.

Czytaj więcej

Putin rozmawiał z Macronem. "Zachód zignorował rosyjskie obawy"

Ponadto Rosja chce, aby żołnierze i systemy uzbrojenia NATO nie były rozmieszczone na terytoriach krajów, które nie były członkami Sojuszu przed 1997 rokiem.

- Nie uważam, aby sytuacja była obecnie bardziej napięta, niż wcześniej. Jest poczucie za granicą, że tu jest wojna. To nie jest taka sytuacja - mówił prezydent Ukrainy.

- Nie mówię, że eskalacja nie jest możliwa... (ale) nie potrzebujemy tej paniki - dodał Zełenski.

Prezydent Ukrainy mówił też, że taką samą opinię przekazał prezydentowi USA, Joe Bidenowi, gdy obaj odbyli w czwartek rozmowę telefoniczną. Dodał, że powiedział Bidenowi, że Rosja próbuje zastraszyć Ukrainę.

Zełenski mówił o tym, że "panika" związana z obawami przed eskalacją konfliktu z Rosją negatywnie odbija się na gospodarce kraju. Obecnie - jak dodał - Ukraina stabilizuje kurs grzywny z wykorzystaniem rezerw walutowych, zwracając się jednocześnie o militarne, polityczne i gospodarcze wsparcie do Zachodu. Według Zełenskiego Ukraina potrzebuje 4-5 mld dolarów do ustabilizowania gospodarki.