Reklama

Ambasador RP przy NATO: Sytuacja może stać się groźna dla Ukrainy

Takie rozwiązanie obniżyłoby bezpieczeństwo Polski i byłoby sprzeczne z duchem traktatu waszyngtońskiego - mówił Tomasz Szatkowski, ambasador Polski przy NATO, w rozmowie z "Jedynką" Polskiego Radia, w kontekście ultimatum stawianego NATO przez Rosję.
Władimir Putin

Władimir Putin

Foto: AFP

Szatkowski ocenił na ile realne jest rozpoczęcie przez Federację Rosyjską działań zbrojnych na Ukrainie.

- (Władimir) Putin stara się zachowywać szeroki wachlarz potencjalnych rozwiązań. W tym momencie przygotowania do akcji zbrojnej wyglądają naprawdę poważnie i bezprecedensowo w historii tego konfliktu. Wydaje mi się jednak, że pierwszorzędnym priorytetem Rosji jest rozwiązanie tej sytuacji na drodze dyplomatycznej, którą Rosja wymusza dzięki presji militarnej i energetycznej. W tym kontekście bardzo ważne są oświadczenia, które wydała strona rosyjska, czyli swego rodzaju ultimatum, które zostało złożone NATO, w efekcie rozmów Biden-Putin - podkreślił polski dyplomata.

Rosja chciałaby, żeby Ukraina, Białoruś i inne państwa posowieckie zostały uznane za jej strefę buforową

Tomasz Szatkowski, ambasador Polski przy NATO

Ambasador odniósł się także do rosyjskich żądań, skierowanych w stronę NATO, które dotyczą m.in. tego by Ukraina nigdy nie mogła stać się członkiem NATO oraz by doszło do redukcji liczby wojsk na wschodniej flance Sojuszu.

- Rosja chciałaby, żeby Ukraina, Białoruś i inne państwa posowieckie zostały uznane za jej strefę buforową. Natomiast Polska i inne państwa tworzące wcześniej Układ Warszawski, które są obecnie członkami NATO, stałyby się buforem Zachodu, czyli formalnie członkami Sojuszu, ale o innym statusie. W takich państwach, obowiązywałyby szczególne rozwiązania, np. związane z dyslokacją wojsk, czy też systemów ofensywnych. Takie rozwiązanie obniżyłoby bezpieczeństwo Polski i byłoby sprzeczne z duchem traktatu waszyngtońskiego - ocenił gość Polskiego Radia.

Reklama
Reklama

Szatkowski ocenił stan ukraińskiej armii oraz nakreślił, jak mógłby wyglądać przebieg potencjalnego konfliktu Rosji z Ukrainą.

- Potencjał militarny Ukrainy uległ znacznej poprawie w okresie od 2014 r. Armia ukraińska bardzo się sprofesjonalizowała, a także unowocześniła. Jest to zupełnie inna armia niż w 2014, ale trzeba pamiętać, że Rosjanie również rozwijają swój potencjał zbrojny. Strona rosyjska wyciąga lekcje ze swoich działań, np. z konfliktu w Donbasie i wydaje coraz większe kwoty na zbrojenia. Jeśli weźmiemy pod uwagę prognozy, w jaki sposób będzie wyglądać rosyjski potencjał militarny wokół Ukrainy za kilka tygodni, to rzeczywiście będziemy mieć do czynienia z bardzo groźna sytuacją dla Ukrainy. Wynik takiego starcia zależałby od tego, czy Ukraina chciałby walczyć z Rosją, jak równy z równym, czyli polegając na działaniach manewrowych, czy też starałaby się wykorzystać atuty własnego terytorium i możliwość działań nieregularnych. Wydaje mi się także, że strona rosyjska nie docenia potencjalnych strat (wynikających z) takiego konfliktu - zarówno militarnych, jak i politycznych - stwierdził dyplomata.

Czytaj więcej

Zachód odrzuca żądania Putina. Ale nie widać szans na porozumienie
Polityka
Co gdyby Polska rozwijała swoje zdolności nuklearne? „USA by się temu sprzeciwiały”
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Polityka
Po groźbach Trumpa Hiszpania zmieniła zdanie ws. współpracy z armią USA? Jest stanowisko Madrytu
Polityka
Giełdy krwawią, benzyna drożeje. Amerykanie wystawiają Trumpowi rachunek za wojnę
Polityka
Iran ma wkrótce wybrać nowego przywódcę. Jest jeden faworyt
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama