– Władimir Putin uwielbia, gdy Zachód zachodzi w głowę, jakie są jego intencje. To część jego strategii działania – mówi „Rz” Rudiger Freiherr von Fritsch, do 2019 r. ambasador Niemiec w Rosji.

Tym razem jednak prezydent postanowił przedstawić „czerwone linie", po przekroczeniu których sięgnie do radykalnych środków, być może nawet inwazji na Ukrainę. Znalazły się one w nocie, którą Kreml wysłał w piątek Amerykanom. To oficjalne odwołanie deklaracji ze szczytu NATO w Bukareszcie z 2008 r., że Ukraina i Gruzja „staną się członkami sojuszu", choć nie wiadomo kiedy. Moskwa domaga się też, aby pakt zrezygnował z rozmieszczenia broni ofensywnej w krajach alianckich graniczących z Rosją, a więc i w Polsce. Putin chce także, aby NATO ograniczyło manewry na flance wschodniej oraz zobowiązało się, że natowskie okręty nie będą się zbliżały do rosyjskich jednostek wojskowych na Bałtyku i Morzu Czarnym.

Czytaj więcej

Biden zapewnia, że nie zdradzi Ukrainy i Europy Środkowej, podejmując rokowania z Putinem

Te żądania Zachód jednak twardo odrzucił. Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg podkreślił, że „założenie, iż każdy kraj sam decyduje o sojuszach, do których chce należeć, jest nienaruszalne" i tylko do 30 członków paktu należy odpowiedź, czy przyjmą do niego Ukrainę. Prezydent Joe Biden zapowiedział w sobotę, że rosyjska inwazja nie tylko uruchomi „porażające" sankcje wobec Rosji całego wolnego świata, ale też NATO i same Stany wzmocnią obecność wojskową w krajach flanki wschodniej.

Zachodni eksperci obawiają się, że przepaść między stanowiskiem Moskwy i Waszyngtonu jest tak głęboka, iż negocjacje dyplomatyczne mogą się załamać w ciągu paru tygodni. Wywiad USA wskazuje, że od wtorkowego szczytu Biden–Putin Rosja nadal wzmacnia siły wzdłuż granic Ukrainy, gdzie zgromadzonych jest nawet 175 tys. żołnierzy. Mogą oni otrzymać rozkaz do uderzenia już pod koniec stycznia.

Czytaj więcej

Nikt nie wie dokładnie, o czym rozmawiał Biden z Putinem i czy padły jakieś obietnice