Demonstracje odbywają się w niedzielę w całej Polsce, ale największa manifestacja ma miejsce w stolicy, na Placu Zamkowym. Obok, na Podwalu, swoją kontrmanifestację zorganizowały środowiska narodowe, pod wodzą Roberta Bąkiewicza, prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.

Narodowcy, oddzielani przez znaczne siły policji od prounijnej manifestacji, próbowali ją zagłuszyć, przy pomocy sprzętu nagłośnieniowego. Zagłuszali m.in. hymn Polski, zainicjowany przez p.o. przewodniczącego Platformy Obywatelskiej Donalda Tuska. To samo spotkało Wandę Traczyk-Stawską, gdy uczestniczka powstania warszawskiego została zaproszona na scenę.

Czytaj więcej

"Zostajemy w Unii" - manifestacja po wyroku Trybunału. Relacja na żywo z Warszawy

- Kochani, moi kochani. My byliśmy w Europie zawsze! I nikt nas z niej nie wyprowadzi. Bo my tu rodziliśmy się od początku. To są nasze korzenie, a my mamy w haśle, jak pamiętacie: „za naszą wolność i waszą”. I to jest nasza Europa i nikt nas z niej nie wyprowadzi - mówiła łamiącym się głosem 94-letnia żołnierz Armii Krajowej.

Na tym prawdopodobnie miała skończyć swoje wystąpienie, ale po chwili powiedziała do prowadzącego Bartosza Arłukiewicza, że musi coś dodać i zwróciła się do Bąkiewicza: - Milcz głupi chłopie! Milcz! Milcz chamie skończony! Bo ja jestem żołnierzem, który pamięta, jak krew się lała, jak moi koledzy ginęli. Ja tu po to jestem, żeby wołać w ich imieniu: nigdy nikt nie wyprowadzi nas z mojej ojczyzny, która jest Polską, ale także nikt (nie wyprowadzi) z Europy, bo Europa to moja matka także - powiedziała.

- Mam prawo powiedzieć: nikt nigdy nas z naszej ojczyzny nie wyprowadzi. A nasza ojczyzna to Polska w Europie - dodała Traczyk-Stawska. Jej słowa wywołały aplauz zgromadzonych na Placu Zamkowym.

Jak poinformował na Twitterze dziennikarz portalu wiadomoscihandlowe.pl, uczestniczka powstania warszawskiego następnie udała się do narodowców.