Gronkiewicz-Waltz została zapytana o to, czy "efekt Donalda Tuska", czyli wzrost poparcia w sondażach dla Platformy Obywatelskiej w związku z powrotem do polskiej polityki byłego premiera, się skończył.

- Kiedy Donalda Tuska nie było, to mieliśmy 11 proc. poparcia. Groził nam spadek do poparcia jednocyfrowego. Jestem bardzo zadowolona, że udało nam się odzyskać te 25 proc. Pamiętajmy też o tym, że nie zmieniło się poparcie dla PiS-u. Nie jest tak prosto odebrać te głosy, czy uaktywnić tych, którzy nie głosują - tak, żeby mieć 30 proc. poparcia - stwierdziła polityk.

Czytaj więcej

"Pozwólmy im mówić". PiS startuje z nową akcją

Była prezydent Warszawy wskazywała również na antyunijna politykę PiS-u.

- Myślę, że jednym z powodów powrotu Donalda Tuska do polskiej polityki, było zachwianie wiary w to, że obecnie rządzący (Polską) chcą być w UE. PiS mówi, że chce być w UE, wydaje uchwały, ale to jeszcze nie znaczy, że za tym idą czyny. Wprost przeciwnie - cały czas lekceważy się orzeczenia TSUE i to co mówi Komisja Europejska o polskim KPO - przekonywała była prezes NBP.

Donald Tusk miał zawsze twardą rękę do zarządzania ludźmi

Hanna Gronkiewicz-Waltz, była prezydent wraszawy i była prezes NBP

Gronkiewicz-Waltz była następnie pytana, czy Donald Tusk powinien odwołać Tomasza Siemoniaka i Borysa Budkę z ich funkcji w PO, w następstwie ich obecności na przyjęciu urodzinowym jednego z dziennikarzy w czasie, gdy prezes NIK przedstawiał w Sejmie sprawozdanie z kontroli wykonanych w 2020 roku.

- Donald Tusk zawsze miał twardą rękę do zarządzenia ludźmi. Przewodniczący musi stwierdzić, czy ma do nich (Borysa Budki i Tomasza Siemoniaka - red.) zaufanie. Z pewnością powinni byli wykonywać wtedy swoje obowiązki. Moim zdaniem nie muszą być pozbawieni swoich funkcji - zwłaszcza, że niedługo będą wybory (wewnętrzne w Platformie Obywatelskiej - red.) wiceprzewodniczących i członków zarządu PO. Spowodowałoby to za duże zamieszanie - oceniła.