Będąc premierem, Donald Tusk marginalizował znaczenie małych i średnich miast oraz ambicje ich mieszkańców. Dziś, będąc w opozycji, a jednocześnie w ogromnej potrzebie poszerzenia elektoratu umierającego imperium – jakim niegdyś była Platforma Obywatelska – dostrzega znaczenie tych, którzy zapłacili wysoką cenę straconych szans rozwoju w czasie jego rządów.

Jaki był stosunek PO do polskiej prowincji? Ówczesny minister skarbu Włodzimierz Karpiński podsumował go dość obrazowo, mówiąc pewnego razu o Polsce Wschodniej. Platforma wprowadziła model rozwoju Polski polaryzacyjno-dyfuzyjny, czyli w skrócie „rozwijamy metropolie, większe ośrodki". Innymi słowy, nie robimy nic poza korzystaniem z premii, jaką daje największym miastom ekonomia geograficzna.

Były imperator rządów PO pochyla się nad losem tych, którzy ucierpieli przez liberalny populizm, którego równocześnie był najwyższym kapłanem.

Tu nie ma miejsca na dyskusje, to są lata straconych marzeń i ambicji mieszkańców tych mniejszych ośrodków, o których, o zgrozo, dziś Tusk mówi – „oni mają takie same marzenia i ambicje". Deklaruje to człowiek, który siedem lat stał na czele rządu, zarządzał państwem i zmarnował ten czas. To lata traconych funkcji społeczno-gospodarczych, miejsc pracy, rozdzielonych rodzin przez konieczność wyjazdów za granice czy po prostu ludzkich dramatów.

Najwyższy kapłan

Wystąpienie Tuska było niemal herbertowską refleksją godną „Przemian Liwiusza". Były imperator rządów PO pochyla się nad losem tych, którzy ucierpieli przez liberalny populizm, którego równocześnie był najwyższym kapłanem.

Obecna Platforma to nadal – bo nie wystarczą piękne hasła na konwencji – grupa wspierająca metropolie. Jedna konwencja wiosny nie czyni, ale już widać chęć odwzorowania strategii PiS. Różnica polega na tym, że małe i średnie miasta PiS wspiera od dawna, Platforma dopiero dostrzegła ich problemy, choć w tym wszystkim raczej chodzi o dodatkowe głosy, poszerzenie elektoratu. I to jest smutne, bo tak naprawdę nie liczą się ludzie, nie liczy się wyjście naprzeciw problemom mniejszych miast. Kierownictwo Platformy nie zna prawdziwych problemów małych i średnich miast, bo zwyczajnie nigdy się o nie nie otarła, nigdy nie poczuła ludzkich dramatów. Nawet najlepsze teatralne pozy nie zastąpią lat doświadczeń walki o lepsze jutro dla polskiej prowincji.

Co więcej, samorządową twarzą Platformy jest prezydent m.st. Warszawy Rafał Trzaskowski. Prezydent teoretycznie samorządowy, który tę zaszczytną funkcję pełni z ogromną liczbą wpadek. W Warszawie nieudolność władz miasta próbuje się przypudrować ideologicznym PR-em. Takie zabiegi są niemożliwe w mniejszych miastach. Tu liczy się sprawczość i odpowiedzialność przed mieszkańcami.

Rafał Trzaskowski, począwszy od Campusu Polska, do konwencji Platformy, mówi o mieszkańcach Biłgoraju, Żywca, o ich problemach, ale on też, mając wszystkie narzędzia w ręku, nie wspiera okolicznych miast – o czym choćby wielokrotnie mówił prezydent Otwocka. Wspólny projekt biletów metropolitalnych to postulat prezydentów podwarszawskich miejscowości, nazywany przez nich projektem bezwzględnie dobrym, typu win–win, który niestety ciągle spotyka się z odmową prezydenta Trzaskowskiego. Hipokryzja to hołd składany cnocie, jak mawiał klasyk, ale ktoś za tę hipokryzję musi zapłacić i jak zwykle płacą mniej uprzywilejowani.

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły

Nie odrobili lekcji

Samorządowcy zawsze w pracy muszą operować konkretami, faktami. Dlatego gdy dziś Tusk mówi, że mniejsze ośrodki potrzebują pieniędzy i kompetencji, a te chce zabrać im władza centralna, to – jak to zwykle bywa – mija się z prawdą. Owszem, mniejsze ośrodki potrzebują pieniędzy i kompetencji. W samorządzie dochody i wydatki dzielimy na tzw. bieżące, czyli te, które gwarantują utrzymanie, realizacje podstawowych zadań i majątkowe, które umożliwiają realizację inwestycji. Ważne jest to rozróżnienie, bo przeciwnicy rządu uparcie podnoszą, że zabiera on samorządom dochody poprzez obniżenie podatków i danin. Istotnie, zawsze jak obniżane są podatki, to do budżetu samorządu trafia mniej środków – tak jest skonstruowany system podatkowy w Polsce, ale rząd już przyjął mechanizm, który zagwarantuje dochody bieżące na tym samym poziomie, a jednocześnie samorządy będą miały dodatkowe środki na inwestycje. Wbrew retoryce Tuska samorządy mają dziś lepsze możliwości rozwojowe niż kiedykolwiek pod jego rządami.

Mój rodzinny Chełm był jedną z tysięcy samorządowych ofiar ciepłej wody w kranie. To jedno z miast, które przez wspomniany już model rozwoju Polski promowany przez Platformę straciło najwięcej – funkcje społeczno-gospodarcze, miejsca pracy i ludność. Dziś Chełm odżywa, złośliwi mówią, że to dzięki wsparciu rządu. Problem polega na tym, że niepodwyższanie podatków, obniżanie opłat za wodę, ścieki, a przede wszystkim śmieci i na końcu wprowadzenie bezpłatnej komunikacji to działania w ramach środków bieżących, na które rząd nie ma wpływu. Skala miasta nie ma znaczenia – gdy mamy większe wydatki, mamy tożsamo większe dochody – widać tej lekcji nie odrobiono na konwencji PO.

Jeśli dziś naprawdę Platforma zrozumiała, że mniejsze ośrodki to tacy sami ludzie, z takimi samymi marzeniami jak mieszkańcy większych miast i od nich też zależy rozwój Polski, powinna skończyć z liberalnym populizmem atakowania wdrażanych przez rząd działań pozwalających finansować inwestycje publiczne. W ten sposób zostanie uwolniony potencjał rozwojowy mniejszych miast. W innym wypadku, to co słyszeliśmy, to tylko kolejne puste słowa w teatrze liberalnego populizmu, chcącego odzyskać władze za niewielką retoryczną cenę politycznego cynizmu.

Autor jest prezydentem miasta Chełm, byłym radnym PiS w Warszawie