– Naszym celem jest umożliwienie Polakom wyboru swych przedstawicieli w okręgach jednomandatowych. Tylko w wyborach do Senatu można to zrobić bez zmiany konstytucji – mówi „Rz” poseł PO Marek Wójcik, który pracował nad projektem.

Dzisiaj senatorów wybiera się w okręgach dwu-, trzy- lub czteromandatowych, tzn. wyborca w swoim okręgu może głosować na dwóch, trzech lub czterech kandydatów.

[wyimek]Projekt Platformy Obywatelskiej nie podoba się posłom Lewicy [/wyimek]

Okręgi jednomandatowe w wyborach do Senatu to jeden z elementów reformy ustrojowej, którą Donald Tusk ogłosił w listopadzie. Zaproponował wtedy też zmniejszenie liczebności obu izb parlamentu i osłabienie prezydenckiego weta.

– Projekt zmiany konstytucji złożyliśmy w ubiegłym tygodniu – mówi poseł Wójcik.

Zgodnie z nim w izbie wyższej zasiadałoby 49 senatorów wybieranych w okręgach jednomandatowych oraz byli prezydenci RP pochodzący z wyborów powszechnych.

Projekt jest pisany pod obecny stan prawny – 100-osobową izbę wyższą. – To nasz plan alternatywny, gdyby nie udało się zmienić konstytucji – mówi Wójcik.

Koalicyjny PSL nie wyklucza poparcia dla jednomandatowych okręgów. – Nie będziemy jakoś specjalnie hamować tego projektu. Jest to temat do dyskusji – mówi Stanisław Żelichowski, szef Klubu PSL.

W podobnym tonie wypowiada się poseł PiS Andrzej Dera z sejmowej komisji nadzwyczajnej ds. prawa wyborczego. – Okręgi jednomandatowe w wyborach do Senatu są propozycją godną rozważenia. Diabeł tkwi jednak w szczegółach, musimy zobaczyć projekt – mówi.

Pomysł nie podoba się za to posłowi Lewicy Witoldowi Gintowtowi-Dziewałtowskiemu. – To będzie kosztować, a przecież w budżecie się nie przelewa. Trzeba będzie stworzyć dwa razy więcej komisji wyborczych. Pożytku z tego nie widzę. Poza tym, że w Senacie będą pewnie sami przedstawiciele PO. Bo taka ordynacja zupełnie pozbawia szans małe partie – mówi.

Jarosław Flis, politolog z Uniwersytetu Jegiellońskiego, uważa, że po zmianach głosowanie byłoby prostsze. – Teraz wielu wyborców wybiera tylko jednego senatora, nie wie, że może postawić więcej krzyżyków. Przez to szansa na zdobycie mandatu często zależy od tego, na jaką literę ma się nazwisko. Wyborca zakreśla pierwszego od góry kandydata ze swojej partii, dalej nie szuka – podkreśla Flis.