Dyskusja wokół słów sędziego Igora Tulei od tygodnia elektryzuje opinię publiczną. O wiele bardziej niż sam wyrok skazujący znanego kardiochirurga dr. G za przyjmowanie łapówek.

Igor Tuleya, mówiąc w uzasadnieniu o „stalinowskich metodach" stosowanych przez CBA, skutecznie przekierował oczy wszystkich na działalność Biura. Odżyły zatem wszystkie historie z czasów rządów PiS. Część mediów prześciga się w przypominaniu najważniejszych „zbrodni" IV RP, do których miała przyczynić się działalność CBA pod kierownictwem Mariusza Kamińskiego. Mało kto pamięta jednak, jaki finał miała większość spraw, o które oskarżano CBA i służby IV RP.

– Tak naprawdę szczegóły tych spraw nie miały nigdy wielkiego znaczenia. Kluczowe jest za to ogólne poczucie zagrożenia ze strony PiS, jakie odczuwa większość elektoratu PO i znaczna część elit. A ono wciąż jest duże – uważa dr Jacek Kloczkowski, politolog z Ośrodka Myśli Politycznej.

Tuleya nie zawiadomi prokuratury

Zresztą dziś już sam sędzia Tuleya spuszcza z tonu. Jeszcze tydzień temu krążył po mediach i twardo zapowiadał złożenie do prokuratury zawiadomienia w sprawie przekroczenia uprawnień przez prokuratorów i funkcjonariuszy CBA.

Teraz okazuje się, że złoży jedynie zawiadomienie o zastrzeżeniach do pracy agentów Biura i prokuratorów do ich przełożonych. Jedyną tego konsekwencją będzie wysłanie wyjaśnień w tej sprawie.

Komentuje Jarosław Stróżyk

Tymczasem bezdyskusyjne jest, że sąd na podstawie zgromadzonych dowodów uznał, że G. przyjął od pacjentów łącznie ponad 17 690 zł łapówek. Skazał go za to na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz 72 tys. zł grzywny i zwrot łapówek przyjętych od pacjentów. Wyrok jest nieprawomocny. To nie koniec kłopotów dr. Mirosława G. Czeka go jeszcze proces o błąd w sztuce, o który oskarżyła go dwa lata temu warszawska prokuratura. W 2005 r. lekarz miał narazić pacjenta na niebezpieczeństwo utraty życia, co polegało na tym, że miał podjąć leczenie zachowawcze pacjenta, a według śledczych powinien go zakwalifikować do operacji wymiany zastawki aortalnej. Dr G. grozi za to do pięciu lat więzienia, do zarzutu się nie przyznaje.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

W innej ze spraw badanej w osobnym postępowaniu w 2011 r. prokuratura oskarżyła Mirosława G. o nieumyślne narażenie pacjenta na utratę życia i nieumyślne spowodowanie jego śmierci – chodziło o zostawienie gazy w sercu.

Sąd nie uwierzył łzom

Na finiszu kampanii wyborczej w październiku 2007 r.  CBA zatrzymało Beatę Sawicką, ówczesną posłankę PO, w związku z podejrzeniem przyjęcia korzyści majątkowej za próbę tzw. ustawienia przetargu publicznego wspólnie z burmistrzem Helu Mirosławem Wądołowskim.

Posłankę agenci zatrzymali tuż po odebraniu drugiej raty pieniędzy. Zatrzymano też Wądołowskiego, któremu zarzucono, że za łapówkę obiecał dokonać zmian w planie zagospodarowania przestrzennego Helu. Dwa tygodnie później szef CBA na konferencji pokazał film, na którym widać, jak Sawicka przyjmuje torbę z 50 tys. zł. Wtedy szef CBA powiedział też, że „teraz Polacy wiedzą, na kogo nie głosować".

Do historii przeszła konferencja Beaty Sawickiej, gdy stała na korytarzu sejmowym zalana łzami i zapewniała o swojej niewinności, zwracając się do szefa CBA „z błaganiem o to, aby jej nie linczował publicznie i nie doprowadził do utraty życia". Twierdziła też, że padła ofiarą prowokacji agenta Tomka, który ją uwiódł.

Sprawa dr. Mirosława G. na nowo rozpaliła spór na temat działalności służb i państwa za rządów PiS

– Wybrali dwie posłanki w tym kraju: jedna nie żyje, a druga walczy o to życie. Proszę nie ujawniać publicznie tych materiałów, proszę mi pozwolić na prawdziwy, sprawiedliwy proces! – łkała Sawicka.

Na koniec wystąpienia zasłabła i została przewieziona do szpitala. Opozycja przekonywała, że konferencja Sawickiej była ustawką. Janusz Palikot w książce „Kulisy Platformy" wprost przyznał, że wszystko było wyreżyserowane. Sprawa Sawickiej przyczyniła się do wyraźnej wygranej wyborów przez PO. Już po nich okazało się, że Sawicka wcale kryształowa nie była.

W maju ubiegłego roku warszawski sąd uznał ją za winną płatnej protekcji, żądania i przyjęcia łapówki. I skazał na trzy lata więzienia. Z kolei burmistrza Helu Mirosława Wądołowskiego za żądanie korzyści osobistej skazał na dwa lata w zawieszeniu na pięć. Sawicka ma zapłacić 40 tys. zł grzywny, Wądołowski 20 tys. zł.  Oba wyroki są nieprawomocne. – Oskarżona żądała łapówek i je przyjęła  – stwierdził sąd i ocenił, że działania CBA nie miały podtekstu politycznego.

Bez nacisków w sprawie Blidy...

Najpoważniejszym zarzutem stawianym rządom PiS jest niewątpliwie sprawa samobójczej śmierci byłej minister w rządzie SLD Barbary Blidy. Doszło do niej podczas zatrzymania przez ABW w kwietniu 2007 r. Wokół całej sprawy narosło wiele wątpliwości, m.in. dotyczących działań ABW i prokuratury. Najważniejsi politycy, w tym premier Jarosław Kaczyński i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, byli nawet oskarżani o wywieranie na służby nacisków w tej sprawie.

Blida szybko stała się symbolem „zbrodni IV RP", chętnie przedstawiano ją jako ofiarę bezprawnych działań aparatu państwa.

Jednak śledztwa nie potwierdziły zarzutów. W 2011 r. łódzka prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie nieprawidłowości przy zabezpieczeniu śladów i dowodów po śmierci byłej posłanki SLD. Śledczy nie dopatrzyli się podstaw, by policjantom czy prokuratorom uczestniczącym w oględzinach i zabezpieczaniu śladów na miejscu tragicznej śmierci Barbary Blidy postawić zarzut ich zacierania.

Rok wcześniej ta sama prokuratura umorzyła śledztwa w sprawie rzekomych nacisków. Śledczy badali m.in. prawidłowość decyzji katowickich prokuratorów w sprawie wydania postanowienia o przedstawieniu zarzutów Blidzie i o jej zatrzymaniu oraz ewentualnych nacisków na prokuratorów ze strony polityków i przełożonych.

Rodzina Blidy odwołała się od tych decyzji do sądu. Ten jednak stanowisko prokuratury podtrzymał.

Do zupełnie innych wniosków doszła za to komisja śledcza badająca tę sprawę pod przewodnictwem Ryszarda Kalisza z SLD. W swoim raporcie stwierdza ona, że Blida wcale nie chciała popełnić samobójstwa, i wylicza liczne zaniedbania służb. Domaga się także postawienia przed Trybunałem Stanu Kaczyńskiego i Ziobry. Ten postulat podchwyciła ostatnio Platforma Obywatelska. W piątek ruszyła formalna procedura w tej sprawie. Prezydium Sejmu skierowało wnioski do Sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej.

... bez nacisków w ogóle

Komisję śledczą powołano także w sprawie nacisków, do których miało dochodzić w latach 2005–2007. Jej efekty nie spełniły jednak politycznych oczekiwań. Główny wniosek raportu z prac komisji przygotowany przez jej szefa Andrzeja Czumę był jednoznaczny: „Były premier Jarosław Kaczyński, były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i były szef CBA Mariusz Kamiński nie naciskali na prokuratorów, funkcjonariuszy policji i służb specjalnych".

– Zniekształcanie stanu faktycznego pod kątem polityczno-partyjnym skompromitowałoby naszą komisję – oznajmił Czuma podczas prezentacji projektu raportu. I dodał, że jej ustalenia pozwolą oczyścić się z zarzutów o naciski politykom PiS.

Posłowie Platformy natychmiast zażądali, by zamiast tezy o braku nacisków wpisać do sprawozdania stwierdzenie, że istniała „polityczna presja", by działania prokuratury i służb ukierunkowane były na walkę z „układem". Poprawkę przy sprzeciwie samego Czumy ostatecznie przegłosowano.

Kamiński i Ziobro

Najczęściej oskarżani o nadużycia byli Zbigniew Ziobro i Mariusz Kamiński. Jednak żaden z nich nie został nigdy skazany. Chociaż były szef CBA wciąż musi się tłumaczyć z afery gruntowej. Badająca ją rzeszowska prokuratura uznała, że CBA stworzyło fikcyjną sprawę odrolnienia ziemi, a działania funkcjonariuszy były podżeganiem do przestępstwa, i skierowała sprawę do sądu (stało się to zresztą pretekstem do odwołania Kamińskiego ze stanowiska).

W czerwcu ubiegłego roku sąd rejonowy w Warszawie sprawę umorzył. Uznał, że istniała „wiarygodna informacja o zamiarze popełnienia przestępstwa". Zdaniem sądu CBA miało też prawo posługiwania się wytworzonymi na potrzeby operacji dokumentami. Także w kwestii podsłuchów sąd nie dopatrzył się przestępstwa, skoro zgadzały się na nie sądy. Jednak w grudniu Sąd Okręgowy uchylił to postanowienie.

– Paradoksalnie najlepszym dowodem na brak zbrodni IV RP jest fakt, że nie udało się ich udowodnić rządowi, któremu bardzo na tym zależało – podkreśla dr Kloczkowski.