Reklama

Wynik ważny dla całej Afryki

Nowy prezydent, nieważne chrześcijanin czy muzułmanin, będzie śmiertelnym wrogiem dla dżihadystów.
Kolejka do głosowania w Daurze (północ kraju), rodzinnym mieście Muhammadu Buhariego, kandydata opoz

Kolejka do głosowania w Daurze (północ kraju), rodzinnym mieście Muhammadu Buhariego, kandydata opozycji na prezydenta

Foto: AFP

Największym zagrożeniem dla Nigerii – kraju w połowie chrześcijańskiego, w połowie muzułmańskiego i na dodatek bardzo różnorodnego pod względem etnicznym i językowym – są dżihadyści z Boko Haram, aktywni w mordowaniu i porywaniu ludzi na północnym wschodzie. Ich celem jest kalifat na terenie Nigerii.

W weekend fundamentaliści islamscy próbowali zakłócić wybory prezydenckie i parlamentarne (w Nigerii głowa państwa jest jednocześnie szefem rządu, dlatego media skupiają się na tych pierwszych). To Boko Haram przypisywano zabicie w sobotę kilkunastu osób. Co najmniej dwoje ludzi zginęło też na południu, w ważnym dla przemysłu naftowego stanie Rivers. Opozycja zrzuciła odpowiedzialność za ich śmierć na zwolenników walczącego o reelekcję prezydenta Goodlucka Jonathana.

Głównym powodem przedłużenia o jeden dzień wyborów (miały się odbyć tylko w sobotę) były jednak problemy techniczne. Zawiodły urządzenia rozpoznające odciski palców, a na podstawie takiej kontroli daje się wyborcom karty do głosowania. Kłopoty z nowym czytnikiem miał nawet prezydent Jonathan. W wielu lokalach wyborczych trzeba było wrócić do starej, czasochłonnej metody sprawdzania. Ci, którym się nie udało zagłosować w sobotę, mogli spróbować w niedzielę.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama