4 zł tygodniowo przez rok !
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
Dziwne nazwy? Dla czytelników „Plusa Minusa" bez wątpienia. Ale dla fanów K-popu, a są ich nad Wisłą i w szerokim świecie dziesiątki, jeśli nie setki milionów, to absolutni idole. Nie tylko bardziej znani, ale również o niebo lepsi technicznie od Zenka Martyniuka, choćby nawet szef TVP Jacek Kurski przekonywał, że jest inaczej. W konkurencji z nimi Zenek nie ma szans, o czym za chwilę.
Zacznijmy jednak od korzeni (wtajemniczeni wiedzą, że mam coś na ten temat do powiedzenia). Otóż rodowód disco polo jest bardzo podobny do rodowodu country and western, słowiańskiej polki czy niemieckiej Volksmusik. Zasadniczo zawsze chodziło o to, by bywalcy wiejskich chrzcin i wesel, kiedy już dokonają spustoszeń wśród podanych alkoholi, mieli przy czym potupać. To tupanie wychodziło zresztą zawsze lepiej w krajach germańskich. Nad Wisłą rolę katalizatora tupania do pewnego momentu pełniły kapele ludowe, czasem Cyganie, a od kiedy zaczęto handlować keyboardami, pierwszeństwo przejęli lokalni grajkowie wyposażeni w taki właśnie sprzęt. I co ważne, liczył się głównie on, instrument, na którym można było do podawanego z automatu rytmu wygrywać paluchami najprostsze melodie. Słuch, głos, zdolności kompozytorskie miały drugorzędne znaczenie. Teksty? Możliwie proste i najlepiej śmieszne. Tupanie powinno się wszak odbywać w przyjemnej atmosferze.
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
W podcaście „Posłuchaj Plus Minus” Marcin Łuniewski rozwiewa mity o nieuniknionym rozpadzie Rosji i analizuje ró...
Krystyna Czerni pokazuje, że nawet o wyczerpująco opisanej twórczości można powiedzieć coś nowego, innego, śwież...
„Aces of Thunder” to okazja, by siąść za sterami klasycznych myśliwców.
Największa siła tej opowieści to fatalizm bez taniej sensacji.