Reklama

Komu korzeń narobił na głowę

Jak Polska długa i szeroka, wszędzie przetacza się debata o książce Jana Tomasza Grossa. Ten zaś, niczym prorok, miota oskarżenia, mnoży zarzuty, wzywa do rozliczeń. Co sądzę o poziomie jego twórczości historycznej - że nierzetelna, pełna uogólnień, złej woli i pogardy do polskości - już napisałem. Okazuje się jednak, że cała sprawa ma jeszcze jeden aspekt, nazwijmy go literackim.

Coraz więcej autorów mianowicie dostrzega w Grossie jeśli już nie wybitnego historyka, to wieszcza i poetę, kogoś, kto świadomie rozdrapuje rany, by przeprowadzić narodowy rachunek sumienia. Sam słyszałem – uwaga, to nie żarty – jak pewien poważny publicysta "Polityki" twierdził, że w osobie Grossa zmartwychwstał Stefan Żeromski i Maurycy Mochnacki razem wzięci. Sam autor "Strachu" uważa, że napisał dzieło na miarę "Archipelagu Gułag", mając siebie, jak widać, za drugiego Sołżenicyna. Piękne to porównania i świadczą tyleż o braku fałszywej skromności Grossa, co i o zmyśle rzeczywistości jego pochlebców.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama