Metoda na chama

Z Januszem Palikotem, wiceprzewodniczącym Klubu Parlamentarnego PO rozmawia Igor Janke

Aktualizacja: 14.11.2009 14:30 Publikacja: 14.11.2009 14:01

Janusz Palikot, wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego PO

Janusz Palikot, wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego PO

Foto: Rzeczpospolita

[b]Rz: Po co pan wchodził do polityki?[/b]

[b]Janusz Palikot:[/b] To się stało po aferze Rywina, nastąpił rozpad SLD. Było wtedy ogólne przekonanie, że musi nastąpić odnowienie polskiej klasy politycznej. Wtedy wydawało mi się, że tacy ludzie jak ja, będący z dala od polityki, mogą wnieść jakąś nową wartość, profesjonalizm. Chciałem, by polityka była lepiej zorganizowana, nie tak amatorska i zaściankowa. Na to nałożyło się moje osobiste doświadczenie. Byłem po wieloletniej separacji i rozwodzie, coś mi się nie udało. Byłem po nieudanej prywatyzacji Polmosu Białystok, która dawała mi szanse, przez wódkę Żubrówkę, gdybym ją kupił, wejścia na rynek światowy. Na rynku polskim osiągnąłem wszystko, co mogłem. Numer jeden w winach, numer jeden w imporcie, numer jeden w wódkach kolorowych. Kiedy nie udało mi się kupić tego Polmosu, nie miałem wyraźnych celów biznesowych. Chciałem wejść w nową strukturę, poznać nowych ludzi, zmienić wszystko w moim życiu.

[b]I chciał pan zmienić jakość polityki. No i w moim przekonaniu, i nie tylko moim, raczej drastycznie tę jakość pan obniżył.[/b]

Ja się oczywiście z tym nie zgadzam. Używam nowoczesnego języka polityki. Języka bez napuszenia, bez tego XIX-wiecznego nalotu, bez odwoływania się wyłącznie do pryncypiów, bez poruszania się wyłącznie w obrębie zasad.

[b]Na czym polega nowoczesność? Na tym, że o prezydencie mówi pan, że jest chamem?[/b]

Mówienie o prezydencie Lechu Kaczyńskim, który zachował się po chamsku, że jest chamem, jest dobre. To demokratyzuje urząd prezydenta. W Polsce mamy XIX-wieczne pojęcie, że prezydent jest pomazańcem Bożym, że jest carem czy imperatorem i jemu wolno więcej. Wielu ludzi tak uważa. Ja mam pełną świadomość, że mówiąc w ten sposób, sobie szkodzę.

[wyimek]Tylko 3 procent ludzi rozumie serwisy informacyjne. W związku z tym trzeba operować nie na poziomie werbalnym, ale działać na odpowiednie emocje [/wyimek]

[b]A jakie dobro z tego wypływa?[/b]

Zmienia się myślenie. Wychodzimy ze świata, w którym na szczycie wszelkiej hierarchii jest głowa państwa, do świata, w którym prezydent jest normalnym obywatelem. Może też mieć czarny kolor skóry. W Polsce dzisiaj nie ma zgody na prezydenta z czarnym kolorem skóry. Oczywiście używam metafory. Chodzi mi o to, by prezydentem mógł zostać ktoś, kto jest inny, niż wskazuje narodowa poprawność. Jeżeli to demokratyzujemy w ten sposób...

[b]To demokratyzowanie polega na tym, by wszystko sprowadzać do poziomu kloaki?[/b]

Robię to w pełni świadomie i ponoszę za to pełną odpowiedzialność. Jestem przekonany, że to jest dobre. Chcę pana przekonać tylko do jednego. Pan uważa, że to jest wyłącznie populizm, po to by przyciągnąć uwagę. Jest w tym oczywiście trochę chęci przyciągnięcia uwagi, ale jest też w tym coś dobrego. Wiem, że to, przy pańskim herbertowskim przywiązaniu do takiej estetycznej strony etyki, będzie raziło. Ale ja chcę pana przekonać, że skutkiem tego będzie myślenie o prezydencie jako o jednym z nas.

[b]Mówienie do kogoś publicznie per „ty chamie” niszczy i debatę, i szacunek do ludzi i do instytucji państwa.[/b]

A jeśli ktoś się zachowuje po chamsku, to dlaczego mam tego nie mówić? Ja chcę pokazać, że prezydent jest zwykłym człowiekiem.

[b]Myślę, że cel jest prostszy. Chodzi o zniszczenie przeciwnika politycznego. I to jest naturalne w polityce, ale pan używa metod do niedawna niedopuszczalnych. Pan mówi wyłącznie o rzeczach pobocznych, o fizjologii, o zachowaniu, o cechach charakteru. Próbuje pan prymitywnie ośmieszyć głowę państwa po to, by osłabić jego wizerunek w oczach części wyborców. Do tego sprowadził pan politykę.[/b]

Nawet gdyby to były motywy wyłącznie tak niskie, to uważam, że w stosunku do człowieka tak szkodliwego jak Lech Kaczyński warto to zrobić. Ale powiem panu coś dużo gorszego. Ja uważam, że to przynosi także pozytywne skutki. Podam inny przykład, aby mógł pan zrozumieć, o co mi chodzi. Ogląda pan „Taniec na lodzie” czy inny program, zabawę opartą na niskich uczuciach. Co tam się dzieje poza naiwnością, picem, tanią komercją i najgorszymi wzorcami przeniesionym z Zachodu do Polski? Ludzie tam uczą się rywalizować, uczą się przegrywać i gratulować tym, którzy wygrali. Intencja komercyjna jest inna, ale w głowach milionów ludzi, którzy to oglądają, odkłada się pewien model zachowania społecznego. To tworzy pewien kapitał zaufania społecznego.

[b]Ale jaki to ma związek z tym, co pan robi? Jakie zaufanie społeczne buduje pan, w prymitywny sposób atakując prezydenta? Czego ma uczyć pana zachowanie?[/b]

Tego, że polityk, prezydent nie ma prawa się wynosić ponad innych. Jeżeli zachowuje się w sposób chamski, to jest chamem. Bycie politykiem z niczego go nie zwalnia. Czego ja uczę? Szacunku do zwykłego człowieka. Brutalnymi, agresywnymi metodami, które panu jeżą włos na głowie, uczę tego właśnie. Wszyscy mamy takie same prawa.

[b]Mógłby pan jeszcze innych wysokich urzędników państwowych wysmarować kupą po twarzy, wtedy miałby pan jeszcze większe zasługi dla demokracji.[/b]

Może i do tego dojdzie. Ale teraz jako wiceprzewodniczący Klubu PO pewnie się na to nie zdecyduję. Teraz jestem odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale za wspólnotę, jaką jest klub. Muszę teraz jakoś uśrednić swoje zachowanie. Przyjmując tę funkcję, wiedziałem, że będę musiał się powściągać. Pewnie będę mniej skłonny do przekraczania granic, jak z tym smarowaniem kupą. Ale to Lech i Jarosław Kaczyńscy bazują na najniższych instynktach ludzi. Cała ich kariera jest żerowaniem na najniższych instynktach: zazdrość, zawiść, brak zaufania, pomawianie. Tym zrobili Polsce wielką krzywdę. Stworzyli klimat braku zaufania społecznego.

[b]I teraz pan to zaufanie przywraca…[/b]

Nawet jeśli metodami, których skutki pan może uznać za opłakane, pozbędziemy się ludzi tak złych z polskiej polityki, to warto zapłacić tę cenę.

[b]Nie szkoda panu własnego wizerunku? Kiedyś uchodził pan za wykształconego, oczytanego biznesmena, wspierającego wiele wartościowych inicjatyw kulturalnych. A teraz wielu ludzi używa wobec pana określenia „pajac”. Pije pan wódę na ulicy, wymachuje pan penisem, obraża pan innych tylko po to, by skupić na sobie uwagę. Patrzy pan spokojnie w lustro?[/b]

To, że ludzie mówią o mnie „pajac”, w ogóle mi nie przeszkadza. Jak wynika z moich badań, 30 procent ludzi w rozmaitych badaniach uważa mnie za wartościową postać. Troszkę więcej, 35 – 38 procent jest innego zdania.

[b]Sam zamawia pan te badania i sam za nie płaci?[/b]

Tak. Sam za nie płacę. Robię badania zupełnie inne, niż zamawiają media. To badania jakościowe, miks badań na podświadomość.

[b]A na te wszystkie pańskie numery ma pan sztab, który to organizuje? Ma pan agencję PR, która dla pana pracuje?[/b]

Oczywiście korzystam z różnych usług, ale to nie jest zaplanowane przez kogoś. To ja wymyślam wszystkie rzeczy, a oni pomagają mi obrobić to potem.

[b]Drogie jest takie uprawianie polityki?[/b]

To nie polega na pieniądzach. Musi mieć pan grupę ludzi, którzy w odpowiedniej chwili potrafią dla pana przerwać swoje zajęcia i przez parę godzin intensywnie pracować.

[b]Ile pan wydaje na politykę ze swoich pieniędzy?[/b]

Rocznie na rozmaite badania, ekspertyzy, które wykorzystywałem m.in. przy pracy komisji „Przyjazne państwo”, wydaję ok. 150 tys. Zdecydowana większość nie ma nic wspólnego z PR. Na PR wydaję znacznie mniej. Płacę im po kilka tysięcy za pojedyncze akcje. Nie wynajmuję nikogo na stałe.

[b]Doradzają panu, od której strony pluć prezydenta?[/b]

Tu pana zdziwię. Oni zwykle odradzają mi te kontrowersyjne akcje. Z małpkami mnie wspierali, ale czy z tym wibratorem, czy innymi akcjami, zwykle mi odradzają. A mnie intuicja mówi, że trzeba to robić.

[b]I nie żałuje pan, że kojarzy się pan ludziom z wibratorem i pistoletem?[/b]

Nie. To jest energia. Pan musi pamiętać, że tylko 3 procent ludzi rozumie serwisy informacyjne. 5 procent z tych 3 procent jest w stanie powtórzyć, jaka była kolejność wiadomości w serwisie. W związku z tym trzeba operować nie na poziomie werbalnym, ale działać na odpowiednie emocje. Trzeba myśleć, jaki rodzaj przesłania dojdzie do odbiorcy.

[b]To jaki przekaz dociera do ludzi z akcji, w której trzyma pan fallusa i pistolet?[/b]

Siła, stanowczość, bezkompromisowość, bycie autentycznym, doświadczonym. Ludzie tak to odbierają podświadomie, to wynika z pogłębionych badań. Dla mnie ważne jest, że ja dziś nie chcę być człowiekiem tylko elit. Takim człowiekiem byłem kiedyś. Chciałem świadomie wyjść z tej roli. A to Kaczyńscy używali tak ostrego języka. Nikomu do tej pory nie wypadało tak robić, a oni to zaczęli. Wszyscy byli lepiej wychowani. To PiS był źle wychowany i brutalnymi insynuacjami, wypuszczając insynuację, wprowadził do obiegu bardzo nieeleganckie zachowania polityczne. Wszyscy to negowali. A kiedy znalazłem się w polityce, uświadomiłem sobie, że jedyną skuteczną metodą na chama jest chamstwo.

[b]I postanowił pan użyć tej właśnie metody, tylko być bardziej brutalnym.[/b]

Tak. Bo Jarosław Kaczyński, Lech Kaczyński, Ludwik Dorn są chamskimi ludźmi. Zapewne pan się z tym zgodzi.

[b]Nie.[/b]

OK. Ale ja uważam, że takimi samymi chamskimi metodami będę obnażał ich metodę działania. I na koniec to się wszystko zawali i to też będzie dobre. Niech ta metoda się zawali. Nawet za cenę tego pajaca i błazna. Jest mi obojętne, co się ze mną stanie. Niech nie tylko ta metoda się zawali, ale też oni niech się od tego zawalą. Bo to oni wprowadzili do biegu insynuacje, że tu jest jakiś układ, to są jacyś Żydzi.

[b]Kiedy to Kaczyńscy mówili źle o Żydach? Trafił pan kulą w płot.[/b]

To prawda, tego nie można im zarzucić. Ale w PiS zna pan te wypowiedzi.

[b]Pan powiedział o Kaczyńskich. Właśnie zastosował pan dokładnie tę metodę. Insynuacji. Rzucił pan tym antysemityzmem, ot tak. Nie trafił pan, ale smród zostanie. O to pewnie chodziło.[/b]

W PiS te mechanizmy szczucia są. W tej radykalnej części ocierającej się o LPR, Samoobronę i Tadeusza Rydzyka. Zgadzam się, że antysemityzm nie jest właściwy braciom Kaczyńskim. Ale oni to w jakimś sensie tolerowali, gdzieś na obrzeżach. Pozwalali innym ludziom związanym z nurtem antysemickim funkcjonować.

[b]Jest pan pewny tego, co pan mówi, autoryzuje to pan?[/b]

Tak, tak. Rzeczy, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, nie ma sensu insynuować, bo nie zadziałają. Musi pan insynuować tylko te rzeczy, które mają szansę przyklejenia się.

[b]Pan z premedytacją mówi o insynuowaniu.[/b]

Tak, jestem świadom tego, że insynuuję.

[b]Świadomie używa pan nieuczciwych metod.[/b]

Tak, używam tych samych metod co oni. A dlaczego nie? Dlaczego tylko oni mają mieć prawo do używania tych metod?

[b]Trudno mi uwierzyć w to, co pan mówi, ręce opadają...[/b]

Cha, cha. Widziałem ostatni wywiad Jarosława Kaczyńskiego, to była jedna wielka insynuacja. Zobaczy pan, co teraz Wassermann i Kempa będą robić w nowej komisji śledczej.

[b]Myśli pan, że uda się wam odwrócić uwagę w komisji od sprawy Chlebowskiego czy Drzewieckiego? Pan jest dobry w odwracaniu uwagi…[/b]

Ja uważam, że istotą sprawy nie jest Chlebowski z Drzewieckim, których, jak wiadomo, nie oszczędzam. Istotą sprawy jest Kamiński, Kaczyński, CBA, policja polityczna i próba zamachu na demokratyczne państwo. To jest istotą tej sprawy.

[b]Pan wierzy w to, co pan mówi?[/b]

Tak!

[b]Poważnie?[/b]

Tak. Choć wobec Chlebowskiego i Drzewieckiego też nie może być taryfy ulgowej. Ale wątki dotyczące PiS i SLD też trzeba sprawdzić. Gdyby się okazało, że CBA była używana jako policja polityczna, to też trzeba zbadać, zgodzi się pan chyba?

[b]Jeśli tak by się okazało, to oczywiście. Ale od dwóch lat Platforma bada krwawe zbrodnie reżimu kaczystowskiego i na razie nic nie znalazła.[/b]

Ponoć Kaczyński wszystko niszczył i dlatego tak trudno udowodnić cokolwiek.

[b]„Ponoć niszczył” – znów pan insynuuje.[/b]

A komisja WSI? A zachowania Ziobry? A materiały po rozmaitych operacjach?

[b]Jakie materiały?[/b]

Różnego rodzaju materiały, których nie można było znaleźć po przejęciu urzędu. Dotyczące rozmaitych postępowań, dotyczące Blidy. Nie ma rozmaitych protokołów. Te wszystkie sprawy trzeba wyjaśnić.

[b]Czy uważa pan, że tak samo trzeba wyjaśnić sprawę finansowania pańskiej kampanii wyborczej? Chce pan być blisko ludu, to panu powiem, że na chłopski rozum za diabła nie można uwierzyć, że studenci i emeryci z własnych pieniędzy wpłacali po kilkanaście tysięcy na pańską kampanię. Sam pan się uśmiecha…[/b]

Jeśliby tak było, jeśli nie zostały zapłacone podatki od takiej darowizny, to mamy do czynienia z tego rodzaju złamaniem prawa. Tutaj nie ukradziono niczego państwu, nie zawarto jakiegoś nielegalnego porozumienia, którego celem była zmiana jakichś przepisów, to jest kompletnie inna historia. Porównywanie tej historii z aferą hazardowa jest niewłaściwe.

[b]Ale ja nie porównuję. Tylko zwracam uwagę, że jeśli tak było, to złamał pan prawo.[/b]

Od 2006 roku prowadzi postępowanie prokuratura, zaczęła za czasów PiS. Przesłuchali wszystkich, którzy wpłacali. Nie znaleziono niczego i umorzono sprawę. Potem prokurator generalny zdecydował, że sprawa wróciła, i znowu nic nie znaleziono. Czy można chcieć czegoś więcej?

[b]Wierzę, że nic nie udowodniono. Tak bywa. Zostawmy ten wątek. Jaka jest dziś pana realna pozycja w Platformie?[/b]

Trzeba odróżnić pozycję medialną i wewnętrzną. Medialna – bardzo wysoka, jedna z najwyższych w partii. Wewnętrzna – średnia. Przy czym znacznie wyższa w dołach partyjnych, znacznie niższa w elitach partyjnych. Gdyby zrobiono wybory powszechne wśród 60 tysięcy członków Platformy, dostałbym bardzo wysokie miejsce. Gdyby zrobiono je w klubie czy wśród liderów – wyniki byłyby dużo gorsze. Ale powiem ryzykownie dla siebie samego – idzie mój czas.

[b]Pana czas w Platformie czy w ogóle w polityce?[/b]

W Platformie. Jestem patriotą Platformy. Będę tam tak długo, jak się da.

[b]A jak długo się da?[/b]

Mam nadzieję, że zawsze się da. Ale to się okaże w najbliższych miesiącach.

[b]Kim chciałby pan być za trzy lata?[/b]

Chciałbym być w ekipie trzech – czterech ludzi, która w 2011 roku sformuuje rząd. I mając przychylnego prezydenta, przeprowadzi kilka bardzo ważnych spraw. Chciałbym wprowadzić system kanclerski.

[b]Już widzę, jak wasz prezydent się na to godzi...[/b]

To prawda, tu może być problem. Ale pytał mnie pan, co bym chciał.

[b]Chciałby pan być tym kanclerzem?[/b]

Niekoniecznie kanclerzem, chciałby być w tej grupie. Bo być może lepiej, żeby był nim Komorowski albo ktoś inny. To nie jest istotne. Istotne jest to, by była taka kilkuosobowa grupa, która przeprowadzi zmiany. Odgrywamy różne role, ale mamy wspólny cel: sanacja finansów publicznych, reforma KRUS i ZUS, reforma konstytucyjna, zmiany w systemie edukacyjnym, bon oświatowy, realnie zmieniona Karta nauczyciela.

[b]Wspaniale. Dlaczego nic z tego do tej pory nie zrobiliście?[/b]

Nie mówmy, że nic. Zrobiliśmy armię zawodową, częściową reformę emerytur pomostowych i emerytur, zniesienie embarga do Rosji, rozpoczęcie programu atomowego, buduje się około 1000 kilometrów autostrad, jest budowanych 17 dużych stadionów, 1000 Orlików.

[b]Nie są to gigantyczne osiągnięcia jak na dwa lata. Dość powszechna jest opinia, że w tych sprawach rząd PiS zrobił niewiele, a rząd Platformy...[/b]

...niewiele więcej.

[b]...czy wręcz jeszcze mniej...[/b]

My jednak mamy trudniejszą sytuację, np. nieprzychylnego prezydenta. Zgodzę się, że wielu rzeczy nam się nie udało. Nie zadowala mnie ani sytuacja dotycząca KRUS, ani najważniejsza dla mnie – związana ze sprawami oświatowymi. Utrzymaliśmy chory samorząd akademicki, który blokuje prawdziwą konkurencję i wymianę kadr, nie dokonaliśmy przewartościowania modelu edukacyjnego w kierunku wzmocnienia osobowości kosztem wiedzy encyklopedycznej. Tych dwóch najważniejszych zmian, które są związane z wyzwaniami cywilizacyjnymi, nie zrobiliśmy. Choć pewnie prezydent i tak by tego nie poparł. Dlatego ja sobie powiedziałem teraz: Musi się udać wygrać komuś z Platformy – pewnie Tuskowi – wybory prezydenckie, partii wygrać wybory parlamentarne i stworzyć dobry rząd po 2011 roku. Wtedy chcę wejść do tej ekipy na rok – półtora, doprowadzić do realnych zmian. Nawet gdy po półtora roku ze względów piarowskich trzeba będzie mnie usunąć, żeby wygrać kolejne wybory. Jestem gotów w to wejść.

[b]Co by pan chciał robić w tym rządzie?[/b]

Sprawić, by ten rząd przeprowadził radykalne zmiany. Powiem coś po raz pierwszy publicznie, ale bardzo radykalnie: Jeśli nie będzie szansy na przeprowadzenie tych reform w latach 2011 – 2012, wychodzę z polityki.

[b]Z polityki czy z Platformy?[/b]

Chyba z polityki. Choć gdyby okazało się wtedy, w 2012 roku, że jakiś inny układ polityczny ma szansę na wprowadzenie tego typu zmian, to można by to rozpatrzyć.

[b]Mam wrażenie, że rozmawiam z co najmniej dwiema osobami. Jedna z nich mówi o rzeczach fundamentalnie ważnych i potrzebnych. A druga to człowiek zajmujący się żenującymi prowokacjami. [/b]

Dałem sobie dwa lata na tę drugą fazę, w której w tej chwili jestem.

[b]Uzgadniał pan do tej pory te wszystkie swoje akcje z kierownictwem Platformy?[/b]

Nie, absolutnie nie. Zabiliby mnie za to.

[b]Jak to zabili? Zrobili pana wiceszefem klubu, opłacało się.[/b]

Oni wiele miesięcy naprawdę się zastanawiali, czy wywalić mnie już, czy jeszcze nie. Autentycznie się zastanawiali. Aż wreszcie zrozumieli, że to się jednak opłaca.

[b]Rz: Po co pan wchodził do polityki?[/b]

[b]Janusz Palikot:[/b] To się stało po aferze Rywina, nastąpił rozpad SLD. Było wtedy ogólne przekonanie, że musi nastąpić odnowienie polskiej klasy politycznej. Wtedy wydawało mi się, że tacy ludzie jak ja, będący z dala od polityki, mogą wnieść jakąś nową wartość, profesjonalizm. Chciałem, by polityka była lepiej zorganizowana, nie tak amatorska i zaściankowa. Na to nałożyło się moje osobiste doświadczenie. Byłem po wieloletniej separacji i rozwodzie, coś mi się nie udało. Byłem po nieudanej prywatyzacji Polmosu Białystok, która dawała mi szanse, przez wódkę Żubrówkę, gdybym ją kupił, wejścia na rynek światowy. Na rynku polskim osiągnąłem wszystko, co mogłem. Numer jeden w winach, numer jeden w imporcie, numer jeden w wódkach kolorowych. Kiedy nie udało mi się kupić tego Polmosu, nie miałem wyraźnych celów biznesowych. Chciałem wejść w nową strukturę, poznać nowych ludzi, zmienić wszystko w moim życiu.

Pozostało 94% artykułu
Plus Minus
Podcast „Posłuchaj Plus Minus”: AI. Czy Europa ma problem z konkurencyjnością?
https://track.adform.net/adfserve/?bn=77855207;1x1inv=1;srctype=3;gdpr=${gdpr};gdpr_consent=${gdpr_consent_50};ord=[timestamp]
Plus Minus
„Psy gończe”: Dużo gadania, mało emocji
Plus Minus
„Miasta marzeń”: Metropolia pełna kafelków
Plus Minus
„Kochany, najukochańszy”: Miłość nie potrzebuje odpowiedzi
Materiał Promocyjny
Do 300 zł na święta dla rodziców i dzieci od Banku Pekao
Plus Minus
„Masz się łasić. Mobbing w Polsce”: Mobbing narodowy