Reklama

Piotr Zaremba o pułapkach porównań z Wielkim Kryzysem

W debacie na temat kryzysu sięga się po historyczny kostium – odwołania do tego, jak USA walczyły z wielkim kryzysem lat 30. To dobra okazja do refleksji o kruchości recept ekonomicznych w polityce
Alegoryczny fresk przedstawiający New Deal i prezydenta Roosevelta odsłonięty w nowojorskiej szkole

Alegoryczny fresk przedstawiający New Deal i prezydenta Roosevelta odsłonięty w nowojorskiej szkole artystycznej im. Leonarda da Vinci w 1935 r.

Foto: AP

W ostatnią sobotę na łamach „Gazety Wyborczej" spierali się Adam Leszczyński i Witold Gadomski. Kilka lat temu wiążący byłby tam głos Gadomskiego. Teraz nowa lewica przypiera do muru zmęczonych neoliberałów.

Leszczyński broni poglądu noblisty Krugmana, który nie godzi się z nieuchronnością cyklu koniunkturalnego i chce pogrążonym w depresji krajom aplikować zwiększone wydatki. Krytyków tego poglądu publicysta porównuje do Andrew Mellona, sekretarza skarbu w ekipie republikanina Herberta Hoovera. Mellon zachwalał  chwilowe załamanie gospodarcze jako „oczyszczające".

Tej postawie, którą przypisuje także samemu Hooverowi, lewicowiec przeciwstawia energię demokraty Franklina Delano Roosevelta, który wygrał wybory w 1932 roku, a  od wiosny 1933 realizował program napędzania koniunktury wielkimi robotami publicznymi i zwiększeniem społecznej pomocy, co, zdaniem Leszczyńskiego, „pozwoliło gospodarce odbić się od dna". I jeszcze konkluzja: „Jego program okazał się politycznie wykonalny, dopiero gdy Ameryka miała 25 procent bezrobocia, a PKB spadła o jedną trzecią. Ale nawet wówczas wielu ludzi myślało tak jak Mellon".

Gadomski oddziela Hoovera od jego sekretarza skarbu, dowodząc, że to ten prezydent był już zwolennikiem ożywienia gospodarki drogą zabiegów państwa. W jego ujęciu to twórca ograniczonego pakietu stymulacyjnego, tyle że Roosevelt zastąpił go potem pakietem bardziej hojnym i rozbuchanym. Gadomski twierdzi, że to Hoover miał rację, tyle że jego program zaczął działać po kilku latach. Profitentem okazał się Roosevelt.

Jak więc widać, nawet „neoliberał" nie opowiada się za pełną biernością państwa wobec kryzysu, przynajmniej wobec tego, który był w istocie światowym kataklizmem nieporównywalnym z innymi. Ale Gadomski wierzy w drogę pośrednią. Przeciwstawia ją radykalizmowi Leszczyńskiego, Krugmana i chyba Roosevelta.

Jako historyk potraktuję ten temat ściśle historycznie. Pewien szwedzki mąż stanu sformułował kiedyś myśl, że „największą nauką z historii jest to, że ludzie nie wyciągają nauk z historii". A przecież przynajmniej czasem największą nauką z historii jest to, że nie da się z niej wyciągnąć nauk jednoznacznych. Dotyczy to w szczególności zjawisk ekonomicznych.

Pozostało jeszcze 85% artykułu

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama