Książka? Z jej przyprawionym kurzem zapachem, szorstką w dotyku powierzchownością albo wręcz odwrotnie, z doskonale wypieszczoną okładką, atakującą palce zaledwie wypukłością wytłoczonych liter. Szara albo barwna. Elegancka lub niepozorna. Dobra albo zła.
Czy przetrwa w świecie oszałamiającej kariery ruchomych obrazków? Krzykliwej rzeczywistości. Atakowana przez dźwięki rozwrzeszczanego telewizora, gaworzącego radia czy popiskującej konsoli, gdy sama potrafi rozkwitnąć wyłącznie w doskonałej ciszy i harmonii. Współczesność zdaje się toczyć z nią wojnę. Wymyśla coraz to nowe wynalazki, tworzy ideologie, by zamknąć ją w muzeum, zapisać na mikrofilmach albo zakląć w ciężkich terabajtach pamięci. Rzekomo ma abdykować z naszego świata w godnym celu ochrony amazońskich lasów. Ktoś z kolei wymyśla tablet odbijający na szklanym ekranie ledwie głupawy uśmiech właściciela, ale absolutnie bez zdolności zaproszenia czytelnika w świat ukryty między przesypującymi się kartkami papieru.