Reklama

Ogary poszły w las

Ale za kim czy za czym biegną?
Irena Lasota

Irena Lasota

Foto: archiwum prywatne

Kto jest myśliwym, a kto ofiarą, kto wypuszcza kaczki w powietrze, które kaczki są prawdziwe, a które sztuczne? (Dla niezorientowanych w technice polowań: „Przy użyciu sztucznych kaczek i wabika głosowego polowanie jest bardzo skuteczne. Myśliwi, którzy polują na kaczki, są doskonale zorientowani w zaletach wabików" – z ogłoszenia w internecie).

A może po lesie biega dzik? A może słoń? A czy aby myśliwi nie strzelają ślepymi nabojami?

Od nadmiaru informacji, a zwłaszcza interpretacji, można doznać zawrotu głowy.

Czy za nagraniami stoi Władimir Putin, czy też Jarosław Kaczyński? Czy będzie opublikowane nagranie rozmowy Władimira Putina z Antonim Macierewiczem? Czy Sowagate nie służy czasem jako zasłona dymna dla afery Kwaśniewskich (a jeśli tak, to której z licznych afer)? A może Rosjanie, wypuszczając te nagrania, chcieli przykryć napad na Krym? I tak dalej, i tak dalej.

Wiele komentarzy nie zasługuje nawet na komentarz. Ale do niektórych można by się odnieść poważnie.

Reklama
Reklama

Czy za aferą stoi Rosja? W jakimś sensie na pewno, powiązania widać gołym okiem. Ale czy Rosja (a jeśli tak, to które służby) kontroluje całość przebiegu afery, czy tylko podsłuchy? Czy może coś wymknęło jej się z rąk? A może ciągle ma w zanadrzu więcej nagrań? Czy Rosja ma jakieś głębiej ukryte cele, czy zadowoli się wywołaniem chaosu?

Też oddaję się spekulacjom, ale celowo – by odpowiedzieć, że jeśli nagrania są prawdziwe (a na razie wydaje się, że tak), to rola Rosji nie ma w ocenie tego, CO zostało powiedziane, żadnego znaczenia. W chwili obecnej najważniejszą sprawą jest odpowiedź na pytanie, co te rozmowy oznaczają dla obywateli Polski, czy powiedziane w nich rzeczy mają istotne dla Polski i Polaków znaczenie, a jeśli tak, to jakie.

Rosja i tak będzie robiła, co będzie chciała. A chyba najbardziej będzie chciała, żeby było wokół niej, czy może i na całym świecie, jak najmniej normalnych, zdrowych państw, których obywatele mogą znosić kryzysy polityczne i wychodzić z nich jeszcze silniejsi. Konkluzja pierwsza: najważniejszy w tym momencie jest interes Polski, a nie Rosji.

Nagrani rozmówcy klną i wykazują nadmierne zainteresowanie seksem oraz rozmiarami członków, ale można im to nawet (jeśli ktoś chce) policzyć na plus, jako rezultat katolickiego wychowania („Gazeta Wyborcza", z drugiej strony, dawno już udowodniła, że nie rozmiar jest najważniejszy). Też bym się jednak tym świntuszeniem teraz nie zajmowała (bo to jest zasłona dymna), lecz jedynie sprawami dotyczącymi porządku konstytucyjnego i demokratycznego funkcjonowania państwa. Prezydent Johnson klął potwornie, ale nie dlatego stracił na popularności. Konkluzja druga: a niech sobie klną i świntuszą, „nie tolko za eto my ich cenim".

Czy świat zadrżał od tych taśm? Już nieraz pisałam, że świat, a zwłaszcza Stany Zjednoczone, rzadko drży z powodu tego, co dzieje się na polskim podwórku politycznym. Co o nas pomyślą? Zazwyczaj nic. A na pewno to, co mogliby pomyśleć Amerykanie, Niemcy czy Gruzini, nie powinno w żadnym stopniu wpływać na ocenę tego, CO zostało powiedziane. „Rosjanie na tym skorzystają, Amerykanie nas porzucą, Włosi wyśmieją" – taka fraza to ucieczka przed normalną oceną polityczną i puszczaniem ogarów w ciemny bór. Oczywiście, może dojść do niewielkiego incydentu dyplomatycznego, jeśli tłumacz nieznający idiomów przetłumaczy „zrobienie laski Amerykanom" jako „making a cane to the Americans" i ktoś to zrozumie jako okładanie laską Amerykanów, podczas gdy naprawdę chodziło o coś odwrotnego.

Bardziej niż tego, że Amerykanie obrażą się za słowa ministra wypowiedziane przy popijaniu pomerola, bałabym się, że w końcu zrozumieją, iż w większości ministerstw, w tym w MSZ, siedzą ciągle i są im podrzucani na różne  misje zagraniczne ludzie z komunistycznych czy postkomunistycznych sieci (w duchu Władimira Wojnowicza tłumaczę czasem Amerykanom, chcącym zrozumieć różnicę między commie and post-commie, że to jak różnica między ku-klux-klanowcem i post-ku-klux-klanowcem).

Reklama
Reklama

Konkluzja trzecia: nie zasłaniać się tym, „co pomyślą Amerykanie", lecz raczej  „zrobić im kolejną laskę", dając im informacje o powiązaniach i predemokratycznej karierze prezesa Narodowego Banku Polskiego i jego prawej ręki.  Może jedno z drugim nie ma związku, ale właśnie pada Irak, w którym pan prezes był dyrektorem ds. polityki gospodarczej w tymczasowych władzach koalicyjnych, odpowiedzialnym za reformę walutową, stworzenie nowego systemu bankowego i nadzór nad gospodarką. A ktoś, kto może podjadać mleczne jagnię i popijać wódką w czasie rozmowy o tym, jak dokonać megakorupcji politycznej, może nie był taki święty i dziesięć lat temu.

Dlaczego „Wprost"? Dlaczego właśnie w tej redakcji dokonano happeningu z prokuratorami i laptopami? Co by wyrwanie laptopa komuś dało? Rozumiem, że minister spraw wewnętrznych jest jak dziecko we mgle i nie słyszał nigdy o bardzo tanich i skutecznych przyrządach do wykrywania podsłuchu (ja kupiłam swój pierwszy w latach 80.), ale w jego ministerstwie są przecież starzy fachowcy, którzy mogli wszystko zgrać z laptopów, nie wchodząc do redakcji. Może są to nawet ci sami, którzy zakładali podsłuchy w wykwintnych restauracjach.

Plus Minus
Wielka Brytania wciąż łagodzi skutki brexitu. Jakie są wnioski dla Polski?
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Plus Minus
Iranowi nie po drodze ze współczesnym sportem. Czy zagra w Meczu Dumy w USA?
Plus Minus
Tomasz Terlikowski: Trudno traktować politykę Trumpa jako konserwatywną
Plus Minus
Kataryna: Iran a sprawa polska. Ślepa lojalność PiS do USA skończy się czkawką?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama