Powiem o dwóch rzeczach, które wiążą się ze sobą. Pierwsza to książka „Kos, kos, jeżyna” Tamty Melaszwili w przekładzie Magdaleny Nowakowskiej. Choć nie znam kultury, świat tej powieści mnie ujął. Historia opowiada o kobiecie, która po trudnej młodości, traktowana jak służąca przez ojca i brata, próbuje budować własną niezależność w realiach prowincji, gdzie role społeczne płci są mocno utrwalone. Niespodziewanie przeżywa pierwszą miłość, stając wobec pytań o cielesność i prawo do szczęścia. Scenerią jest sklep z chemikaliami, a więc namiętność rodzi się wśród proszków do prania. Mamy tu subtelny, lokalny feminizm, bez rewolucyjnych gestów, ale pełen gorzkiej prawdy o kondycji kobiety w tradycyjnym społeczeństwie. Lekturę uzupełnia adaptacja filmowa pt. „Czarny kos, czarna jeżyna” w reżyserii Elene Naveriani. Historia ujęła mnie nie tylko dlatego, że sama jestem kobietą w średnim wieku, ale także unikalnym stylem pisania, przypominającym Zytę Rudzką i jej książkę „Ten się śmieje, kto ma zęby”. Obie autorki kreują bezkompromisowe bohaterki, posługujące się jędrnym językiem.