Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Dzielnica Shibuya w Tokio, upalne letnie przedpołudnie. Jedno z najbardziej zatłoczonych miejsc w japońskiej stolicy, znane z wielu filmów i tysięcy „rolek” na Instagramie, między innymi dzięki charakterystycznym wielokierunkowym przejściom dla pieszych, a także reklamom, które atakują przechodniów z każdego kierunku. Przed jednym z wejść do metra stoi kolejka. Kilkadziesiąt osób cierpliwie czeka w ogonku przed odlanym z brązu pomnikiem psa Hachiko. Chcą sobie zrobić zdjęcie z rzeźbą czworonoga, postawioną tu w latach 30. na pamiątkę zwierzęcia, które w tym miejscu latami wiernie czekało na powrót swego zmarłego właściciela, profesora Uniwersytetu Tokijskiego. Chętni do zdjęć, niemal wyłącznie cudzoziemcy, tworzą spory tłumek, ale zarazem przestrzegają niepisanych i nigdzie nie sformułowanych zasad: kiedy przychodzi jego kolej, każdy szybkim krokiem podbiega do pomnika, po czym zastyga na parę sekund w fotograficznej pozie. Uśmiech, ręka wędruje na wypolerowaną od tysięcy dotknięć łapę Hachiko i koniec. Następny do zdjęcia. Kolejne z miejsc „do zaliczenia” w Japonii odhaczone. Obok przemykają tłumy Japończyków. Nikt nie zwraca uwagi na kolejkę przed pomnikiem. Tokijczycy manewrują, starając się ominąć turystów i nikogo nie potrącić. Nie przewracają oczami, nie sapią ani nie klną pod nosem. Zachowują się tak, jakby kolejki ludzi pod pomnikiem Hachiko w ogóle nie było.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: