4 zł tygodniowo przez rok !
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
Wojciech Jaruzelski podczas manewrów Układu Warszawskiego wiosną 1981 roku między marszałkiem ZSRR Wiktorem Kulikowem (z lewej) a generałem Heinzem Hoffmannem, ministerem obrony narodowej NRD: za komuny to była geopolityka!
W wydanej niedawno świetnej książce Pawła Kowala i Mariusza Cieślika o Wojciechu Jaruzelskim („Jaruzelski: życie paradoksalne") przykuwają uwagę liczne passusy poświęcone stosunkowi elit Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej do wielkiego wschodniego sąsiada. Oczywiście wszystko w tym czasie na wschód od Łaby odbywało się w cieniu i pod dyktando Związku Radzieckiego. To KPZR wyznaczała polityczne kierunki, rozstrzygała kwestie społeczne, militarne, ekonomiczne, a władze ZSRR wywierały ciągłą presję na zaprzyjaźnione reżimy.
To są sprawy powszechnie znane, niemniej musi szokować, że nad niemal każdą decyzją, ba, brakiem decyzji zarządców Polski Ludowej wisiało jak fatum pytanie: „co na to radzieccy?". Pytanie, które nie zawsze znajdywało szybką odpowiedź. Rzeczywistość PRL, zapewne tak jak innych zwasalizowanych republik Europy Wschodniej, była z tego powodu jak skrępowany milionem sznurów olbrzym, bez poluzowania których trudno mu się było nawet poruszyć. Sznury zaś dzierżyli lokatorzy Kremla, mityczni „radzieccy".
Moskwa albo milczała, albo wykonywała mniej lub bardziej zrozumiałe gesty. Rzadko, zwłaszcza po Chruszczowie, były to wyrażane wprost groźby. Raczej dowody lekkiego podenerwowania, przyjacielskie rady albo zakamuflowane aluzje. Mistrzem takiej komunikacji był Leonid Breżniew regularnie dzwoniący do partyjnych przyjaciół znad Wisły z połajankami albo pogaduszkami. Przywódcy PRL stawali wtedy przy aparacie telefonicznym na baczność i zamieniali się w słuch. Albo pędzili upodleni na całonocne spotkania w wagonie kolejowym na stacji w Mińsku, podczas których „radzieccy" gruntownie ich przesłuchiwali i domagali się określonych działań.
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
Najlepszą częścią pożegnalnego albumu Megadeth są utwory spokojniejsze i bardziej refleksyjne.
Książkę Pawła Sołtysa czyta się z przyjemnością. Można na raz, można na wyrywki, można wypisywać co piękniejsze...
„Karakum” to okazja, by poprowadzić własną karawanę…
Norwegia miała trolle i się tym chwali. Nic, tylko brać przykład.