Reklama

Brutalne gangi wróciły do Polski. „Wymiar aktów terroru”

Do Polski wróciła brutalna przestępczość jak żywcem wyjęta z lat 90. Z tym że rodzimych gangsterów zastąpili obcokrajowcy ze Wschodu. Eksperci ostrzegają: trzeba nad tym zapanować, zanim gangi się tu zadomowią. I zanim skończy się wojna w Ukrainie, bo wtedy przestępcy zyskać mogą dostęp do ogromnych zasobów broni, tak jak wydarzyło się po wojnie w byłej Jugosławii.

Publikacja: 31.01.2025 09:15

Brutalność przestępców zaskakuje. Ten 32-letni obywatel Gruzji rabował starszym kobietom pieniądze,

Brutalność przestępców zaskakuje. Ten 32-letni obywatel Gruzji rabował starszym kobietom pieniądze, a ofiary dodatkowo zrzucał ze schodów. Stołeczna policja zatrzymała go pod koniec listopada 2024 r.

Foto: Komenda Rejonowa Policji Warszawa I Śródmieście

Warszawa, lipiec ubiegłego roku. Kierowca konwojent fordem focusem wiezie warte 110 tys. euro diamenty należące do belgijskiej firmy jubilerskiej. Cenny towar jest w skórzanej torbie. Na Mokotowskiej, eleganckiej ulicy w centrum, pełnej drogich butików, kierowca na chwilę przystaje, by coś załatwić, a po powrocie widzi, że złapał gumę. Gdy zabiera się do wymiany koła, do samochodu doskakują rośli mężczyźni, zabierają torbę z diamentami, a przy okazji 10 tys. euro gotówki i wagę jubilerską.

Nic tu nie jest przypadkowe – napastnicy najpierw obserwują ofiarę, w dogodnej chwili przebijają szpikulcem oponę, atakują i znikają z łupem.

Monitoring utrwalił ich twarze i przebieg skoku, ale wpadli nie od razu. Dopiero po pewnym czasie wypatrzyli ich wywiadowcy ze stołecznej policji, kiedy z samochodu na parkingu podziemnym w galerii handlowej gangsterzy z Mokotowskiej typowali kolejną ofiarę. Okazało się, że to trzej Gruzini – 24-letni Mukhran M., 28-letni Giorgi G. i 40-letni Demna B. Byli poszukiwani w innych miejscach w kraju, m.in. przez policję w Wałbrzychu za napaść w lipcu ubiegłego roku na właściciela kantoru – stracił 500 tys. zł.

Sposób, jakiego użyli podczas napadu na konwojenta diamentów, może się wydać znajomy zwłaszcza nieco starszym czytelnikom. Metoda na tzw. kolec – przebicie opony szpikulcem czy nożem – lub sprowokowanie stłuczki i zmuszenie kierowcy, by wysiadł z samochodu, potem atak i rabunek to kalka metod polskich przestępców z grup działających trzy dekady temu. Wiele osób padło wtedy ich ofiarą, a media były pełne informacji o kolejnych napadach.

Czytaj więcej

Fentanyl w Polsce. Zabójcza kropla w morzu
Reklama
Reklama

Dlaczego w Polsce atakują głównie gangi gruzińskie? „Mają eldorado”

Dzisiejsi następcy gangsterów „Wołomina” czy „Pruszkowa” też są bezwzględni, rabują w biały dzień na ruchliwych ulicach, w centrach tętniących życiem miast. W kilka chwili, często na oczach sparaliżowanych strachem i skalą przemocy przechodniów, odbierają gotówkę prywatnym osobom, które podjęły z konta większą sumę, utarg właścicielom kantorów, wyrywają z rąk lub zabierają z samochodów cenne przedmioty. Jest jedna istotna różnica. Eksperci, z którymi rozmawiał „Plus Minus”, jasno wskazują, że dzisiaj jest to przestępczość z importu, a zorganizowane grupy przestępcze składają się głównie z Gruzinów. I coraz mocniej się w Polsce rozpychają.

Skąd problem akurat z przedstawicielami tej nacji? Obywatele Gruzji bez wiz mogą wjechać do strefy Schengen w ciągu pół roku na czas do 90 dni – wystarczy im paszport biometryczny. Ułatwienia wykorzystują środowiska zorganizowanej przestępczości. – Wystarczy, że przedostaną się do jednego unijnego państwa, a mają eldorado, ponad 20 krajów do dyspozycji – słyszymy w policji.

– Przestępczość gruzińska jest brutalna, ma wymiar aktów terroru. Modus operandi przypomina sposób działania polskich grup, które operowały w latach 90. ubiegłego wieku. Jeżeli to zjawisko nie zostanie przecięte, możemy w najbliższym czasie mierzyć się z nasileniem przestępczości gruzińskiej na jeszcze większą skalę – ostrzega w rozmowie z „Plusem Minusem” Andrzej Mroczek, ekspert ds. przestępczości zorganizowanej i kryminalnej, terroryzmu i terroru kryminalnego, wicedyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas.

– Mocno wchodzą do Europy, w tym na nasze terytorium, zorganizowane grupy przestępcze zza wschodniej granicy. U nas ulokowały się głównie grupy gruzińskie, rzadziej ukraińskie – potwierdza Marek Dyjasz, były dyrektor Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji. I tłumaczy: – Jesteśmy postrzegani jako kraj w miarę stabilny, z bogacącym się społeczeństwem. To przyciąga, tak jak w latach 90., zorganizowaną przestępczość.

Przypomina, że członkowie zorganizowanych grup z tamtych lat „także robili stłuczki, przebijali opony i napadali, grozili bronią, wysadzali kierowców z luksusowych samochodów, a nawet przypalali papierosami, żelazkami, obcinali palce”.

– Tyle że później nasza rodzima przestępczość poszła w zupełnie innym kierunku; z tej najbardziej brutalnej, bandyckiej wersji do miękkiej – jak chociażby oszustwa VAT czy cyberprzestępczość – zauważa Andrzej Mroczek.

Reklama
Reklama

Są brutalni, zuchwali, mają rozbudowane struktury. „Stare gangusy, zawodowcy”

Warszawa, Poznań, Łódź, Tychy, Kraków, Tarnów, Lublin, miasta na Podkarpaciu – między innymi tam w ostatnich dwóch latach doszło do spektakularnych napadów i rozbojów. Za większością stały gruzińskie szajki – wiedzą, gdzie są duże pieniądze i jak się do nich dobrać. Zysk na jednym skoku kolosalny – setki tysięcy złotych, a nawet więcej.

Od kiedy policja, poczynając od wielkiej obławy w 2000 r. na gang pruszkowski, zaczęła rozbijać osławione grupy, odwykliśmy od gangsterki na ulicach. Tym większe zaskoczenie nową jej falą.

Jak zuchwałe są to napady, pokazuje skok na salon jubilerski w galerii handlowej Westfield Mokotów w Warszawie z 30 grudnia ubiegłego roku. Ok. godz. 11 trzech zamaskowanych mężczyzn weszło do sklepu z biżuterią. Ochroniarza potraktowali gazem, obsługę sterroryzowali bronią (lub jej atrapą), po czym łomem roztrzaskali gabloty. Uciekli na... hulajnogach elektrycznych.

– Ukradli osiem sztuk zegarków marki Hublot oraz pięć sztuk zegarków marki Rolex o łącznej wartości 2 175 920 zł. To mienie skradzione i nieodzyskane – mówi prok. Piotr Antoni Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie (jedną torbę z łupem napastnicy zgubili podczas ucieczki). Choć zarejestrowały ich kamery, do tej pory nie zostali zidentyfikowani – mieli na twarzach kominiarki. – Sprawcy napadu mówili z obcym akcentem – zauważa jednak prok. Skiba.

– Przestępczość gruzińska na przestrzeni ostatnich lat ewoluuje. Obecne zorganizowane grupy działają w sposób korporacyjny, czyli w poszczególnych państwach europejskich posiadają swoje „komórki” – struktury, i atakują wymiennie. Jedna grupa przyjeżdża do kraju w Europie, dokonuje napadów czy rozbojów, potem jest ucieczka, przekazanie zrabowanych rzeczy wspólnikom, ukrycie się i faza wyciszenia. Kiedy grupa po napadzie znika z oczu, wysyłana jest kolejna, która dokonuje przestępstw – opowiada Andrzej Mroczek, wicedyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas.

To tłumaczy, dlaczego członkowie gruzińskich grup, nawet jeśli wpadną, z reguły nie mają już przy sobie zrabowanych przedmiotów czy gotówki. Dotąd nie ma śladu choćby po diamentach z Mokotowskiej. – Działa mechanizm korporacyjny, łup przejmuje wspólnik, który nie uczestniczy w napadzie. Struktura gruzińskich grup jest na tyle rozbudowana, że z upłynnieniem zrabowanych rzeczy nie mają problemu, także dlatego, że w ramach „korporacji” współpracują grupy paserskie złożone z osób różnych narodowości – tłumaczy Andrzej Mroczek. – Gruzini bardzo dobrze wkomponowali się w multiprzestępczość zorganizowaną, międzynarodową, wchodzą w alianse z innymi nacjami – podkreśla ekspert.

Reklama
Reklama

Ofiarą napaści padają często właściciele lub pracownicy kantorów wymiany walut. W tym specjalizował się m.in. czteroosobowy gruziński gang rozbity jesienią ubiegłego roku przez poznańskich policjantów. W kilku skokach obłowił się na ponad 2,5 mln zł. – W grudniu 2023 r. w centrum Poznania zamaskowani sprawcy zaatakowali konwojenta w chwili, kiedy pieniądze z kantoru niósł do samochodu. Wyskoczyli z ukrycia, ranili go nożem, doszło do strzelaniny, bo konwojent użył broni – opowiada Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.

Ta sama grupa zaatakowała w marcu ubiegłego roku pracownicę innego kantoru – kradnąc jej ok. 100 tys. dolarów. Z samochodu gangsterzy wyskoczyli w kominiarkach, kobietę uderzyli, przewrócili i wyrwali z rąk torbę z pieniędzmi. Zajęło im to kilka sekund.

Jak się okazało, ci sami sprawcy stali za podobnymi skokami w Warszawie i w Łodzi, gdzie np. napad w 2018 r. dał im 1,5 mln zł zysku. – W tej grupie działały stare gangusy, mocno po pięćdziesiątce, zawodowi przestępcy, którzy z tego żyją – opowiada nam jeden z poznańskich policjantów.

– To byli ludzie, którzy przyjeżdżali do nas na rabunek i zaraz potem znikali – przyznaje Andrzej Borowiak. – Na co dzień żyją w Czechach, Niemczech, Słowacji, Austrii i stamtąd robią kilkudniowe wypady do Polski, dokonują włamań, napadów, kradzieży i wyjeżdżają. Przynajmniej tacy byli sprawcy z gruzińskich grup, z którymi dotychczas mieliśmy do czynienia – zaznacza.

Wskazuje na dwie kategorie przestępców ze Wschodu, jacy pojawili się w Wielkopolsce – jedni zajmują się oszustwami, a drudzy napadami i włamaniami do mieszkań. Są bezwzględni. – Grupy gruzińskie mają związki z rosyjskimi, które należą do najbardziej okrutnych – mówi mówi Andrzej Mroczek. – Jeżeli spojrzymy na profil osobowościowy i modus operandi członków grup gruzińskich, to widać, że charakteryzują się one bezwzględną brutalnością, nie liczą się z konsekwencjami swoich działań. Jeśli przestępcy czują się silni, to są zuchwali. Dlatego gruzińskie gangi dokonują napadów czy rozbojów w biały dzień, w centrum miast, w razie oporu używają przemocy, broni palnej czy noża, który zawsze mają w kieszeni. Nie zważają na to, czy zabiją ofiarę, czy też sami wpadną – podkreśla.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Marcin Samsel: Zagrożenia? Ćwiczmy jak Japończycy

Jakie są metody gangsterów? Sprowokowali stłuczkę, potem użyli kilofa

Gruzini potrafią godzinami siedzieć w samochodach, obserwować potencjalne ofiary, by zbadać ich rozkład dnia – opowiadają nam policjanci. – Obserwują kantory wymiany walut, zwyczaje personelu, organizację pracy konwojentów. I na podstawie tych obserwacji planują napad – przyznaje Andrzej Borowiak.

Głośnym echem odbił się zuchwały rozbój i kradzież gotówki w biały dzień w kwietniu 2024 r. na ul. Koszykowej 49a w Warszawie. Napastnicy podbiegli od tyłu do mężczyzny, który wyszedł z kamienicy, powalili go uderzeniem w głowę i wyrwali torbę z pieniędzmi – było w niej aż 1 mln 727 tys. zł. Jak się okazało, był to jeden z wielu napadów dokonanych przez gang złożony z trzech Gruzinów i Ukraińca. Wszyscy już siedzą.

– Podejrzani nie przekraczali granicy państwa w sposób legalny. Według dostępnych informacji nie powinni przebywać na terytorium Polski – mówi prok. Piotr Antoni Skiba. Dodaje, że Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów prowadząca w tej sprawie śledztwo dołączyła do niego kilka innych postępowań z kraju dotyczących przestępstw, za którymi, jak się przypuszcza, stała ta sama grupa.

Śledczy zlecili przygotowanie opinii, które mogą ich naprowadzić na tropy kolejnych przestępstw członków szajki. Odciski palców, ślady DNA czy zapachowe, budowa ciała zarejestrowana na zdjęciach lub w zapisie wideo – to wszystko pomaga identyfikować przestępców. Zwłaszcza że członkowie gruzińskich gangów nie zawsze zasłaniają twarze, tak jak nie zrobili tego złodzieje diamentów nagrani przez uliczne kamery.

Reklama
Reklama

162 tys. zł i 7 tys. dolarów w czerwcu 2024 r. zrabowali gangsterzy na parkingu pod kantorem przy ul. Puławskiej 427 w Warszawie – napadli na dwóch konwojentów przewożących pieniądze właściciela kantoru. Jednego uderzyli w twarz i dusili. Tu mieli pecha, bo w pobliżu byli policjanci, którzy ruszyli za nimi w pościg. Łup – i to wyjątek – odzyskano.

Jak ustalili policjanci i prokuratorzy, gang odpowiedzialny za napady na ul. Koszykowej i Puławskiej w Warszawie działał nie tylko w stolicy – miesiąc wcześniej w Żarach (Lubuskie) napadł na właściciela kantoru i ukradł mu 657 tys. zł. Autem na austriackich numerach gangsterzy sprowokowali stłuczkę. Sceny, jakie rozegrały się chwilę później, też przypomniały realia lat 90. – Używając kilofów, wybili szybę, przełamali zabezpieczenie tzw. bezpiecznych toreb, w których umieszczone były pieniądze – relacjonuje prok. Skiba.

W śledztwie ustalono, że ta sama grupa dwa lata wcześniej, w lutym 2022 r., w Staszowie (powiat piotrkowski) wiertłem skruszyła trzy szyby w samochodzie i ukradła 150 srebrnych monet „Kanadyjski Liść Klonu”, 75 „Australijski Kangur” i 25 monet „Wiedeński Filharmonik” – wartych wtedy 31 tys. zł. Ten akurat napad zdaniem śledczych nie był typowy – gangsterzy go nie przygotowywali, lecz wykorzystali okazję, jaka im się nadarzyła.

Przestępcy, którzy w marcu 2023 r. napadli w Tychach na właściciela kantoru, skorzystali natomiast z metody na stłuczkę. Lekkim uderzeniem w auto zmusili kierowcę, by zatrzymał swój samochód, i zabrali mu 200 tys. zł. Miesiąc później policja zatrzymała pięciu Gruzinów (w wieku od 27 do 55 lat), którzy dokonali tego napadu. W tej sprawie – jak podała policja – tożsamość dwóch podejrzanych pomógł ustalić przedstawiciel MSW Gruzji płk George Gamsachurdia, attaché ds. policyjnych.

Napady na domy pod Łańcutem i w Sanoku. Torturowali biznesmena, żeby podał kod do sejfu

Co gorsza, znów zdarzają się napady na prywatne domy zamożnych osób. Tak było na Podkarpaciu – w grudniu ubiegłego roku pod Łańcutem, a pół roku wcześniej w Sanoku.

Reklama
Reklama

17 grudnia do przedsiębiorcy spod Łańcuta pięciu zamaskowanych napastników wdarło się w nocy, wybijając szybę. Mieli czarne kominiarki i rękawiczki, młotek i noże wzięli z kuchni właściciela domu. Związali mu ręce i nogi, bili pięściami po głowie i polewali wrzątkiem, żeby podał im kod do sejfu, przykładali nóż do szyi. A na piętrze związali nastoletniego chłopca. Oszołomiony biznesmen początkowo nie był w stanie przypomnieć sobie kodu do sejfu, ale w końcu trafił we właściwe cyfry.

– Sprawcy zabrali z sejfu 100 tys. zł, zegarek oraz złotą bransoletkę. Łącznie straty wyniosły 220 tys. zł – podaje prok. Krzysztof Ciechanowski z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.

W nocy z 26 na 27 sierpnia ubiegłego roku w Sanoku do domu zamożnej rodziny w podobny sposób wdarło się czterech sprawców. Dzieci skrępowali i zamknęli w łazience, ich rodziców torturowali, polewając wrzątkiem i bijąc – małżonkowie oddali wszystko, co było w domu cenne. Policję zaalarmował sąsiad, który ok. 5 rano usłyszał krzyki.

– Przyjąłbym tezę, że mamy do czynienia z jedną grupą przestępczą – sugeruje Marek Dyjasz.

– Mechanizm działania sprawców rzeczywiście był podobny. Jednak nie ma na razie przesłanek wskazujących na to, że stały za tym te same osoby – mówi prok. Marta Kolendowska-Matejczuk, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krośnie.

A Piotr Wojtunik, rzecznik podkarpackiej policji, zapewnia: – Rozwiązanie tych spraw to nasz priorytet. Pracuje nad tym powołana przez komendanta wojewódzkiego grupa śledcza, złożona z funkcjonariuszy pionów kryminalnych w KWP i komend z terenu, gdzie doszło do napadów.

Dlaczego przykłady obu napadów przytaczamy w tym tekście? Według nieoficjalnych informacji, w obu brali udział mężczyźni mówiący ze wschodnim akcentem.

Powołanie specjalnej grupy w policji wskazuje, że śledczy widzą zagrożenie i rangę problemu. – Zawsze zdarzały się napady na „kantorowców”, ale brutalne rozboje w biały dzień, rabunek pieniędzy czy siłowe najścia w środku nocy do domów, krępowanie domowników, przypalanie, bicie – tego już bardzo dawno nie było. Nie można tego lekceważyć – przestrzega Marek Dyjasz. – Przestępczość tak funkcjonuje, że jeżeli służby lekko „przysną”, natychmiast zostanie to wykorzystane – dodaje. I uważa, że „jeżeli w miarę szybko nie rozpozna się tego środowiska i nie zacznie zwalczać, to gruzińskie grupy mogą się tak mocno osadzić w naszych realiach, że później będzie trudno je rozbijać”.

Czytaj więcej

Kto kradnie nam samochody? I dlaczego?

Dlaczego tak trudno walczyć z gangami? Ekspert: policja powinna zmienić tryb inwigilacji

Statystyki przestępczości mogą być mylące. Weźmy choć liczbę przestępstw kryminalnych, których w ubiegłym roku odnotowano 439 tys. To o 44 tys. mniej niż rok wcześniej, co jednak jest m.in. efektem podniesienia do 800 zł progu pomiędzy wykroczeniem a przestępstwem, więc część czynów kryminalnych wypadła ze statystyki przestępstw.

Rozbojów było 4,6 tys., w tym 332 z użyciem noża czy broni, o 429 mniej niż w 2023 r. Problemem jest jednak przybierająca na sile brutalność dokonujących ich przestępców i to, że coraz łatwiej stać się ich ofiarą. Niedawno w Warszawie wpadło czterech Gruzinów, którzy atakowali przypadkowe osoby w celach rabunkowych. Z kolei ich rodak, 32-latek, uzbrojony w nóż, okradał w centrum stolicy starsze kobiety z gotówki, którą wzięły z banku, i zrzucał ofiary ze schodów.

Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że liczba Gruzinów podejrzanych o rozboje i kradzieże rozbójnicze wzrosła trzykrotnie – z 31 w 2023 r. do 90 w roku ubiegłym (w okresie od stycznia do października, bo to najświeższe dane policji). A np. Ukraińców wśród sprawców takich czynów było 85, przy nieporównanie większej liczbie osób tej narodowości w Polsce.

– Brutalne rozboje i napady czy siłowe wtargnięcia do prywatnych domów, choć nie jest to masowa skala, pokazują, że trzeba już wkraczać w płaszczyzny rozpoznania grup, które tego dokonują. Żebyśmy później nie stali dziesięć kroków w tyle za przestępcami, ale deptali im po piętach – uważa Marek Dyjasz.

Do końca października 2024 r. jakiekolwiek przestępstwo popełniło w Polsce łącznie 13 556 cudzoziemców. Najwięcej obywateli Ukrainy – 7965, Gruzji – 1540, i Białorusi – 961. Liczba Gruzinów podejrzanych o przestępstwa spadła o 814, co może być efektem częstszych deportacji. Straż Graniczna w minionym roku (do 1 grudnia) wydaliła z Polski 7856 cudzoziemców – to o 1100 więcej niż rok wcześniej. Najwięcej deportowanych było właśnie obywateli Gruzji – łącznie 2547.

Jak walczyć z gruzińskimi gangami? – Ich rozpracowanie jest bardzo trudne. Wydaje się, że mamy do czynienia z kilkoma odrębnymi grupami. Tymczasem one działają w sposób korporacyjny, wzajemnej wymiany i uzupełniania się na różnych etapach działalności przestępczej – tłumaczy Andrzej Mroczek.

I wskazuje, że „najpierw musi być dobre rozpoznanie, a więc dobra praca operacyjno-rozpoznawcza, bo trudno rozpracowywać coś, o czym nie wiemy.” – Z tym jest problem, bo w ciągu ostatnich kilkunastu lat praca policji w tym zakresie diametralnie się zmieniła – zaznacza.

Według niego policjanci opierają obecnie swoje działania operacyjno-rozpoznawcze na wykorzystywaniu informacji ze środków technicznych – kamer, lokalizatorów, podsłuchów, a zarzucono klasyczną pracę operacyjną z „osobowymi źródłami informacji”. Tymczasem gruzińskie grupy może i korzystają z nowych technologii, np. wymieniają informacje przez komunikatory internetowe, ale napadają w sposób klasyczny.

– Polska policja czuje się trochę zagubiona, jeśli ma do czynienia z „klasyką”. Porusza się jak we mgle, nie potrafi przestawić trybów na zupełnie inną formę ich inwigilacji – mówi Mroczek.

Wielu gangsterów jest więc nieuchwytnych. Wciąż poszukuje się np. sprawców brutalnego rozboju z października zeszłego roku na parkingu centrum handlowego w Sosnowcu. Ok. godz. 10 czterech mężczyzn zaatakowało tam Węgra i Słowaka – zabrali im kilkadziesiąt tysięcy euro i odjechali białym mercedesem. Policja opublikowała zdjęcie i numery rejestracyjne samochodu, licząc na pomoc w ustaleniu sprawców.

Do dziś nie wiadomo też, kto w październiku ubiegłego roku przy ul. Wilczej w Warszawie ukradł 250 tys. euro (ponad 1 mln zł). Zamaskowani napastnicy w dzień podbiegli do samochodu, wybili w nim szybę i zniknęli z torbą pełną gotówki. Mimo obławy jakby się rozpłynęli. – Sprawa pozostaje w toku, nie ustalono sprawców i nie odzyskano pieniędzy – mówi prok. Skiba.

Andrzej Mroczek zauważa: – Policjanci obserwują, że Gruzini tworzą swojego rodzaju diaspory przestępcze, ciężko jest więc do nich przeniknąć i pozyskiwać informacje ze środka. Mimo że niespecjalnie kryją się z tym, gdzie mają mieszkania i bazy wypadowe. Tak jest na przykład w Warszawie na Pradze-Północ.

Ekspert ocenia, że jeżeli to zjawisko nie zostanie przecięte, to możemy w najbliższym czasie mierzyć się z nasileniem przestępczości gruzińskiej. – Zwłaszcza że gdy skończy się wojna w Ukrainie, do Polski zapewne napłyną powojenne „zasoby przestępcze”, a także broń palna, materiały wybuchowe, granaty. Część tej broni zostanie w Polsce, część będzie tranzytem przewożona do Niemiec, Francji czy Belgii i tam sprzedawana organizacjom terrorystycznym – przewiduje.

Przypomina, że z takim zjawiskiem mierzyliśmy się po zakończeniu wojny na Bałkanach. – Tamta wojna była od nas daleko, a po jej zakończeniu polski rynek został zalany bronią z byłej Jugosławii. A tu mamy wojnę przez miedzę – zaznacza.

Jeżeli przestępczość gruzińska się rozleje, będziemy mieli ogromny problem

Pewien były wysokiej rangi oficer policji przekonuje, że „walka ze zorganizowaną przestępczością – gruzińską, ukraińską – została odpuszczona”. – Policjanci widzą, co robi sejmowa komisja ds. Pegasusa, i boją się stosować zwykłą kontrolę operacyjną – twierdzi. Jak mówi, w planach było utworzenie specjalnej podstruktury w Centralnym Biurze Śledczym Policji (CBŚP) zajmującej się zwalczaniem gruzińskich gangsterów, powstał także zespół zadaniowy w Europolu, „bo oni w całej Europie zaczynają się bardzo rozrastać”. – Wszystko utknęło – ocenia nasz rozmówca.

– Grupy gruzińskie są zwalczane tak, jak wszystkie inne zorganizowane grupy przestępcze. Trudno tworzyć specjalne komórki do sprawców takiej czy innej narodowości – odpowiada jednak na te zarzuty Krzysztof Wrześniowski, rzecznik CBŚP.

Marek Dyjasz ma nadzieję, że „rozpoznanie przez policję diaspory gruzińskiej będzie prowadzone”. – Bo jeżeli ta przestępczość się rozleje, będziemy mieli z tym ogromny problem – ocenia.

– Zjawisko jest bardzo niebezpieczne, policja powinna podjąć działania, by poziom aktywności takich grup zniwelować przynajmniej do takiego stopnia, by nie wpływały one na poczucie bezpieczeństwa polskich obywateli – zaznacza Mroczek.

„Pruszków”, „Wołomin”, „obcinacze palców”...

Zorganizowana przestępczość rozpleniła się, gdy upadała komuna i rodziło się nowe państwo. – To był Dziki Zachód – nieraz słyszałam od policjantów, którzy wtedy byli w służbie.

Gangsterzy przy otwartej kurtynie załatwiali porachunki – na ulicach wybuchały bomby, dochodziło do strzelanin i zabójstw. Kraj w latach 90. był podzielony na strefy wpływów pomiędzy potężny gang pruszkowski, który przez dekadę uchodził za najpotężniejszą przestępczą organizację, oraz postrzegany jako mniejszy, choć równie groźny, gang wołomiński, z „ośrodkiem kierowania” w Ząbkach pod Warszawą, gdzie mieszkał jego szef. Mniejsze grupy, żeby żyć z przestępstw, musiały się im opłacać.

„Pruszków” miał kilkuosobowy „zarząd” (był w nim m.in. „Słowik”, „Wańka”, „Malizna” – a później – także Andrzej K. ps. „Pershing”, który stał się liderem). Grupa miała swoich kapitanów (jednym z nich był późniejszy słynny świadek koronny Jarosław S., „Masa”), i żołnierzy. Przemycała spirytus z Niemiec, napadała na tiry z towarami, ściągała haracze. Opornych bito i zastraszano – w głośnym proteście nękani przez gangsterów restauratorzy na warszawskiej Starówce w szczycie sezonu zamknęli lokale.

Był to czas, gdy na potęgę kradziono samochody – robiła to m.in grupa, w której działał Igor Ł., ps. „Patyk” (także późniejszy świadek koronny). Metody: na stłuczkę, na kolec; złodzieje lubili też zajeżdżać drogę i po prostu wyciągać kierowców z samochodów – lexusa stracił m.in. Jerzy Dziewulski, antyterrorysta, wtedy poseł SLD.

Grupa wołomińska – z szefem Henrykiem N. ps. „Dziad” i jego bratem ps. „Wariat” – również żyła z kradzieży aut, przemytu spirytusu, haraczy i narkotyków, tyle że opanowała inne tereny. Był i gang „Rympałka”, który w 1995 r. zrobił „skok stulecia”, kradnąc konwojentom na warszawskim Ursynowie 1,2 mln zł, gang mokotowski, który porywał dla okupu i przemycał kokainę z Kolumbii, i jego odłam – „obcinacze palców”. Jego członkowie, by wymusić okup, przysyłali bliskim palce porwanych. W Szczecinie działał gang „Oczki”, w Trójmieście Nikodem S. „Nikoś”, na Dolnym Śląsku – „Carrington”.

Czytaj więcej

Gwałty z aplikacji

Gangsterzy ostentacyjnie paradowali z bronią i afiszowali się bogactwem. „Słowik” ślub brał w Las Vegas, a jego zdjęcia w wannie z kieliszkiem szampana pokazywały tabloidy.

Przestępcze kariery urywały się znienacka. Dwóch bossów „Wołomina” zastrzelono w warszawskim klubie. W 1999 r. w Zakopanem, gdzie pojechał na narty, zginął „Pershing”, w klubie w Gdyni – „Nikoś”. Seria z kałasznikowa zakończyła życie Wojciecha K. ps. „Kiełbasa”, gdy szedł do sklepu po pieczywo. „Dziad” zmarł w 2007 r. śmiercią naturalną, ale był już wtedy w więzieniu.

Potęga „Pruszkowa” zaczęła się kruszyć w 2000 r., gdy w ręce policji wpadł Jarosław S. i poszedł na współpracę. Obławą na członków gangów kierował gen. Adam Rapacki, twórca Centralnego Biura Śledczego, późniejszy wiceszef resortu spraw wewnętrznych – sukcesywnie wyłapano wszystkich.

Z czasem obywatele odwykli od informacji o bombach wybuchających w klubach, zamachach na ulicach czy torturowaniu ofiar. Aż do teraz, gdy brutalna zorganizowana przestępczość powróciła pod postacią zagranicznych gangów operujących w Polsce.

Plus Minus
„Posłuchaj Plus Minus”: Nie będzie łatwego zakończenia wojny Rosji i Ukrainy
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Plus Minus
„Cisza i zgiełk obrazów”: Wyłonione ze zgiełku
Plus Minus
„Aces of Thunder”: Lataj ostrożnie!
Plus Minus
„O krok za daleko”: Dobry, prosty kryminał
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama