Z ziemi trudno było zobaczyć, co się właśnie stało. Na betonowym dachu Centrum Kontroli Startu Alison Smith robiła zdjęcia kodakiem. Pstryknęła trzy klatki, jedną po drugiej. Na pierwszej widać było wahadłowiec wznoszący się powoli ze stanowiska startowego, połączony z wielkim pióropuszem pary i dymu. Na drugiej Challenger leciał już daleko, nad oceanem, ciągnąc za sobą smugę spalin. Trzeci raz nacisnęła spust migawki, kiedy zobaczyła, jak jedna ze smug nagle rozbłyska kolorem, rozkwita szeroko i rozdziela się na dwie części. Alison z zachwytem odwróciła się do brata.