Nazwa „Gibraltar” sprawia, że Hiszpanom rzednie mina i dostają gęsiej skórki. Trudno ich czymś bardziej rozdrażnić. Jeśli chcesz Hiszpanowi emocjonalnie dokopać, to zejdź czym prędzej na temat Gibraltaru. Sukces murowany. Chcieliby zapomnieć o „problemie”, ale zarazem nie mogą się powstrzymać od odgrzewania go co jakiś czas na nowo. Szczególnie w letnim sezonie ogórkowym, kiedy media z braku laku muszą się czymś zająć. A hasło „Oddajcie nam Gibraltar” pasuje jak ulał i przeciętny wylegujący się na plaży Hiszpan podpisze się pod nim obiema rękami. Oczywiście najlepiej by było, żeby Gibraltar oddał się sam, w drodze aklamacji, przez jednomyślny wybór jego mieszkańców.