Reklama

„HAJP HAJS HEJT”: Trochę zaczepek, trochę blichtru

Nowy album Tedego to doskonały przykład, jak powinny dojrzewać legendy gatunku.
„HAJP HAJS HEJT”: Trochę zaczepek, trochę blichtru

Foto: mat.pras.

Wśród atutów Tedego znajdziemy charyzmę i pewność siebie. Graniecki jako tekściarz jest buńczuczny i pełen werwy. Nie stroni od uszczypliwości i ironii. Podważając autorytety takich postaci jak Magik z Paktofoniki czy Guru z Gang Starr, wystawił się na atak, ale się go nie doczekał. W „U-Targ Clanie” wytyka branżową hipokryzję wobec komercjalizacji rapu, a w „Świecie23” opowiada o dwulicowych „kolegach” po fachu.

Założyciel Wielkiego Joł bynajmniej nie pręży muskułów przez cały album. „Forever Young” to wypadkowa beztroski i przemyśleń dojrzałego mężczyzny. W „Elovelo” dzieli się pasją do jazdy na rowerze. Z kolei w dystopijnym „Skynecie” TDF rozwodzi się nad zagrożeniami cyfryzacji. Na „HAJP HAJS HEJT” gospodarz spełnia się jako raper i producent. Nie są to produkcje na poziomie Sir Micha, z którym przez lata współpracował, ale zdają się skrojone na miarę wersów, a Tede swobodnie przemieszcza się między stylistykami. Boombapowe „Rarara” kusi jazzowymi trąbkami, „Pianista” przypomina początki trapu nad Wisłą, a bounce’owa „Miniameryka” pozwala na odrobinę blichtru.

4 zł tygodniowo przez rok !

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.

Kliknij i poznaj szczegóły oferty

Reklama
Plus Minus
Polska nie była imperium. I dobrze. Kacper Kita o micie imperium i nowej geopolityce
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Plus Minus
„Niebo. Rok w piekle”: Przejmująca cisza
Plus Minus
„Canes of Karabakh”: Złapać oddech
Plus Minus
„Ride 6”: Szalone i profesjonalne wyścigi
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama