Reklama
Rozwiń
Reklama

Chrabota: Sędziowie, wybrańcy bogów

W czasach, kiedy studiowałem prawo (lata 80.), słowo „sędzia" brzmiało na tyle obco i groźnie, że niewielu moich rówieśników planowało karierę w tym właśnie zawodzie.
Bogusław Chrabota

Bogusław Chrabota

Foto: Fotorzepa

Były to jednak czasy PRL. Sędziowie straszyli z ekranów telewizorów, wydawali oburzające wyroki, przymykali oczy na zbrodnie. Podziemna literatura pełna była wspomnień o stalinowskich zbrodniach sądowych. Nie mieliśmy wątpliwości, że zawód sędziego, niezależnie od formalnych wymogów i gwarancji, był elementarną częścią aparatu opresji. Pakować się w takie towarzystwo? Było to mało wyobrażalne.

Równie jednak ważny wydawał się, przynajmniej części z nas, studentów, moralny protest wobec upodlenia tego zawodu. Istniało zatem pewne idealne wyobrażenie o roli sędziego. Uczono nas o standardach z innych porządków prawnych. Literatura, film, a nawet gazety dostarczały pozytywnych wzorców. Mieliśmy więc pewność, że to, w czym żyjemy, to nic innego jak patologia, z której trzeba możliwie najszybciej się otrząsnąć.

4 zł tygodniowo przez rok!

Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!

Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.

Kliknij i poznaj szczegóły.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama