Reklama

Antonio Munoz Molina, „Zima w Lizbonie” – recenzja

San Sebastian, Lizbona, Madryt. Trzy miasta, w których jazzowy pianista Santiago Biralbo obsesyjnie poszukuje Lukrecji.
Antonio Munoz Molina, „Zima w Lizbonie”, przeł. Wojciech Charchalis, Rebis, Poznań 2016

Antonio Munoz Molina, „Zima w Lizbonie”, przeł. Wojciech Charchalis, Rebis, Poznań 2016

Foto: Rzeczpospolita

Kobieta poznana podczas jednego z występów w zadymionym jazzowym lokalu okazuje się przekleństwem pianisty, a z czasem jedynym celem życia. Także sensem improwizowanej muzyki, a tej Biralbo jest wirtuozem. Narratorem powieści Antonia Munoza Moliny jest tajemniczy przyjaciel pianisty, który wysłuchuje jego zwierzeń i podąża za artystą w kolejnych odsłonach jego życia.

Kiedy Biralbo leży w płaszczu na łóżku w obskurnym pokoju hotelowym, pali i sączy burbona, zawsze jest przy nim ten, kto zrozumie i wzniesie wspólny toast. Kto pójdzie do Lady Bird i posłucha, jak Biralbo, członek zespołu amerykańskiego trębacza Johnny'ego Swanna, wykonuje skomponowane przez siebie kawałki: „Lizbona", „Birma"... Kto pozna tysięczną historię o ucieczce Lukrecji z San Sebastian do Berlina, o listach pisanych przez kochanków, o przestępcy Malcolmie, który będzie dybał na życie Biralba. Wątek sensacyjny w powieści, związany z kradzieżą i przemytem dzieł sztuki, nie jest dominujący, sprawia, iż lektura trzyma nas w napięciu, ale wiemy, że nie o to tu tak naprawdę chodzi.

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama