Reklama

Przekuć podniety w sztukę

"Czytelniczko, Czytelniku – niech ta lektura przyniesie Ci wiele zachwytów, zdumień, inspiracji" – zachęca Marta Motyl, autorka „Sztuki podglądania". Zostało tylko zdumienie.
Przekuć podniety w sztukę

Foto: materiały prasowe

„Do sztuki podglądania trafiły dzieła, inaczej: przedstawienia, malarskie i graficzne, które podkarmią oko, a być może nawet je podtuczą. Umożliwiają one podejrzenie sekspragnień i sekspotrzeb wraz ze sposobami ich zaspokajania" – wyjaśnia autorka. Gorliwość przywoływania technik malarskich, opisów obrazów, w której kolokwialność języka pomieszana jest z barokowością określeń – tworzy mieszankę humorystyczną. A do tego mrowie cytatów.

Autorka roztacza wizję Rembrandta „zarobionego po łokcie": „na wędkę portretów jego autorstwa złapały się grube ryby". Dowiadujemy się, że „Gustave'a Courbeta pożądanie nosiło, i to jeszcze jak", zaś „Gauguin, przybijając do brzegów wyspy, spodziewał się wyłącznie cudów-wianków" a następnie „wziął dziecięcą niewinność i zdeprawował ją własnym sumptem, zesztukował z lubieżnością". Autorka komentuje: „takie persony nierzadko przechodzą przez ucho igielne, żeby wejść do historii sztuki". Dla odmiany Toulouse-Lautrec „nie zamierzał pacykować obrazów toczka w toczkę według reguł, które opanował", choć „swoją drogą miał bzika na punkcie damskich fatałaszków". „Honore Fragonard nikogo nie małpował bezkrytycznie i bezrozumnie, a czerpał, pracując na rachunek własnego stylu". Inny problem miał Klimt: „Tak czy inaczej ślinił się na widok kobiet. Co miał czynić, jeśli nie przekuć tego w sztukę?".

4 zł tygodniowo przez rok!

Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!

Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.

Kliknij i poznaj szczegóły.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama