Jeśli wierzyć „Spieglowi”, niektóre zagraniczne wizyty Merkel mają na celu wyłącznie budowanie wizerunku. Ludzie zapamiętują nie przemówienia, ale obrazy. Dlatego coraz ważniejsza jest praca nad doborem strojów, dopasowaniem koloru żakietu do odcieni spodni, ćwiczeniem kroków, gestów, uśmiechów.
Oczywiście Merkel nie jest jedyna. Współczesny polityk, jeśli chce odnieść sukces, jeśli chce zachować popularność i odnosić zwycięstwa wyborcze, musi zostać aktorem, trochę specjalistą od public relations, trochę kuglarzem. Musi zabiegać o budzenie pozytywnych emocji i dobrych skojarzeń. Jednocześnie jak ognia powinien unikać decyzji kontrowersyjnych, które pociągają za sobą konflikt i starcie. A jeśli już musi takie podejmować – np. ogłosić obcięcie wydatków socjalnych – to przerzucając odpowiedzialność na swego współpracownika. Ci, którzy tego nie rozumieją, przegrywają.