Reklama

Dominik Zdort: Jestem z „Frondy”

Lektura opublikowanego w poprzednim numerze „Plusa Minusa" była dla mnie jak podróż sentymentalna
Dominik Zdort

Dominik Zdort

Foto: Fotorzepa/Ryszard Waniek

Nie tylko nie ukrywam, ale wręcz zawsze chwalę się, że byłem w tej niewielkiej grupie, która pod przywództwem Grzegorza Górnego, Witolda Paska i Rafała Smoczyńskiego, w 1994 roku, wymyślała „Frondę". Jestem dumny, że w pierwszym numerze pisma byłem autorem tekstu zatytułowanego „Barbaryzm labudyzm".

Opisywałem w nim, na przykładzie Barbary Labudy, prominentnej wówczas posłanki Unii Wolności, sposób uprawiania polityki przez ludzi, którzy „nie mają w żadnej sprawie wątpliwości – stali się wszystkowiedzącymi i nieomylnymi niby bogowie i boginie". Nie znałem wtedy Labudy, a kiedy w mojej obecności komplementował ją jeden z ważnych polityków ZChN, uznałem, że doznał umysłowego zaćmienia. U mnie ideologia, jaką „wyznawała", i sposób, w jaki wypowiadała swoje opinie, wywoływały obrzydzenie.

Ciąg dalszy tej historii to początek roku 1996. Mniej więcej półtora roku po wydaniu pierwszej „Frondy" jako reporter polityczny przez krótki czas zajmowałem się działalnością Aleksandra Kwaśniewskiego, wybranego wtedy na prezydenta. A w jego kancelarii ministrem była Barbara Labuda. Nie przywiązywałem do tego wagi, szczerze mówiąc, byłem przekonany, że ważna pani minister nie zna mojego tekstu, w którym posłużyłem się w tak złośliwy sposób jej nazwiskiem, podejrzewałem, że nie wie ani o istnieniu Zdorta, ani o istnieniu „Frondy", która była jednak pismem mocno niszowym.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama