4 zł tygodniowo przez rok!
Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!
Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.
Kliknij i poznaj szczegóły.
Dominik Zdort
Nie tylko nie ukrywam, ale wręcz zawsze chwalę się, że byłem w tej niewielkiej grupie, która pod przywództwem Grzegorza Górnego, Witolda Paska i Rafała Smoczyńskiego, w 1994 roku, wymyślała „Frondę". Jestem dumny, że w pierwszym numerze pisma byłem autorem tekstu zatytułowanego „Barbaryzm labudyzm".
Opisywałem w nim, na przykładzie Barbary Labudy, prominentnej wówczas posłanki Unii Wolności, sposób uprawiania polityki przez ludzi, którzy „nie mają w żadnej sprawie wątpliwości – stali się wszystkowiedzącymi i nieomylnymi niby bogowie i boginie". Nie znałem wtedy Labudy, a kiedy w mojej obecności komplementował ją jeden z ważnych polityków ZChN, uznałem, że doznał umysłowego zaćmienia. U mnie ideologia, jaką „wyznawała", i sposób, w jaki wypowiadała swoje opinie, wywoływały obrzydzenie.
Ciąg dalszy tej historii to początek roku 1996. Mniej więcej półtora roku po wydaniu pierwszej „Frondy" jako reporter polityczny przez krótki czas zajmowałem się działalnością Aleksandra Kwaśniewskiego, wybranego wtedy na prezydenta. A w jego kancelarii ministrem była Barbara Labuda. Nie przywiązywałem do tego wagi, szczerze mówiąc, byłem przekonany, że ważna pani minister nie zna mojego tekstu, w którym posłużyłem się w tak złośliwy sposób jej nazwiskiem, podejrzewałem, że nie wie ani o istnieniu Zdorta, ani o istnieniu „Frondy", która była jednak pismem mocno niszowym.
Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!
Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.
Kliknij i poznaj szczegóły.