Reklama
Rozwiń
Reklama

Transsyberyjska im. Stalina

Formuła Stendhala: „Powieść jest jak zwierciadło wędrujące po gościńcu", towarzyszyła XIX-wiecznym tryumfom literatury.
Tomasz Grzywaczewski, „Życie i śmierć na Drodze Umarłych”, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2015

Tomasz Grzywaczewski, „Życie i śmierć na Drodze Umarłych”, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2015

Foto: Plus Minus

Dziś wydaje się dewizą wielu reporterów, którzy anachroniczne zwierciadło zastąpili, zda się, przyczepioną do plecaka mikrokamerą i oferują nam ciąg obrazów: Wylądowaliśmy. Taksówką do hotelu. Śpimy, jemy. Na statek. Stakan wódki. Brudno, drogo, ale życzliwie. Przycumowaliśmy i idziemy przez tajgę. O, niedźwiedź! Śnieg. Osmalone pnie. Ślisko. Kolory jesieni. Na nieludzkiej ziemi. Buty całkiem przemoczone. Wracamy.

Jestem pewnie trochę niesprawiedliwy wobec zapisu odważnej inicjatywy, jaką przedsięwziął z przyjaciółmi Tomasz Grzywaczewski, autor kilku książek, laureat Nagrody Magellana i pomysłodawca wyprawy śladami polskiego uciekiniera z gułagu Witolda Glińskiego. Na łagierny szlak wrócił w 2013 r., organizując wyprawę wzdłuż Transpolarnej Magistrali Kolejowej na Syberii – najbardziej obłąkańczego pomysłu Stalina, którego realizację zarzucono natychmiast po jego śmierci. Podkłady i wiadukty Drogi Umarłych, pod którymi, jak chce legenda, spoczywają kości dziesiątków tysięcy zeków, grzęzną powoli w wiecznej zmarzlinie.

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama