Trudno się dziwić popularności tej infografiki. Jeśli uważamy, że politycy są emanacją rządzonych przez siebie społeczeństw, obserwując to zestawienie, dowiadujemy się czegoś istotnego o kondycji zachodniej Europy. Trzy lata temu papież Franciszek nazwał Unię starą, bezpłodną babcią, nietętniącą życiem. Nie jest przypadkiem, że na Zachodzie wielodzietność jest cechą raczej rodzin przybyszów z innych kultur, rdzenni Europejczycy wybierają zaś wygodne życie singli. Wszak posiadanie dzieci zmienia perspektywę życiową, podejście do świata, do polityki, również do innych ludzi. Zmienia się też poczucie odpowiedzialności. Odpowiedzialności za siebie i za innych ludzi. Politycy są ludźmi, takimi jak ich wyborcy, i nie ma powodu twierdzić, że u nich jest inaczej.

Sprawa jest oczywiście bardzo delikatna i dotyczy sfer niezwykle intymnych. Premier Holandii, który niedawno wygrał wybory, jest singlem. Z kolei premier Wielkiej Brytanii kiedyś wyjawiła, że nie może mieć dzieci, a szefowa szkockiego rządu zdradziła, że kilkanaście lat temu straciła dziecko podczas ciąży. Trzeba się tu wykazać sporą delikatnością i nie wtrącać się w życie osobiste. Jednak i w społeczeństwach Zachodu rozmaite są przyczyny spadku liczby urodzeń. Są przyczyny zdrowotne, nieraz bardzo tragiczne, są też przemiany kulturowe. Ale trend jest nieubłagany, a lista bezdzietnych polityków jest tego egzemplifikacją.

Na czym może polegać problem polityczny, zrozumieją fani serialu „House of Cards". Francis i Claire Underwoodowie świadomie budują swoją karierę, w której nie ma miejsca na dzieci. Mało tego, dowiadujemy się o usunięciu ciąż, które mogły tej karierze stanąć na drodze. Uważny widz dostrzeże nawet coś w rodzaju syndromu postaborcyjnego, gdy Claire śni o tym, że ktoś chce odebrać jej dziecko, mocuje się z krzewem, który oplótł ciało dziecka, w efekcie zostaje ono rozerwane na strzępy.

„House of Cards" to oczywiście tylko artystyczna kreacja, ale obserwacje zachodniego społeczeństwa i reguł polityki w tym filmie są prawdziwe. Brak potomstwa nie tylko wyzwala Underwoodów z zobowiązań rodzinnych, ale również uwalnia od wszelkich skrupułów. Nie wiem, czy Frank i Claire byliby lepszymi ludźmi, gdyby chcieli mieć dzieci, dość, że autorzy filmu pokazują ich bezdzietność jako czynnik przyczyniający się do ich głębokiej demoralizacji. Ich celem nie jest dobro rządzonego przez nich kraju, lecz zaspokojenie nieokiełznanej żądzy władzy.

Wróćmy jednak do Europy. Kryzys kontynentu jest ściśle skorelowany z kryzysem rodziny. Jest ona bowiem miejscem, w którym nie tylko przekazuje się życie, ale też w którym człowiek zanurza się w kulturze, w świecie wartości, uczy się działania społecznego. W Polsce przenoszenie grzechów rodziców na dzieci, lub na odwrót, jest jedną z ulubionych dyscyplin sportowych. W rzeczywistości nie odpowiadamy za to, kim są lub co zrobili nasi rodzice. Ale za los naszych dzieci jesteśmy odpowiedzialni. I dlatego na przykład fakt, że jeden z synów polskiej premier kończy seminarium i będzie księdzem, znacznie więcej mówi o tym, kim ona jest i według jakich żyje wartości, niż wygłaszane przez nią słowa czy podejmowane działania.

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95