Ivan Gazidis, dyrektor sportowy AC Milan, w pierwszych słowach podczas konferencji przedstawiającej Krzysztofa Piątka powiedział, że transfer Polaka to nowe otwarcie i zapowiedź powrotu klubu tam, gdzie jego miejsce. – Piątek to symbol transformacji Milanu, chęci powrotu na szczyt – powiedział Gazidis.

Polak będzie się musiał zmierzyć w Mediolanie z wielką presją, jeśli to na jego barkach spoczywać mają nadzieje setek tysięcy kibiców na lepsze czasy dla rossonerich. Mało jest klubów na świecie, które przeżyły tak dramatyczny upadek jak czerwono-czarni z Mediolanu.

Milan zawsze wielki

Oczywiście jest Nottingham Forest, który w 1979 i 1980 roku zdobywał Puchar Mistrzów, a od 20 lat nie ma go nawet w Premier League, ale upadku klubu ze środkowej Anglii nie można porównywać z włoskim gigantem, gdyż wszystkie sukcesy Forest (mistrzostwo, puchary, europejskie triumfy) osiągnął właśnie na przełomie lat 70. i 80., gdy na chwilę przebojem wdarł się do elity. Tymczasem Milan był wielki zawsze.

Czytaj także: Krzysztof Piątek wyważył drzwi

Pierwsze mistrzostwo Włoch zdobył w 1901 roku. W 1963 roku jako pierwszy włoski klub triumfował w Pucharze Mistrzów, gdy w finale na Wembley pokonał broniącą tytułu Benficę po dwóch trafieniach José Altafiniego.

Gdy w 2007 roku Carlo Ancelotti poprowadził Milan do ostatniego jak dotąd zwycięstwa w Champions League, klub wciąż należał do ścisłej elity europejskiej piłki nożnej. Siódmy triumf oznaczał, że Milan miał o pięć zwycięstw więcej w najważniejszych klubowych rozgrywkach od Barcelony! Zaledwie dwa mniej niż najbardziej utytułowany Real Madryt. Od tamtej pory Barcelona trzykrotnie wygrała Ligę Mistrzów, a jej rywal ze stolicy Hiszpanii cztery. Dziś Real ma 13 pucharów i nic nie zapowiada, by Milan mógł w najbliższej przyszłości zmniejszyć ten dystans. Nawet transfer Piątka.

Podobnie wygląda sytuacja Milanu na rynku wewnętrznym. Do ostatniego mistrzostwa poprowadził rossonerich Massimiliano Allegri (2011). Od tamtej pory zespół prowadziło siedmiu trenerów – tymczasowych, i takich, którzy zatrudniani byli z myślą, że zostaną na San Siro dłużej. Bywało, że Milan kończył rozgrywki nawet na 10. miejscu w lidze, przez trzy lata nie kwalifikował się do europejskich pucharów. Po siedem kolejnych tytułów sięgnął Juventus i powiększył swoją pulę z 27 do 34 triumfów. Nagle między wielkimi rywalami zrobiła się przepaść nie do przeskoczenia w jedno pokolenie.

Od czasu ostatnich tytułów Milan miał trzech prezydentów i tyluż właścicieli. Silvio Berlusconi stwierdził, że nie da rady brać udziału w wyścigu, w którym europejskie potęgi są finansowane przez rządy zasobne w petrodolary, i że model biznesowy, gdy klub jest własnością rodziny, musi odejść do lamusa. W 2016 roku sprzedał więc Milan Chińczykom.

Za grupą Sino-Europe Sports stał Li Yonghonh. Przedstawiał się jako potentat chińskiego przemysłu górniczego, tymczasem szybko się okazało, że w Chinach nikt go nie zna. Włoscy dziennikarze ustalili też, że część jego rodziny siedzi w więzieniu za biznesy, w których i on brał udział. Berlusconi ustalił cenę na 740 milionów euro. W czerwcu 2016, od razu po podpisaniu umowy Chińczycy wpłacili depozyt w wysokości 100 milionów, a w grudniu mieli przelać resztę pieniędzy. Nie zrobili tego, ale za kolejny depozyt w wysokości 100 milionów kupili sobie trochę czasu.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

Prawie jak Wisła

Przez kilkanaście miesięcy Chińczycy tworzyli kolejne spółki, pożyczali kolejne wielkie sumy, nikt nie wiedział tak naprawdę ani kto jest właścicielem klubu, ani jak wygląda finansowanie Milanu. Gdy w końcu stało się jasne, że klub padł ofiarą podobnego oszustwa jak ostatnio Wisła Kraków, drużynę przejął amerykański fundusz hedgingowy – Elliott Management Corporation (EMC), specjalizujący się w kupowaniu tanio upadających przedsiębiorstw, uzdrawianiu ich i sprzedawaniu z wielokrotnym przebiciem.

Milan miał o tyle szczęście, że właściciele EMC okazali się kibicami piłkarskimi, a konkretnie Arsenalu. Stąd też w Mediolanie wziął się Gazidis, stąd też plotki, że od czerwca zespół obejmie Arsene Wenger.

Milan już oczywiście przez mniejsze i większe kryzysy przechodził. W 1980 roku został karnie relegowany do Serie B za ustawianie meczów. Sześć lat później pogrążony w problemach klub przejął Berlusconi. W 1987 roku powierzył prowadzenie drużyny żółtodziobowi. Arrigo Sacchi był człowiekiem znikąd – sprzedawcą butów. Gdy Berlusconi zatrudniał go w Milanie, Sachi nie prowadził wcześniej zespołu Serie A.

Prasa kpiła z jego braku doświadczenia, niektórzy dziennikarze mówili, że bardziej do roli szkoleniowca nadaje się sam Berlusconi, który przynajmniej grał na amatorskim poziomie. Sacchi zasłynął wówczas ripostą: „Nie wiedziałem, że aby zostać dżokejem, najpierw trzeba być koniem".

To właśnie Sacchi stworzył efektownie i ofensywnie grającą drużynę, która przyczyniła się do odbudowania legendy Milanu. W jego zespole prym wiedli trzej Holendrzy – Frank Rijkaard, Ruud Gullit i Marco van Basten. Na przełomie lat 80. i 90. Milan obronił Puchar Mistrzów, co przez następne trzy dekady nie udało się już nikomu, aż w końcu pojawił się Zinedine Zidane i jego Real.

W Mediolanie wierzą, że sprowadzenie Piątka to pierwszy krok nawiązujący do pięknych czasów. Nie sposób się jednak pozbyć wrażenia, że Amerykanie z funduszu jak najszybciej muszą znaleźć swojego Sachhiego.

Sobotni mecz Serie A Milan – Napoli w Eleven Sports 1 o 20.30, a wtorkowe spotkanie tych drużyn w Pucharze Włoch o 20.45 w TVP Sport.