Mimo to SO oddalił powództwo kobiety, która domagała się od Skarbu Państwa pieniędzy za opieszałe działanie i zaniechania policji, prokuratury i sądu. Doprowadziły one do rodzinnej tragedii.
Sąd przyznał, że policja nie wykonywała czynności wynikających z tzw. niebieskiej karty (jest to specjalna procedura dla osób dotkniętych przemocą domową). Niemniej jednak nie ma związku przyczynowego między jej zaniechaniami a spełnieniem groźby spalenia domu przez byłego męża powódki. Ponadto nie podzielił jej zarzutu, że sąd rejonowy i prokuratura, które zajmowały się sprawą Eugeniusza S., także działały opieszale. Pełnomocnik powódki zapowiada apelację.
Kobieta od kilku lat domagała się sprawiedliwości. Najpierw od policji i prokuratury, potem od sądu.
Po tragedii żądała 600 tys. zł odszkodowania i 50 tys. zł zadośćuczynienia za doznane krzywdy. Były mąż znęcał się nad nią i dziećmi, okradał, a na koniec podpalił dom, w którym mieszkała, wraz z dziećmi. Pozwani nie podzielali jej zarzutów i wnosili o oddalenie powództwa.
Dramat kobiety trwał kilka długich lat. Dwukrotnie zwracała się po pomoc policji. Funkcjonariusze za pierwszym razem odmówili wszczęcia dochodzenia, a za drugim także uznali, że jest za mało dowodów, by zająć się sprawą. W efekcie umorzyli postępowanie. Obie decyzje poparł prokurator. Kilka tygodni później kobieta informowała o kolejnych groźbach.
I ona, i jej dzieci byli wielokrotnie przesłuchiwani, ale policja nie dawała wiary ich zeznaniom, tak więc postępowania umarzano. W końcu w maju 2006 r. mąż zrobił to, co zapowiadał – podpalił dom. Budynek został całkowicie zniszczony. Do tragedii nie doszłoby, gdyby policja dwa miesiące wcześniej nie odprawiła kobiety z kwitkiem. Umorzyła kolejne dochodzenie, bo nie znalazła obiektywnych świadków, którzy mogliby potwierdzić wersję kobiety i jej dzieci.
– Sprawa stanowi przykład opieszale i nierzetelnie prowadzonego postępowania karnego przeciwko mężowi powódki – twierdzi Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która objęła sprawę programem spraw precedensowych.
Kobieta pisała kolejne pisma z prośbą o pomoc, które nie przynosiły rezultatu. [b]Policja i prokuratura umarzały postępowania, nie bacząc na to, że wszystkie okoliczności potwierdził sąd[/b], który kilka lat temu udzielił jej rozwodu.
– Prawidłowe działanie policji i prokuratury czy też umieszczenie byłego męża na obserwacji w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym mogły zapobiec tragedii – przekonywała sąd powódka.