Unia Europejska nauczyła Polskę, że kandydat nie potrzebuje poparcia własnego państwa. Teraz USA razem z Rosją i Chinami mogą zastosować tę samą zasadę, wynosząc Viktora Orbána na szczyt ONZ.
Najlepiej byłoby mieć niski deficyt budżetowy i rozdawać pieniądze kolejnym grupom wyborców. Czy politycy i ich wyborcy wiedzą, że jedno wyklucza drugie?